sobota, 20 luty 2010 18:45

Pakiety antykryzysowe pogłębią kryzys

Napisał
Choć w całym roku 2008 wzrost gospodarczy Stanów Zjednoczonych wyniósł 1,3 proc., to w IV kwartale spadł aż o 3,8 proc. W strefie euro w IV kwartale spadek PKB wyniósł 1,5 proc. (w Niemczech - 2,1 proc., we Włoszech - 1,8 proc., w Hiszpanii - 1 proc., a we Francji - 1,2 proc.), a w 2009 roku przewiduje się spadek o 2 proc. Nawet wzrost PKB Chin ma się zmniejszyć z 9 proc. do 6,8 proc. W styczniu br. PKB Ukrainy katastrofalnie spadł o prawie 20 proc.! W rezultacie w ramach walki z kryzysem, zgodnie ze zbankrutowaną teorią interwencjonizmu państwowego Johna Mayrdala Keynesa, rządy tłoczą publiczne pieniądze w gospodarki, powiększając zadłużenie państwa i deficyty budżetowe.

Niemiecki Bundestag uchwalił drugi plan antykryzysowy, opiewający na 50 mld euro na lata 2009-10, który przewiduje m.in. inwestycje w infrastrukturę oraz szkoły, co spowoduje gwałtowny wzrost deficytu ? z 18,3 mld euro do 36,8 mld euro (pierwszy pakiet antykryzysowy, opiewający na 32 mld euro, przyjęto w Niemczech w listopadzie 2008 roku). Pakiet stymulacyjny dla japońskiej gospodarki ma wynieść 218 mld USD (mimo że dług publiczny Japonii wynosi aż 180 proc. PKB tego kraju!). Amerykańska Izba Reprezentantów uchwaliła plan pobudzenia gospodarki amerykańskiej do dalszego wzrostu, który ma kosztować amerykańskiego podatnika około 825 mld USD. Przewiduje on przeznaczenie na roboty publiczne, oświatę i federalne programy pomocy żywnościowej około 358 mld USD, na czasowe cięcia i ulgi podatkowe ? 275 mld USD, na ubezpieczenia zdrowotne dla bezrobotnych ? 48 mld USD, na rozszerzenie programu zasiłków i pomoc dla rodzin ? 46 mld USD oraz 100 mld USD na poprawę dostępu do szerokopasmowego internetu oraz na inwestycje w czyste źródła energii. Ponadto 87 mld USD mają otrzymać władze stanowe na finansowanie ubezpieczeń zdrowotnych Medicaid dla ubogich. Zdaniem Republikanów, którzy głosowali przeciwko temu planowi, większość z tych pieniędzy zostanie zmarnowana. Mało tego, rząd prezydenta Baracka Obamy ogłosił kolejny program pomocy dla sektora finansowego. Plan Timothy Geithnera, sekretarza skarbu, może wynieść nawet 2,5 bln USD ze środków państwowych i prywatnych. Najważniejszą częścią tego planu jest powołanie funduszu inwestycyjnego, który miałby pełnić funkcję ?złego banku? ? wykupywać z banków i funduszy złe aktywa po niskiej cenie, aby je zamrozić lub w przyszłości odsprzedać. Druga część planu to wydanie biliona USD na zabezpieczenie i gwarancje kredytów: samochodowych, studenckich i dla małego biznesu. Co ciekawe, tylko 37 proc. Amerykanów popiera antykryzysowy plan Baracka Obamy, a prawie 80 proc. z nich uważa, że nie będzie on stymulował gospodarki. Także ponad 200 amerykańskich ekonomistów jest zdania, że plan nie będzie miał pozytywnych skutków.



W obliczu kryzysu większość rządów na świecie wzmacnia polityki protekcjonistyczne i interwencjonistyczne, uchwalając różnorakie programy antykryzysowe i stymulacyjne. Mało tego, niektórym marzy się światowy ład gospodarczy zgodnie z hasłem: wolny rynek ? tak, ale ktoś przecież musi tym wszystkim kierować. Otóż Gordon Brown, premier Wielkiej Brytanii, uznał, że tylko międzynarodowo skoordynowane działania mogą przynieść rezultaty w wychodzeniu z kryzysu finansowego i gospodarczego. A Angela Merkel, kanclerz Niemiec, podczas szczytu w Davos zaproponowała utworzenie Rady Ekonomicznej ONZ, na wzór Rady Bezpieczeństwa, w ramach nowego porozumienia o międzynarodowym porządku ekonomicznym. Jej zdaniem, światowy kryzys gospodarczy ujawnił potrzebę lepszej międzynarodowej koordynacji zagadnień gospodarczych. Również Wen Jiabao, premier Chin, zaapelował o zbudowanie nowego światowego ładu gospodarczego. Z jednej strony, co prawda, opowiedział się za większą otwartością w gospodarce światowej, ale z drugiej ? za większą ilością regulacji międzynarodowych, które mogłyby służyć jako system ?wczesnego ostrzegania? i pomóc w zapobieżeniu przyszłym wstrząsom. Tylko Christine Lagarde, francuska minister gospodarki, trzeźwo stwierdziła, że wykorzystywanie pieniędzy podatników na plany naprawcze może spowodować społeczne niepokoje i ciągoty protekcjonistyczne. Szkielet nowego globalnego systemu finansowego ma zostać określony podczas spotkania przedstawicieli krajów z grupy G20 w Londynie na początku kwietnia br.



Czy to oznacza koniec kapitalizmu i globalizacji? Zdaniem Angeli Merkel nastąpił upadek kapitalizmu anglosaskiego. Tymczasem Roman Kluska, prześladowany swego czasu przez urząd skarbowy milioner, uważa słusznie, że kryzysu nie spowodował wolny rynek, lecz jego brak. W wywiadzie dla ?Pulsu Biznesu? powiedział, że źródłem problemów jest, jak wiemy, amerykański rynek kredytów hipotecznych. A był to przecież rynek regulowany, gdzie budżet federalny dopłacał do tych kredytów. I stąd zaczęły się wszystkie możliwe kombinacje, spekulacje instytucji finansowych ? jak te pieniądze wycisnąć. Nadmuchane produkty, odejście od rynku. Z kolei UPR jest zdania, że tylko wolny rynek jest w stanie uratować Europę przed kryzysem. Według tej partii wspieranie upadających banków i fabryk za pieniądze podatników oddala tylko w czasie jeszcze większy kryzys gospodarczy.



Tymczasem rząd premiera Tuska zdecydował pójść, co bardzo słuszne, w przeciwnym kierunku niż rządy uchwalające szkodliwe plany stymulacyjne. Najpierw mówiono o konieczności cięć w wydatkach budżetowych na poziomie 17 mld zł, czyli około 5,3 proc. W końcu ?znaleziono? oszczędności w wysokości 19,7 mld zł, czyli około 6,1 proc. wydatków budżetowych. Budżet Sejmu został ograniczono o 37 mln zł, czyli o 10 proc. Zakupy sprzętu wojskowego przez Ministerstwo Obrony Narodowej mają zostać zmniejszone o 1,947 mld zł. 1,215 mld zł ma zaoszczędzić Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (mają być wstrzymane remonty i kosztowne inwestycje informatyczne oraz zmniejszone zakupy dla policji). Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zmniejszy swój budżet o 872 mln zł, resort finansów ? o 530 mln zł, Ministerstwo Edukacji Narodowej ? o 556 mln zł, Ministerstwo Gospodarki ? o około 120 mln zł, resort infrastruktury ? o 191 mln zł, Ministerstwo Ochrony Środowiska ? o 61 mln zł, a resort sportu i turystyki ? o 36 mln zł. Ministerstwo Spraw Zagranicznych ma przeorganizować część konsulatów w placówki sezonowe i zrobić przegląd kadr (taniej o 35 mln zł). Ministerstwo Zdrowia ma zmniejszyć wydatki o 336 mln zł. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zgodziło się oszczędzić na promocji i rozrywce (cokolwiek by to znaczyło) 220 mln zł. Rolnictwa i Rozwoju Wsi ma zaoszczędzić w wydatkach administracyjnych 231 mln zł, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej około 326 mln zł, Ministerstwo Rozwoju Regionalnego ? około 2 mln zł, resort skarbu ? 8 mln zł, a Ministerstwo Sprawiedliwości ? około 587 mln zł. Premier Tusk podjął także decyzję o zamrożeniu podwyżek płac dla tzw. ?erki?, czyli najważniejszych osób w państwie, co ma przynieść 4,4 mln zł oszczędności. PO chce ponadto zawiesić finansowanie partii politycznych z budżetu państwa na lata 2009-11, co oznaczałoby oszczędności na poziomie około 107 mln zł rocznie. Ponadto administracyjne oszczędności w ZUS mają wynieść około 455 mln zł, w jednostkach administracji pozarządowej (m.in. kancelarie, centralne urzędy) około 100 mln zł, co stanowi 5 proc. ich wydatków, a oszczędności budżetów wojewodów mają wynieść około 1,887 mld zł. Z kolei PSL chce likwidacji wszystkich gabinetów politycznych, co przyniosłoby ponad 460 mln zł oszczędności rocznie. Partia ta ma także inny pomysł: wzorem Niemiec, które przygotowały zachęty finansowe do kupna nowych samochodów, chce, by fiskus oddawał Polakom VAT zapłacony przy kupnie samochodu w salonie (także rząd Słowacji chce likwidować 19-procentowy VAT na samochody). W trudnej sytuacji finansowej państwa chce także pomóc Aleksander Grad, minister skarbu państwa. Po słabych wynikach z prywatyzacji w 2008 roku (2,37 mld zł), aktualny rok ma przynieść 12 mld zł dochodów z prywatyzacji. Łącznie w latach 2008-11 przychody z prywatyzacji mają wynieść 30,3 mld zł. Czyżby kryzys miał zbawienne skutki dla dokończenia polskich przekształceń własnościowych?



Jednak okazuje się, że tylko około połowa ze ?znalezionych? 19,7 mld zł to rzeczywiste zmniejszenie wydatków, a reszta to inżynieria finansowa, gdyż za budowę autostrad zamiast budżetu zapłaci Krajowy Fundusz Drogowy, który oczywiście tych pieniędzy nie posiada, więc będzie je musiał pożyczyć i to z zagranicy. W rezultacie możemy mówić o zmniejszeniu wydatków budżetowych o około 3 proc., co i tak ? patrząc na światowe i europejskie tendencje ? jest krokiem bardzo odważnym i jednocześnie w dobrym kierunku. Nie chodzi w tym momencie o wysokość. Chodzi o właściwy trend. Miejmy nadzieję, że rząd będzie się go trzymał w dalszych działaniach.



Oczywiście, plany oszczędnościowe najgłośniej są krytykowane przez różnej maści związkowców. Forum Związków Zawodowych żąda m.in. uruchomienia programu robót publicznych i sprzeciwia się wszelkiej liberalizacji prawa pracy. Związkowcy z Sierpnia 80, tak jakby w ogóle nie istniał kryzys, okupowali siedziby spółek węglowych. Od zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej domagają się m.in. 10-procentowych podwyżek płac, od Katowickiego Holdingu Węglowego ? 12-procentowej, a od Kompanii Węglowej ? 14-procentowej podwyżki. Z kolei związkowcy Kadry, Związku Zawodowego Górników w Polsce oraz ?Solidarności? nie zgodzili się na 5-procentową podwyżkę płac zaproponowaną przez zarząd Kompanii Węglowej ? żądają więcej. Ponadto związki zawodowe działające w zakładach branży zbrojeniowej protestują przeciwko cięciom budżetowym w Ministerstwie Obrony Narodowej, które skutkują ograniczeniem zamówień dla polskiej armii. Także UPR krytykuje rządowe plany oszczędnościowe, ale w zakresie cięć pieniędzy dla policji, wojska i na wymiar sprawiedliwości. ? Skandal, że obcina się budżet tam, gdzie powinien być na poziomie zapewniającym nam, obywatelom bezpieczeństwo ? mówi Bolesław Witczak, prezes UPR. Partia ta uważa, że policja, wojsko i sądownictwo to dziedziny, które powinny być wyjątkowo dobrze opłacane z budżetu, jako gwarantujące wszystkim obywatelom bezpieczeństwo.



Co w takim razie powinien zrobić rząd w obliczu zaczynającego już nas dotykać kryzysu finansowego (planowany na 2009 rok wzrost PKB skorygowano z 3,7 proc. do 1,7 proc.)? Oczywiście, podstawowym działaniem powinno być z jednej strony skokowe zmniejszenie podatków, aby więcej pieniędzy pozostało w kieszeniach ludzi, a z drugiej strony ? radykalne zmniejszenie wydatków publicznych. Radykalne nie oznacza ani o 1,5 proc., jak zdecydował rząd Donalda Tuska (3 proc. wydatków budżetowych to około 1,5 proc. wydatków publicznych), ani 3 proc., ani 5 proc., bo w niewielkim stopniu odczuje to gospodarka. To musiałyby być cięcia na poziomie 30-50 proc., cięcia poważnie naruszające tzw. wydatki sztywne. Warto przypomnieć, że jak podają Rose i Milton Friedman w książce ?Tyrania status quo?, na początku XX wieku wydatki publiczne (federalne, stanowe i lokalne łącznie) w USA nie przekraczały 10 proc. A w Polsce aktualnie wynoszą one aż 43,2 proc. Jest więc z czego ciąć. Niestety, w aktualnej sytuacji roszczeniowej, do czego Polaków najpierw przyzwyczaiły 45-letnie rządy Polski Ludowej, a potem ugruntowały rządy po 1989 roku i agresywne związki zawodowe, a w dodatku czego domaga się od nas tzw. Unia Europejska, jest to niemal niemożliwe. W tej sytuacji można oczywiście użyć środków zastępczych, które jednak nigdy w zupełności nie zastąpią obniżek podatków i zmniejszenia wydatków państwowych. Kilka takich właśnie środków zastępczych zaproponował podczas rozmowy w Superstacji prof. Jerzy Hausner, były wicepremier i minister gospodarki w rządach SLD. Jego zdaniem, aby przeciwdziałać kryzysowi, należy rozpocząć wreszcie, tak zapowiadaną przez kolejne władze, deregulację gospodarki, zliberalizować prawo pracy i uwolnić marnotrawione zasoby w postaci nieruchomości, które leżą odłogiem w Agencji Nieruchomości Rolnych, Agencji Mienia Wojskowego czy Polskich Kolejach Państwowych. Należy do tego dodać jeszcze Spółkę Restrukturyzacji Kopalń i Bytomską Spółkę Restrukturyzacji Kopalń, które nadzwyczaj ślamazarnie zajmują się sprzedawaniem nieruchomości pokopalnianych. Z kolei zdaniem Romana Kluski, sposobem na kryzys jest nowa ustawa Wilczka i drastyczne oszczędności.



Z drugiej jednak strony słyszy się, że rząd, w ramach planu na rzecz stabilności i rozwoju, na wszystkie działania antykryzysowe chce przeznaczyć 91,3 mld zł, a Ministerstwo Gospodarki, aby ulżyć pracodawcom, przygotowało specjalny pakiet reform, w którym proponuje wprowadzenie ułatwień kredytowych, możliwości okresowego ograniczenia czasu pracy, proporcjonalnego obniżenia wynagrodzeń pracowników, a także obniżenie akcyzy na energię dla wysoko energochłonnych odbiorców (z około 5 euro/MWh do 0,5 euro/MWh). Ministerstwo Gospodarki chce także ułatwić prowadzenie działalności gospodarczej, proponując zmiany m.in. ustawy o zasadach ewidencji i identyfikacji podatników i płatników oraz ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym. Ponadto z 60 do 30 dni ma być skrócony czas zmian własności w ewidencji gruntów i budynków, a o połowę ma się zmniejszyć liczba procedur z tym związanych. Resort gospodarki chce też wspólnie z Ministerstwem Finansów zmniejszyć liczbę uciążliwych obowiązkowych płatności podatkowych, poprawić Kodeks celny, by procedury importowe i eksportowe trwały do 10 dni, a ich koszty zmniejszyły się o połowę. Poza tym 17,8 mln euro ma zostać przeznaczone na zapewnienie przedsiębiorcom dostępu do usług o charakterze informacyjnym w zakresie eksportu oraz prowadzenia inwestycji na rynkach zagranicznych. To wszystko to oczywiście pobożne życzenia biurokratów i z pewnością nie dojdzie do realizacji nawet połowy z tych propozycji, tak jak upadł pakiet Kluski, plan Hausnera, reforma finansów publicznych Zyty Gilowskiej czy projekt ?jednego okienka?. Kolejny z planów, strategii i programów, którego przygotowanie kosztowało podatników tysiące czy miliony złotych, a który i tak w końcu zakurzy się w ministerialnej szafie i szybko się o nim zapomni, bo trzeba będzie przygotować kolejny ?niezbędny? pakiet reform. Ministerstwo Gospodarki pokazuje w ten sposób, że coś robi, a tym samym udowadnia, że jest rzekomo potrzebne. A może lepiej reformę finansów publicznych, mającą na celu rzeczywiste zmniejszenie wydatków publicznych, rozpocząć od likwidacji niepotrzebnych resortów, takich jak właśnie Ministerstwo Gospodarki, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, Ministerstwo Sportu i Turystyki czy Ministerstwo Środowiska? PiS już zaproponowało, by liczbę posłów zmniejszyć do 360, a senatorów do 50 oraz likwidację Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.



Krajowa Izba Gospodarcza popiera priorytety zawarte w projekciedziałań na rzecz stabilności i rozwoju Gospodarki, jednak jej zdaniem projekt ten jest mało konkretny i wymaga uszczegółowienia. Z kolei pakietu Ministerstwa Gospodarki dotyczące ochrony miejsc pracy krytykuje UPR. Zdaniem tej partii plan antykryzysowy wicepremiera Waldemara Pawlaka, który zakłada ograniczenie czasu pracy oraz wynagrodzenia pracowników, gwarantuje tym samym pracę za mniejsze pieniądze. UPR uważa, że takie rozwiązanie nie polepszy sytuacji gospodarczej kraju. W zamian proponuje, by dokonać znaczących obniżek podatków ? zmniejszyć VAT do 15 proc. oraz zlikwidować podatek dochodowy, co przyczyni się do wzrostu liczby miejsc pracy. ? Zachęcić Polaków do zakładania firm może tylko odbiurokratyzowanie i zmniejszenie obciążeń podatkowych. Pomysły premiera Pawlaka polegają na ochronie status quo, co oznacza stagnację. Uratować Polskę przed kryzysem może tylko zwiększenie produkcji, a to się nie uda bez zdjęcia państwowego jarzma z Polaków ? mówi słusznie Bolesław Witczak, prezes UPR. Partia uważa, że szybki rozwój gospodarczy Polski umożliwiłoby tylko obniżenie podatków oraz likwidacja koncesji i zbędnej biurokracji.



Niestety, nie zanosi się na obniżkę podatków, a wręcz przeciwnie. W 2009 roku rząd będzie musiał sprzedać obligacje skarbu państwa o gigantycznej wartości 155 mld zł. Tymczasem w związku z gwałtownym spadkiem wartości złotówki, znacznie zwiększyły się koszty obsługi długu publicznego. W tej sytuacji Jacek Rostowski, minister finansów, zastanawia się nad? podniesieniem podatków (akcyzy na paliwa i składki emerytalnej), a rząd planuje zwiększenie składki zdrowotnej z 9 proc. do 10 proc. To tylko znowu podniesie koszty pracy, a tym samym będzie rosło bezrobocie. Niestety, za podniesieniem podatków opowiada się także opozycja. Zdaniem klubu Lewicy, na dwa lata należy przywrócić 40% stawkę w podatku od dochodów najbogatszych Polaków.



www.tomaszcukiernik.pl
Wyświetlony 4930 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.