sobota, 20 luty 2010 20:33

Trygław nr 10

Napisał

Jesienią 2007 roku ukazał się ostatni, jak dotychczas, numer kwartalnika metapolitycznego ?Trygław?, wydawanego przez środowisko polskich neopogan. I choć z pewnością recenzja autorstwa katolickiego tradycjonalisty może uchodzić za kontrowersyjną, warto na przykładzie tego czasopisma zobaczyć, co dzieli i co może łączyć środowiska skrajnie różne pod względem światopoglądowym, a odwołujące się do idei narodowych, patriotyzmu, czy po prostu umiłowania polskości.

 
Artykuły w numerze można podzielić generalnie na dwie grupy: 1) teksty religijne, które zapewne miałyby dużą szansę znaleźć się na Indeksie Ksiąg Zakazanych, 2) teksty metapolityczne, które dostarczają ciekawych informacji również zdecydowanym przeciwnikom ruchów rodzimowierczych i nie powinny być szkodą dla duszy.
 
Numer otwiera artykuł p. Bezmira pt. Zadruga a katolicyzm, który można by polemicznie skomentować dwoma zdaniami, że żaden ?bóg? z bogatych panteonów wierzeń przedchrześcijańskich nie umarł i nie zmartwychwstał dla naszego Zbawienia. Stworzył nas Bóg Ojciec, a konsekwencje naszych grzechów przyjął na siebie Syn Boży. I tylko to powinno być istotne. Bo argumentacja, że nie powinniśmy ufać Chrystusowi, gdyż On urodził się w Betlejem (czyli w innym kręgu kulturowym, w Azji), jest równie zabawna, jak pojawiające się czasami dociekania o tym, jakie ? podczas swojego ziemskiego pobytu ? Syn Boży znał języki oraz czy umiał pisać? Co ciekawe, zadrużanie w istocie byli (i są nadal) ? sądząc ze słów p. Bezmira ? ateistami, którzy nie wierzyli i nie wierzą w realną egzystencję postaci znanych z mitologii słowiańskiej, lecz ?bogowie? są dla nich użytecznymi symbolami w walce z chrześcijaństwem, a przede wszystkim katolicyzmem. Jeżeli jednak są w Polsce neopoganie, którzy samodzielnie wybierają sobie ?bogów? do wierzenia, czy w rzeczywistości nie tworzą ich na swój własny obraz i podobieństwo?
 
W moich oczach historyczna Zadruga, której symbolem jest nazwisko Jana Stachniuka, była ruchem dającym się opisać jako Stara Lewica. Dla Starej Lewicy, oprócz wszechlewicowej nienawiści do Chrystusa, charakterystyczne jest sprowadzanie osoby ludzkiej do jednego wymiaru. Praca, praca i nic poza pracą, człowiek funkcjonujący wyłącznie jako trybik w Narodzie-maszynie. W wielkiej machinie Narodu człowiek pozbawiony jest osobowości. Nie ma nawet prawa ani bodźców do zastanowienia się nad sobą, swoim miejscem w świecie, gdyż jedynym miernikiem wartości okazuje się morderczy wysiłek (co ciekawe, ten wątek inspirowany jest judaistycznym purytanizmem). W tym kontekście nie dziwi życzliwe zainteresowanie zadrużan Związkiem Sowieckim.
 
Dla zadrużanina istnienie ludzkie samo w sobie, jako zatomizowanej jednostki, nie ma żadnej wartości, nabiera jej dopiero poprzez twórcze, wytężone życie. (str. 11). Czy zatem naprawdę należy wyrzec się Chrystusa, aby w imię wyimaginowanej Woli Tworzycielskiej nie mieć żadnych perspektyw, oprócz harówki do śmierci i późniejszego rozpłynięcia się w nicości? Jak dla mnie, to nędzna wizja ludzkiego losu. Co dość paradoksalne, ta wizja została obudowana wielkimi, acz pustymi słowami o geniuszu, heroizmie i twórczości.
 
W nienawiści do Kościoła katolickiego Zadruga nie wahała się przed sięgnięciem po manipulacje tak jawne, że aż śmieszne. (?) do XVI wieku, kościół (sic!) nie dysponował tym, co Stachniuk określa ideomatrycą. Jest to zbiór zasad, wartości, światopogląd, jaki jednostka otrzymuje od społeczeństwa przychodząc na świat. W tym momencie udaje się kościołowi (sic!) poprzez zakon jezuitów uformować odpowiednio duszę i mentalność Polaka (?) (str. 12). Tłumacząc z polskiego na polski: według Stachniuka Kościół katolicki jakimś cudem dopiero po szesnastu wiekach istnienia dowiedział się, zrozumiał, w co wierzy? Czyżby według Stachniuka dopiero w chwalebnej epoce Kontrreformacji Duch Święty zstąpił na Kościół? Na marginesie ? autor chyba trochę przesadza w pogańskiej gorliwości, kiedy nie potrafi już rozróżnić, że w języku polskim słowo kościół to budynek świątyni, natomiast Mistyczne Ciało Chrystusa, które Stachniuk zwalczał ze wszystkich sił, nazywamy Kościołem. Aż dziw, że promotorzy rodzimej słowiańszczyzny nie używają w innych artykułach terminów ?niemcy? czy ?germanie?. Tak dla konsekwencji?
 
Niech mi będzie wybaczona szczerość, ale nie płakałem po Janie Stachniuku, który po II wojnie światowej w komunistycznym więzieniu doświadczył, jaki naprawdę jest świat rządzony przez ludzi marzących o śmierci Boga. Czy zło, które go spotkało, nie jest tym złem, które przywoływał, gdy bluźnił przeciwko Świętej Wierze Katolickiej? Być może Jan Stachniuk rzeczywiście był wielkim umysłem, ale cóż po geniuszu, który walczy z Bogiem? Znika, jak pył na wietrze. A sama jego doktryna nie ma w sobie nic wzniosłego, arystokratycznego, jest ideologią plebejską.
 
Innym artykułem, który zaliczyłbym do pierwszej z wymienionych na wstępie kategorii, jest raport p. Wilczygniewa Kurhana o rzeczywistości ruchu Rodzimowierczego i quasisłowiańskiego z terenu Pomorza Środkowego, czyli o tym, że w 2007 r. pogaństwo (czasami w powiązaniu z narodowym socjalizmem i Black Metalem) na Pomorzu Środkowym miało się gorzej niż wcześniej. Jak można domyślać się z pewnych kontekstów, momentem kryzysu dla tych środowisk było przyłączenie Polski do Unii Europejskiej. Zastanawiam się natomiast, jakie katolickie i komunistyczne represje wymierzone w zwolenników Rodzimej Wiary Autor miał na myśli?
 
I do kompletu artykuł na temat apostazji z Kościoła katolickiego, którego autor ? zapewne znów ze względu na religijną gorliwość ? nazwę własną pisze konsekwentnie ?kościół?. Rozumiem, że w ten sposób p. Ogniew pragnie wobec czytelników podkreślić swoją wrogość do tzw. katolictwa.
 
Ponieważ numer jubileuszowy poświęcony jest w swej zasadniczej części zagadnieniom połabsko-pomorskim, po szybkim przekartkowaniu materiałów religijnych warto przejść do lektury metapolitycznej. Na dział Historia składają się m.in.: tłumaczenie pracy p. Teodoliusa Witkowskiego pt. Perun i Moksza w staropołabskich nazwach miejscowości i bardzo interesujące rozważania p. Tomasza Szczepańskiego na temat ruchu kaszubskiego, znajdującego się między tendencjami regionalistycznymi i separatystycznymi. Wiele zawartych tam informacji było dla mnie całkowitą nowością. Podobnie jest z obszernym esejem p. Adama Sengebuscha (sądząc po raczej rzadkim nazwisku, zapewne byłego posła KPN?) pt. Wspomnienia o Słowianach Połabskich. Esej z pewnością ważny i ciekawie ilustrowany, ale też z pewnym charakterystycznym błędem ? na str. 45 znajduje się zwrot: arcychrześcijańskich cesarzy niemieckich. Trzy słowa i dwa błędy. Po pierwsze, nie było arcychrześcijańskich cesarzy, istnieją tylko arcychrześcijańscy królowie Francji. Po drugie: tzw. cesarze niemieccy to wyłącznie uzurpacja Hohenzollernów z okresu tzw. II Rzeszy. Natomiast wzmianka p. Sengebuscha odnosi się do cesarzy rzymskich, następców Karola Wielkiego i Ottonów (a może nawet samych Ottonów, oczywiście, gdy mowa o wydarzeniach z X wieku). Ktoś powie, że to drobiazg, ale w takich błędach dostrzegam ? może podświadome? ? antykatolickie uprzedzenia.
 
Takie chyba podświadome, bo trudno mi podejrzewać autora o celowy błąd, uprzedzenia (tym razem antyniemieckie) zostawiły ślad w publikacji p. Boromira Borowczaka pt. Rowokół ? święta góra Słowińców. Na str. 32, opisując zniszczenie stanowiska archeologicznego na Rowokole, p. Borowczak napisał: W 1932 roku okupant niemiecki na górze zbudował metalową wieżę widokową. Od razu przypominał mi się artykuł, w którym napisano, że w 1945 r. wieś Lubiąż na Dolnym Śląsku została wyzwolona przez Sowietów spod okupacji niemieckiej... Pokoleniu wychowanemu na Klossie, czterech pancernych i Szariku Niemcy kojarzą się z jednym?
 
Wracając jeszcze do eseju p. Sengebuscha, będę dociekliwy i w kontekście odniesienia do siły ustroju rewolucyjnej Francji zauważę, że mogła ona opierać się interwencji połowy Europy przede wszystkim dlatego, iż przez kilka pierwszych lat zbrodniczego szaleństwa, które okazały się decydujące dla przyszłości naszego kontynentu, władcy (zapatrzeni w swoje partykularne interesy) walczyli z rewolucją, jakby chcieli, a nie mogli. Pozwolę sobie na analogię, że gdyby wiek wcześniej takie podejście do walki o Christianitas miał król Jan III Sobieski, to zamiast pod Wiedniem, walkę z Turkami podjąłby ewentualnie na przedpolach Warszawy. Efekty również mogłyby być analogiczne. Tak więc nie siła tzw. ludu jest istotna, ważna jest słabość władców, którzy czasami nie potrafią spojrzeć dalej niż granice ich państw.
 
Mimo wszystko naprawdę warto przeczytać artykuł p. Sengebuscha, który precyzyjnie udowadnia, że ziemie, które zwykle kojarzymy jako odwiecznie niemieckie, w rzeczywistości jeszcze długo po ich podbiciu zachowały ludność i języki słowiańskie. I zapewne, kiedy podróżujemy po Niemczech (np. po Meklemburgii czy Rugii), spotykamy się ze Słowianami, którzy na przestrzeni wieków zapomnieli o swoim etnicznym pochodzeniu. Interesująca publikacja na bardzo rzadko podnoszony temat.
 
W dziale Kultura znajduje się kolejny ciekawy tekst, tym razem o mało znanym zagadnieniu muzycznych tradycji Pomorza Środkowego, które niestety po roku 1945 znalazły się w zaniku, na co wpłynęły zarówno celowe działania komunistycznych uzurpatorów, emigracje Słowińców, jak też sprowadzenie bogactwa kultury ludowej w czasach PRL do poziomu tzw. cepeliady. Kolejne elementy lokalnego dziedzictwa bezpowrotnie giną.
 
Numeru 10 ?Trygława? dopełniają dwie krótkie recenzje.
 
?Trygław? nr 10, kwartalnik metapolityczny, jesień 2007, str. 124, b.m.w., brak adresu redakcji.
 
Wyświetlony 4141 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.