wtorek, 23 luty 2010 12:48

Wieści z "miejsc bezwodnych"

Napisał
Kiedy cesarz Francuzów Napoleon Bonaparte zwiedzał Watykan, w pewnym momencie coś go zirytowało do żywego i podniesionym głosem zwrócił się do towarzyszącego mu kardynała Herkulesa Calviego: "A więc zniszczę Kościół rzymski!" - na co kardynał Calvi odpowiedział: "Panie, my to robimy już od osiemnastu wieków i bez skutku".

Kardynał Calvi mówił to, ma się rozumieć, ironicznie, ale inni książęta Kościoła, a zwłaszcza ?judeochrześcijanie?, konfidenci i poprzebierani za książąt Kościoła chłopi mogą to traktować całkiem serio. O ile jednak ?judeochrześcijanie? kierują się pobudkami ideowymi ? jeśli można tak nazwać zoologiczną, plemienną nienawiść do chrześcijaństwa ze strony przechodzącego w toku procesu dziejowego liczne metamorfozy Sanhedrynu ? o tyle konfidenci wykonują zlecenia swoich oficerów prowadzących, którzy słusznie traktują Kościół katolicki jako najpoważniejszego przeciwnika komuny i za pośrednictwem agentury nie przestają prowadzić na terenie Kościoła tzw. roboty rozkładowej ? chłopi zaś po staremu patrzą, jak by tu smacznie i spokojnie wypić, zakąsić i popuścić pasa ? co obejmuje również wyfutrowanie najbliższej rodziny.

 
Odkąd JŚ Jan Paweł II zastąpiony został na Stolicy Apostolskiej przez Benedykta XVI, dla ?judeochrześcijan? skończyła się epoka dobrego fartu. Przede wszystkim z pałaców watykańskich zniknął ?przyjaciel z dzieciństwa? tzn. z Wadowic, który skutecznie próbował się tam szarogęsić w charakterze transmisji wiadomej diaspory, wskutek czego stosunki zaczęły się systematycznie pogarszać. Kiedy handełesy po staremu próbowały dyktować papieżowi, kto może zostać kanonizowany, a kto w żadnym wypadku nie, ale zostały dość stanowczo sprowadzone na ziemię, stosunki pogorszyły się do tego stopnia, że dało się to odczuć nawet w Polsce. Zarówno ?Tygodnik Powszechny?, służący obecnie zarówno ?judeochrześcijanom?, jak i współdziałającej z nimi razwiedce, do łagodnego przerabiania Kościoła rzymskiego na tzw. Kościół otwarty, czyli inaczej mówiąc ? ?Żywą Cerkiew?, jak i kierowana przez Adama Michnika żydowska gazeta dla Polaków, zaczęły występować przeciwko Benedyktowi niemal otwarcie. Ponieważ niechęć do Benedykta XVI siłą rzeczy musiała w tej sytuacji udzielić się również konfidentom, przełożyło się to na bierny, na razie, niemniej jednak skuteczny opór przeciwko zarządzeniom papieża np. w sprawie przywrócenia liturgii trydenckiej.
 
Niezależnie od tego wyższe duchowieństwo w Polsce pozostaje dodatkowo pod presją dwojakiego rodzaju. Po pierwsze ? ze strony profsojuza biskupów Eurokołchozu, występującego pod szyldem COMECE. Jak wiadomo, władze Unii Europejskiej nie ukrywają wrogości do autentycznego chrześcijaństwa. Jeśli zatem tolerują Kościół katolicki, to jedynie pod warunkiem, że zgodzi się on przekształcić w swego rodzaju pozarządową organizację socjalno-charytatywną, z elementami przemysłu rozrywkowego ? ale bez najmniejszych pretensji do przywództwa moralnego, zwłaszcza takiego, które próbowałoby oddziaływać na ustawodawstwo. Najpełniej wyraził tę ideę francuski prezydent Mikołaj Sarkozy, proklamując ?laickość pozytywną?, w ramach której pokorne związki wyznaniowe będą mogły być nawet wynagradzane ze szkatuły ?laickiej republiki?. Wśród polskich hierarchów jest wielu zwolenników takiej ewolucji, co stanowi swoistą kontynuację nurtu, jaki objawił się jeszcze w epoce Reformacji. W pewnym momencie zdecydowana większość biskupów polskich gotowa była do zerwania z Rzymem, wszelako pod warunkiem zachowania majątków. Ponieważ religijni reformatorzy właśnie o tym nie chcieli nawet słyszeć, Kościół w Polsce nie tylko wytrwał w wierności Stolicy Apostolskiej, ale nawet, po powrocie kardynała Hozjusza z Soboru Trydenckiego, stopniowo stał się jednym z bastionów kontrreformacji. W rezultacie presji ze strony profsojuza spacyfikowanych biskupów z COMECE pojawiły się w Polsce inicjatywy wprowadzenia podatku kościelnego. Jednym z promotorów tego pomysłu w Polsce był JE bp Tadeusz Pieronek. W pomyśle tym chodziło nie tyle o zagwarantowanie stabilności finansów Kościoła ? bo podatek kościelny jest dobrowolny i nawet jego wprowadzenie takiej gwarancji nie daje ? co o powiększenie władzy biskupów nad proboszczami, a za ich pośrednictwem ? nad wszystkimi księżmi, by w ten sposób pozbawić ich zdolności oporu wobec forsowania w Polsce ?Żywej Cerkwi?. O ile dotychczas Kościół w Polsce finansowany jest od dołu ? katolicy świeccy finansują Kościół za pośrednictwem parafii, tj. proboszczów, którzy wprawdzie mają obowiązek przekazywania części dochodów do właściwej kurii biskupiej, ale poza tym są ekonomicznie od kurii niezależni, o tyle wprowadzenie podatku kościelnego oznaczałoby zmianę dotychczasowego sposobu. Kościół finansowany byłby od góry, tzn. przez Ministerstwo Finansów, które przekazywałoby wpływy z podatku kościelnego Konferencji Episkopatu i ta rozdzielałaby je między poszczególnych biskupów diecezjalnych, którzy rozdzielaliby pieniądze między proboszczów. W ten sposób proboszczowie utraciliby resztki autonomii wobec kurialnych biurokratów, a poniekąd również ? katolicy świeccy. W rezultacie zdecydowanego sprzeciwu proboszczów projekt wprowadzenia podatku kościelnego w Polsce na razie upadł, ale pewnie wkrótce zmartwychwstanie, bo Eurosojuz dąży do urawniłowki i nie znosi żadnych autonomicznych enklaw.
 
(?)
Wyświetlony 3972 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.