sobota, 20 luty 2010 20:26

Kokon (III): Personel

Napisane przez

Chodziewicz otworzył szeroko drzwi i zaprosił gościa do środka.

 
? Proszę, Darku! Zdaje się nie byłeś jeszcze u mnie.
 
Mężczyzna w skórzanej kurtce śmiało przekroczył próg. Rozejrzał się. Pokój był duży. Przedwojenne budownictwo. Z lewej rząd czterech wysokich okien, zasłoniętych żółtymi firanami, z prawej biblioteka zajmująca całą ścianę. W środku pokoju stał długi stół konferencyjny.
 
? Siadaj ? prezes wykonał gest. ? Przepraszam, że nie przyjmuję cię w gabinecie, ale mam tam... ? zawiesił na chwilę głos. Za ścianą ktoś walił młotkiem ? O! Właśnie ich słychać. Poczekaj momencik ? odwrócił się gwałtownie i wybiegł. Po chwili dudnienie ustało. Darek podszedł do biblioteki. Zrobił parę kroków, śledząc zbiory. Od razu odnalazł twórczość Niewidzialnego. Kilkanaście książek. Nie wątpił, że jest tu wszystko.
 
Cofnął się. Nie mógł znaleźć Herberta. Spojrzał jeszcze raz. Wierszy Żarliwskiego też pewnie nie ma. Usłyszał trzeszczenie parkietu. Odwrócił głowę.
 
? Słyszałeś? ? Chodziewicz stał na środku. ? Tę klepkę sprowadziłem z Austrii. Trzeszczy, co? Taką chciałem ? podszedł bliżej. ? Szukasz czegoś? ? spojrzał na regał. ? Tu jest pięć tysięcy tytułów. Wszystko, co ważne.
 
? Widzę.
 
Usiedli przy stole. Darek sięgnął do kieszeni kurtki.
 
? Przyniosłem film ? położył pudełko z płytką na blacie.
 
? Świetnie, obejrzę z przyjemnością. Ale mów, co nowego. Głośno o tobie.
 
? Od trzech miesięcy nie pracuję. Jeszcze trochę i będę nierobem.
 
Prezes pokiwał głową z politowaniem ? Dramatyzujesz. Zresztą jak zwykle. Nie pracujesz, bo nie chcesz ? podniósł płytkę. ? Ja trochę wiem o tym filmie. Niczego nie obiecuję.
 
Darek uśmiechnął się szeroko ? Ty? Drugi po Niewidzialnym? Człowiek, który trzęsie rynkiem wydawniczym? O twoich wpływach w mediach krążą legendy. Myślałem, że wystarczy jeden telefon i emisja w tym tygodniu.
 
? Nie drwij sobie. Telewizja to nie moja działka ? zamilkł na chwilę. ? Może napijesz się szybkiej kawy? Mam dzisiaj mnóstwo roboty ? zastukał płytką w stół. ? Ale zapytam cię jeszcze o jedno. Jak odnalazłeś Żarliwskiego? Po co ty grzebiesz koło takiej padliny? ? spojrzeli na siebie. ? Widzisz, niczego nie ukrywam. Znamy się przecież tyle lat. Wzruszył cię jego los, że robisz taki film?
 
Darek zaczął szybciej oddychać.
 
? Ta padlina, jak go nazwałeś, była przez całe lata bardem opozycji. Potem, po tak zwanym zwycięstwie, był za swoją twórczość wielokrotnie nagradzany. Również przez ciebie. Wspólnie śpiewaliśmy jego songi.
 
? Dobra, dobra, nie czaruj, Dareczku. Gdzie go znalazłeś? Przecież to już ponad dziesięć lat. Myślałem, że siedzi dalej w wariatkowie. Po tych ekscesach na festiwalu... A potem przepadł. Ale widać za długo było cicho. Ktoś mi opowiadał, że pociął sobie gębę brzytwą. Zresztą co ja gadam, przecież to z twojego filmu ­? spojrzał z niechęcią na płytkę. ? Albo te histeryczne wypowiedzi o Niewidzialnym. Komu to potrzebne? One szkodzą wszystkim. Tobie też. Bo właściwie, co proponujesz tym filmem? Kontrhistorię!? Co chciałeś powiedzieć? Że gdzieś w ?ludzie? siedzi jakaś lepsza prawda!? Żałosne. Ty po prostu chcesz opluskwić nasze najwyższe autorytety! Na to nie będzie zgody ? wstał i wyprostował się. Był podenerwowany ? Sam widzisz, trochę wiem. A Żarliwskiego nie ma. Nikt nie pamięta. Nikt ? powtórzył z naciskiem. ? Po co ci ten kłopot.
 
Zapanowało milczenie. Darek podniósł się powoli.
 
? A ?Chmury? pamiętasz? Są grane na Zgromadzeniu prawie codziennie. Żałosne? Przecież część jego poezji wydałeś również u siebie, całkiem niedawno. Dobra. Idę ? wyciągnął rękę. ? Widzę, że jest gorzej, niż myślałem.
 
Chodziewicz z kamienną twarzą uścisnął mu dłoń ? Jest tak samo jak zawsze. Woda nie będzie spływać pod górę. Ja żyję z przyrodą w symbiozie. Tobie też dobrze życzę, Dareczku.
 
Odprowadził gościa do drzwi ? Rewolucja już była. I wystarczy.
 
Darek, wychodząc, potknął się o próg. ? Kutasy! ? pomyślał. ? Od lat z gównami płyniecie. I jeszcze w mediach bezczelnie ? ?My po bohatersku?! Z prądem, do morza! Opozycja Prawidłowa wasza mać! Dobrze. Dziękuję za szczerość. Kutasie.
 
Biała oktawia podjechała wolno pod światła. Na kokpicie kierowcy, tuż przy zegarze prędkościomierza mrugnęła lampka rezerwy paliwa. Świetnie ? pomyślał. Odsunął szybę i zatrzymał samochód.
 
? Nie masz kupca na to auto?! ? zawołał na kolportera gazet.
 
? Nie! Ale mam dla szanownego pana redaktora świeże nuty ? chłopak podbiegł bliżej.
 
? Nuty? ? Darek uśmiechnął się. ? Ciekawe. Nuty. Dlaczego nuty ?
 
Sprzedawca rozpiął między rękami pierwszą stronę. Ze szpalt krzyknęły tytuły ? ?Potrafimy być zadowoleni!?, ?Kolejna kompromitacja frustratów?, ?Kto zagraża wygodom obywatelskim?, ?Musimy walczyć, by nikt niczego nie zmienił?. Nagle chłopak zwinął gazetę i krzyknął
 
? Już zielone! Niech pan jedzie! ? wetknął rulon w okno.
 
Darek ruszył gwałtownie. Obserwował w lusterku, jak sprzedawca po błazeńsku dyryguje gazetami.
 
No tak! ? pomyślał. ? Żyjemy w kokonie absurdu. Tandetnych keyboardowych ?przytupanek?. Jak porządnie kto przytupnie, to i głowa się przecież zakołysze. No patrzcie, tyle buntu, a jednak zgoda. ? Spojrzał na zwitek leżący na przedniej szybie. ?Organ Opozycji Prawidłowej? ? głosił napis.
 
Nacisnął gaz. Przed maską samochodu, hen, aż po horyzont, ciągnęła się droga do nikąd. To wyjątkowo porządnie przebadany obszar. Od paru miesięcy odmierzał go precyzyjnym marnowaniem czasu. A może samym faktem podróżowania chciał ponaglić leniwy los, by wreszcie gdzieś dotrzeć??? Przecież podróże bez celu to wyjątek. Dzisiaj wybrał jazdę. Silnik mruczał z satysfakcji. Tajemnicza sprężyna, rozpięta pomiędzy stuczterdziestokonną technologią a brakiem rozsądku, rozpędzała puszkę, w której siedział.
 
? No, zobaczymy ? zapalił papierosa. Włączył radio.
 
W środku urządzenia siedziała płytka z ostatnim koncertem Żarliwskiego. W koncercie brało udział trzech muzyków. Skład jak zwykle ? gitara, fortepian i kontrabas. Wszystkie piosenki znał na pamięć. Odtwarzacz uruchomił się automatycznie. Usłyszał chrypiący głos.
 
? Zaśpiewam coś osobistego. To będzie piosenka o ludziach, których znałem. Którzy byli mi przyjaciółmi? Piosenka mówi o tym, dokąd doszliśmy.
 
Po krótkiej przygrywce z głośników huknęły ostre akordy fortepianu. Za nimi ruszyły w pogoń kontrabas i gitara. Bard opozycji z dziką pasją rozpoczął pieśń.
 
? Prędzej! Prędzej do przodu!
Wypijmy za fundatorów.
Szubrawców, oszustów, złodziei!
Szubrawców, oszustów, złodziei!
 
Muzyka pędziła jak pociąg po szynach. Gitara odmierzała takt turkotu stalowych kół. Głos Żarliwskiego ciął powietrze jak szablą.
 
? Jęknie z zachwytu korowód,
Dłoń w łapę toast przyklei.
Szubrawców, oszustów, złodziei!
 
Szubrawców, oszustów, złodziei ? pieśniarz wciąż poganiał i jeszcze, jeszcze przyspieszał
 
? Łap czapkę tego, co z przodu!
Racja, bo mamy rację.
Do Daleka! Prędzej do przodu!
Daleko zostawiając stację.
 
Oszalałe od pędu dźwięki wdzierały się do uszu hukiem patosu. Spadały w głąb ogromem pychy. Czepiając się kręgosłupa, płuc, aort, wrzącą lawą wypełniały trzewia. Darek oczyma wyobraźni widział ten pociąg. Lokomotywy postępu, a było ich wiele, kominami sięgały nieba. Dymem kadzideł przesłaniały zwyczajne, byle jakie chmury. Prowincjonalny krajobraz zostawał z tyłu. Nie nadążał za pędem. Zdumiony i zagubiony miął czapkę w dłoniach. Nie wierzył w takie rozstanie. A pociąg rwał do przodu. Małe kółka wagonów łakomie wypatrywały godniejszych horyzontów. Tak podróżowała rasa panów. Spod francuskich peruk z epoki sterczała im czerstwa słoma. Próżni i pewni siebie. Znużeni swą nieomylnością, przeglądali się w porannej prasie. Gazety bezbłędnie czytały w ich głowach. Z półek zwisały walizy pełne komuszego wiana. Żarliwski nie śpiewał. On ryczał. Jak śmiertelnie ranione zwierzę, bulgotał rozpaczą.
 
? Szubrawcy! Oszuści! Złodzieje!
Szubrawcy! Oszuści! Złodzieje!
 
Słowa, były dostatecznie mocne, by pięścią powalać niewidzialne figury. Wszyscy wiedzieli, o kim śpiewa.
 
Nagle jego głos oderwał się od uciekającej zgrai i zahuczał zmrożonym wichrem.
 
? Jeśli wam, który narzeka,
Wieszacie na słowach kłódkę.
Bo daleko! Wam do Daleka.
I tylko cwane ? ?Gól swoje wódkę!?
Ideologia ? ?Gól swoje wódkę!?
Szubrawców! Oszustów! Złodziei!
Szubrawców! Oszustów! Złodziei!
 
Przerwał. Muzyka umilkła. Pochylona przestrzeń trwała w zamrożeniu. Lawina słów już zeszła. Cisza otulała zawałowisko. Po chwili, nieśmiało, wstydząc się wyszeptał ? Przyjaciół ? zaczerpnął powietrza ?  Zzddrrajców! ? wychrypiał. ? Nadziei.
 
Cisza zapadła jeszcze głębiej. Przygnieciony oddech sali milczał. Na widowni siedziało wielu adresatów jego pieśni. Zaczęli wolno bić brawa. Rachityczność oklasków wskazywała, że chodziło im o luksus dystansu, no może o słabe alibi, z pewnością nie o jakąkolwiek aprobatę.
 
 
Samochód gnał z prędkością stu sześćdziesięciu kilometrów na godzinę. Zadzwonił telefon. Darek ocknął się z letargu. System głośnomówiący wyciszył radio. Spojrzał na wyświetlacz. Dzwoniła jego była żona
 
? Dzień dobry, kochanie ? zagaił z przesadną uprzejmością. ? Czym mogę ci służyć?
 
? Niczym ? usłyszał oschły głos. ? Szuka cię twój bank. Nie spłacasz rat za dom. Nie chcę mieć kłopotów. Żadnych kłopotów ? znowu powiało chłodem. Gdzieś w tle tej lodowatej Syberii delikatnie przebijała się znana melodia.
 
? Grają u ciebie ? zauważył. ? To ta piosenka, co byliśmy we Włoszech. Poznajesz? Na na na na, na na na ? zanucił.
 
? Dzwoniłam z uprzejmości ? burknęła i rozłączyła się.
 
Nacisnął gwałtownie hamulec. Rozległ się pisk opon. Patrzył z uwagą na prędkościomierz. Sto czterdzieści, sto dziesięć. Czuł, jak siłą bezwładności napiera na kierownicę. Opony kwiczały jak zarzynane prosię. Kątem oka dostrzegł znak z ograniczeniem do siedemdziesiątki.
 
? Chcielibyście ? mruknął i depnął gaz do dechy. Znowu pędził jak wariat. Żółta lampka rezerwy paliwa zapaliła się na stałe.
 
(?)
Wyświetlony 3906 razy
Więcej w tej kategorii: « Czas kitowania
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.