Wydrukuj tę stronę
sobota, 20 luty 2010 18:56

Farsa nielimitowana

Napisane przez
Utyskiwanie nad systemem ochrony zdrowia w Polsce nie tyle przypomina już kopanie leżącego, co raczej sadystyczne znęcanie się nad ofiarą w stanie agonalnym. Ale tym, którzy płacą, wolno narzekać. I wolno wymagać.

 

Nie ma wątpliwości: Ministerstwo Zdrowia brnie w pseudoreformę, gasząc pożar benzyną. Wkrótce kilkadziesiąt wybranych szpitali może zostać przekształconych w spółki działające w oparciu o przepisy prawa handlowego. Dotychczasowe Zakłady Opieki Zdrowotnej będą zlikwidowane, ich długi umorzy się (czytaj: zostaną zaksięgowane na rachunkach samorządów), a następnie powoła się firmy, które przejmą majątek szpitali i zaczną działać z czystym kontem. Wówczas gminy otrzymają dotację, pokrywającą długi upadłych ZOZ-ów.

 
Nie lubię przemawiać w tonie kasandrycznym, lecz grozi nam wprowadzana tylnymi drzwiami reforma systemu ochrony zdrowia podobna do tej emerytalnej, kiedy w majestacie prawa ograbiono Polaków z pieniędzy odkładanych na rzekomo ?indywidualne? oraz ?prywatne? konta. Składki odprowadzane do otwartych funduszy emerytalnych nie są własnością prywatną ubezpieczonych i nie można nimi swobodnie dysponować ? orzekł tymczasem Sąd Najwyższy i mleko wykipiało.
 
Dlatego nie wierzę rządowi. Wierzę Zbigniewowi Relidze, który wieszczył bez pardonu: To, co proponuje Platforma, to nie reforma. To jest antyreforma, bo w tej ?reformie? nie ma pacjenta. Obowiązkowe przekształcenie w spółki prawa handlowego, a więc sytuacja, w której wszystko stawiamy na zysk, jest przeciwne pacjentowi.
 
Zbigniew Religa ma rację, a Ewa Kopacz realizuje plan, który albo wykończy służbę zdrowia nad Wisłą, albo też ? co znacznie pewniejsze ? znacznie wcześniej wykończy Polaków. A to, ponieważ dostęp do leczenia w Polsce uzależniony zostanie od zawartości portfela potencjalnego pacjenta.
 
Najgorsze jest czekanie ? wyznaje kobieta, która kilka dni temu wstała ze szpitalnego łóżka. Na pogłębioną diagnostykę na oddziale specjalistycznym czekała osiem miesięcy. Nie było jej stać, by konieczne badania wykonać w trybie laboratoryjnym. Tego rodzaju usługi oferowały jedynie prywatne gabinety. Miała szczęście ? doczekała, mimo poważnej, przewlekłej choroby. I snuje gorzką opowieść o czekaniu.
 
Oczywista oczywistość
 
Czeka się na zejście lekarza z oddziału do izby przyjęć. Czeka się na badanie. Na wkłucie i założenie wenflonu. Na wyjęcie igły. Na założenie kroplówki, na zdjęcie kroplówki, na wymianę butli z glukozą. Na sanitariusza. Na pielęgniarkę. Na lekarza. Czekać trzeba na podanie herbaty, na podanie basenu, na otwarcie okna, na zabranie basenu, na zamknięcie okna... I tak dalej, i tak dalej, bo jej opowieść o czekaniu zdaje się nie mieć końca.
 
(?)

 

Wyświetlony 5200 razy
Krzysztof Ligęza

Najnowsze od Krzysztof Ligęza

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.