sobota, 01 maj 2010 12:36

Prawo do nadużycia

Napisane przez

Karanie za wypowiadane poglądy to wynaturzenie demokracji. Tak samo jak karanie za wyrażenie odmiennego zdania w jakiejkolwiek kwestii. Demokracja i wolność słowa nie działają w jedną stronę. Stąd przyznanie prawa do wolności w oczywisty sposób oznacza zgodę na jego ewentualne nadużycie. Dotyczy to zwłaszcza wolnego słowa.

Jak ujawnił brytyjski dziennik ?Daily Telegraph?, niedawno ukazał się w Brukseli poufny podręcznik, przeznaczony dla unijnych dyplomatów (konkretnie dla ich rzeczników prasowych), zawierający wytyczne, jakich słów powinni używać, a jakich z kolei unikać, by nie urazić wyznawców Allaha. Tak więc określenia ?dżihad? oraz ?islamski fundamentalista? mają zniknąć z obiegu, a wszystko po to, by powstrzymać ?radykalizację? muzułmańskiej młodzieży, postępującą ponoć z powodu ?niefortunnych wypowiedzi?.

Powyższe pozwala wyrokować, że terror politycznej poprawności święci tryumfy, Europa zaś przegina z tą poprawnością do tego stopnia, że wolność słowa staje się złudzeniem. Autorzy wspomnianych wytycznych muszą żyć oderwani od rzeczywistości. Skoro bowiem nie wolno głosić własnych poglądów swoim językiem, tylko zmusza się ludzi do respektowania poglądów uznanych przez innych za słuszne, co więcej, dopuszczając przy tym jedynie określony sposób ich artykułowania, oznacza to, że demokracja pożarła swój ogon i lada dzień demokratycznie (choć, jak się zdaje, zarazem bardzo nieświadomie) zabrniemy w postnowoczesną odmianę totalitaryzmu.
Należy zatem głośno powtarzać, w czym rzecz. A rzecz właśnie w dążeniu do ograniczania wolności słowa. Idzie o wykluczenie z przestrzeni publicznej niepoprawnych politycznie przekonań i zezwolenie na głoszenie jedynie tych mieszczących się w światopoglądzie liberalno-lewicowym. Innymi słowy, na pewne kwestie mamy oślepnąć. A gdy nie zechcemy ? demokracja zadekretuje nam baty.

 

Zniewolić w imię wolności
Nie mogę już słuchać tych wszystkich hipokrytów, gardłujących o wolności słowa, a zarazem wzywających do karania osób, które nie akceptują oficjalnie propagowanej wersji rzeczywistości i odważają się wypowiadać ?homofobiczne?, ?rasistowskie?, ?faszystowskie? i jakie tam jeszcze inne, równie im obmierzłe, poglądy.
Na naszych oczach (poprawka: na oczach tych, którzy ocalili ostrość widzenia, i w których tlą się resztki zdrowego rozsądku) zawłaszcza się, na przykład, historię, choć nie tylko o historię idzie. W wypadku historii rozumiem przez to, że z określonych ?prawd? tworzy się nieomal przedmiot kultu, tym samym przykrawając wydarzenia do własnych potrzeb wedle recepty: kto panuje nad przeszłością, panuje nad teraźniejszością, kształtując przyszłość. Wszak w wielu krajach, z pozoru demokratycznych, oficjalnie zabrania się jakichkolwiek dociekań czy prób interpretacji przeszłości niezgodnej z oficjalnie usankcjonowaną wersją, a historykom ? badań historycznych. Inny przykład: co czeka ludzi otwarcie krytykujących niebywały pęd lobby homoseksualnego do rozpropagowania marginalnego i niemoralnego stylu życia? Ano, czeka ich więzienie. Wszak ?mowa nienawiści? to już oficjalnie uznana kategoria prawna. I tak irlandzcy księża nie mogą oficjalnie rozprowadzać publikacji prezentujących chrześcijańską wykładnię dotyczącą związków osób tej samej płci, mogą bowiem zostać za to oskarżeni na mocy prawa o wzniecanie nienawiści. Nie wolno również krytykować brytyjskiego Związku Nauczycieli za orzeczenie, że trzyletnie dzieci powinny być nauczane o homoseksualizmie, a zwlekanie z tym do szkoły podstawowej może okazać się spóźnione, powodując w psychice dzieci ?niepowetowane szkody?.
Idźmy dalej. Teologa luterańskiego Johannesa Lerle, działacza ruchu pro-life, niemiecki sąd skazał na rok więzienia za to, że lekarzy wykonujących aborcję nazwał ?profesjonalnymi mordercami?, a na swojej stronie internetowej porównał aborcję do Holokaustu. Sąd, dopuszczając się jakowejś pokracznej, prawniczej analizy, uznał to za... ?negowanie Holokaustu?! Podobny los spotkał innego obrońcę życia, Guenthera Annena, za wyartykułowanie hasła: ?Stop niesprawiedliwym aborcjom w praktyce medycznej!?.
To ohydne manipulacje, dokonywane coraz powszechniej jak świat długi, szeroki i okrągły. Doprawdy, jak w imię wolności słowa można niewolić tych, którzy w imię tej samej wolności starają się zakwestionować stanowiska obarczone laurem jedynie obowiązującej prawdy? A prościej: czy wolność jednych może oznaczać niewolenie innych?

 

Zwalczając prawicowy ekstremizm
Inny przykład tego samego zjawiska, z mojego własnego podwórka. Oto ukazujący się w Australii i Nowej Zelandii polonijny ?Tygodnik Polski?, w obawie przed reakcją australijskich Żydów, odmówił mi przed rokiem druku artykułu, w którym przypominałem historię stosunków polsko-żydowskich, przy okazji krytykując histeryczne przejawy żydowskiego antypolonizmu. Kiedy natomiast w felietonie przygotowanym dla ?Polskiego Heralda? (polskojęzyczny dodatek do irlandzkiego dziennika ?Evening Herald?) pozwoliłem sobie na sformułowanie, że tak zwane ?manify? to ?feministyczna aberracja?, mimo że tekst ukazał się w rubryce ?opinie?, ów fragment z felietonu usunięto. Zapewniłem wówczas redakcję, że naprawdę uważam ?manify? za feministyczną aberrację, przy okazji pytając, czemu nie wolno mi było tego stanowiska zaprezentować. ?Z braku miejsca? ? usłyszałem. Głupie pytanie, to i odpowiedź nieszczególna, nieprawdaż? Bo niby co mieli odpowiedzieć?
(?)
Krzysztof Ligęza

Wyświetlony 3668 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.