sobota, 01 maj 2010 11:54

Dar dla obcych, troska dla swoich

Napisane przez

Sześciu na każdych dziesięciu młodych Polaków rozważa ewentualność wyjazdu na Zachód. Tam chcą pracować i żyć. Są realistami: jeśli pozostaną w Polsce, przez najbliższe lata nie mają szans na utrzymanie rodzin na jako takim poziomie.

Od przeszło dwóch wieków Polacy szukają swojego miejsca na ziemi poza krajem ojczystym. Przed laty emigrowaliśmy, ponieważ za udział w walce o niepodległość groziła śmierć, więzienie lub zsyłka na Syberię. Potem, kto tylko mógł, uciekał przed ?czerwoną zarazą? do wolnego świata. Od kilku lat emigrujemy, gdyż ustąpiły dotychczasowe bariery. Wyjazd za granicę jest prostszy i tańszy niż kiedykolwiek, a po drugie, ważniejsze, ponieważ roztaczana przed Polakami od 1989 roku wizja sytego, szczęśliwego społeczeństwa wolnych ludzi, budujących gospodarkę rynkową i państwo otwartych możliwości, przepoczwarzyła się w jakiś senny koszmar.

Przyczyna tego stanu to zresztą oddzielny temat, jednak wielu Polaków wybrało emigrację wcale nie z tęsknoty za wygodniejszym życiem, tylko z powodu zerowych możliwości zaspokojenia elementarnych potrzeb na biologicznym wręcz poziomie ? w swoim, podobno, kraju. Trzeba bowiem pamiętać, że nad Wisłą na minimum socjalne w postaci dachu nad głową, wiktu, przyodziewku i opierunku, liczyć mogą wyłącznie osadzeni w więzieniach i aresztach. Trzeba pamiętać i nie wolno zapominać, że do dziś są w Polsce gminy, w których prawie połowa rodzin puka do drzwi ośrodków pomocy społecznej. Tym ludziom nie wystarcza na nic. Nie mają na czynsz, opał, gaz, elektryczność, środki czystości, ubranie, lekarstwa. Niektórym brakuje na żywność. Jeszcze niedawno dzieci ze środowisk popegeerowskich przychodziły do szkoły z objawami choroby głodowej nie dlatego, że rodzice nie dawali im jedzenia ? oni nie mieli im czego dać. I skali tego zjawiska nie sposób wyjaśniać wyłącznie ich życiową niezaradnością.
Wyjeżdżającym nikt nie obiecywał raju. Niektórzy rzeczywiście dotarli do piekła, lądując w Londynie na chodnikowych płytach w zaułkach Hammersmith i Fulham. Inni swój kres odnaleźli w szkockich przytułkach dla bezdomnych. Jeszcze inni trafili na zaplecza miast, zasilając grono stałych bywalców odbytnicy każdej większej metropolii: menelską, zdegenerowaną społeczność włóczęgów, pijaków i narkomanów.
Lecz część emigrantów przez piekło przeszła, by na końcu odbić się od dna i wypłynąć na powierzchnię. Ci nie ukrywają, że ich wędrówka często przypominała spacer po ostrzu noża. Od ławki w parku, przez przytułek dla bezdomnych, po hostel dla wykolejeńców, skąd uciekali do obskurnych, tanich nor, niekiedy pozbawionych podłóg, a czasem nawet pozbawionych gazu czy prądu. Mimo to, krok po kroku robili to, na co w Polsce nie mieli szans: odgryzali się życiu.
Wreszcie, po roku czy dwóch, lądowali w dwu-, trzypokojowych mieszkaniach w przyzwoitych domach, na obrzeżach małych, sennych miasteczek, rozsianych po brytyjskiej czy irlandzkiej prowincji ? albo w samym sercu Dublinu, Glasgow, Liverpoolu, Bristolu, Sheffield czy Londynu. Teraz ściągają z Polski narzeczone, żony i dzieci. Kawalerowie żenią się, panny wychodzą za mąż, rodziny się powiększają. Zwolna wtapiają się w otoczenie.
(?)
Rafał Dawidowski

Wyświetlony 4290 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.