środa, 05 maj 2010 21:30

Krajobraz po katastrofie

Napisane przez

Również na świecie w ciągu ostatniego wieku nie zdarzyło się, aby cywilizowany kraj w jednej chwili stracił głowę państwa, wszystkich dowódców wojsk, szefa banku narodowego i co najmniej kilku równie istotnych urzędników. Nawet II wojna światowa nie dostarcza takich przykładów, cóż dopiero mówić o późniejszych, lokalnych konfliktach czy zamachach. Fakt, że w tym wypadku wszystko dokonało się w czasach pokoju, bez widocznej interwencji sił zewnętrznych, czyni to zdarzenie jeszcze bardziej niewiarygodnym i niepokojącym.

 

Analizując tę katastrofę, trzeba umiejętnie oddzielić wymiar ludzki, od wymiaru politycznego. Zginęło niemal stu ludzi, pozostawiając rodziny, bliskich, przyjaciół, a taka nagła śmierć jest najbardziej bolesna i trudna do przyjęcia. Nic dziwnego, że słowa jednej z modlitw brzmią od nagłej a niespodziewanej śmierci zachowaj nas Panie. Jednak większość z tych ludzi była politykami bądź państwowymi urzędnikami pełniącymi wysokie funkcje, były to więc osoby publiczne. Biorąc więc pod uwagę wymiar ludzki, jest to zdarzenie tragiczne, ale nie wyjątkowe: co tydzień na polskich drogach ginie nawet większa liczba osób, w tym również dzieci, ale nikt z tego powodu nie ogłasza żałoby narodowej. Jeśli w tej sytuacji jednak się ją ogłasza, to przede wszystkim, jeśli nie wyłącznie, z uwagi na wymiar polityczny czy instytucjonalny. I nim warto się tu zająć.

Procedury z trzeciego świata

Pierwsza rzecz, która od razu nasuwała się wszystkim komentatorom, ale od której poruszenia powstrzymywano się niemal powszechnie przez tydzień żałoby, to pytanie o odpowiedzialnych za ten wypadek. Zgodnie z oficjalną wersją należałoby przyjąć, że nie wchodzą tu w grę ani osoby trzecie, ani awaria maszyny, ani ? mimo wszystko ? zła pogoda ? gdyż ten ostatni czynnik jest standardem w czasie lotów: mgły zdarzają się notorycznie, ale bardzo rzadko stają się przyczyną katastrof. Ponieważ wypadek ten niemal do złudzenia przypomina rozbicie się samolotu CASA w 2008 roku, można domniemywać, że również jej przyczyny były takie same: po pierwsze, nieodpowiedzialne zgromadzenie na pokładzie takiej liczby ważnych osób, po drugie, ryzykowne ? zwłaszcza w takiej sytuacji ? lądowanie przy złych warunkach pogodowych, kiepskim samolotem na kiepskim lotnisku. Wszystko to były działania celowe, których konsekwencje można było sobie wyobrazić ? oczywiście, gdyby ktoś miał dość wyobraźni. Kiedy rozbiła się CASA, jeden ze specjalistów z dziedziny lotnictwa stwierdził, że byłoby dziwne, gdyby w takich warunkach udało jej się wylądować. Można podejrzewać, że w tym wypadku było podobnie.

Prowadzi to do dość smutnego wniosku, że polskie państwo, dysponujące mnogością różnych służb kontrolujących obywateli na drogach, w domach i w pracy, nie jest w stanie porządnie zadbać o własnych funkcjonariuszy. Co prawda ministerstwo obrony zaraz po wypadku oficjalnie zakomunikowało, że nie złamano tu żadnych procedur, ale brzmi to jak ponury żart. Być może w krajach trzeciego świata, gdzie rząd ma do dyspozycji jeden połatany samolot z demobilu, przepisy dopuszczają wożenie całego korpusu razem, ale w każdym cywilizowanym kraju byłoby to niedopuszczalne ? a tym bardziej niedopuszczalne byłoby wyjaśnianie, że wszyscy zginęli zgodnie z przepisami. Takiego ryzyka nikt rozsądny nie podejmuje nie tylko z uwagi na zawsze istniejącą groźbę wypadku, ale również ze względu na możliwość zamachu, zwłaszcza kiedy wyrusza się poza granice własnego kraju do niekoniecznie przyjaźnie nastawionego sąsiada. Natomiast podejmowanie decyzji o lądowaniu w trudnych warunkach, podobnie jak w wypadku CASY, mogło być spowodowane jawną bądź niejawną presją na pilotów, jednak od profesjonalistów wymaga się właśnie nieulegania żadnej presji ? ani ludzi, ani sytuacji.

Krótko mówiąc, fakt że doszło do katastrofy, która wedle zapewnień osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo polskich władz przebiegła zgodnie z procedurami, świadczy jedynie o tym, że standardy polskiego państwa ustawione są raczej na poziomie krajów zacofanych, nie zaś rozwiniętych krajów Zachodu (czy nawet wielu krajów Bliskiego i Dalekiego Wschodu). Ta katastrofa nie była ?wypadkiem?, lecz stanowi egzemplifikację stanu naszego państwa w tym drobnym wymiarze, jakim jest troska o bezpieczeństwo jego funkcjonariuszy. Powinniśmy mieć świadomość, że w każdej innej dziedzinie, od obronności, przez bankowość po edukację, Polska znajduje się na podobnie niedorozwiniętym poziomie i wystarczy chwila nieuwagi w sytuacji dla innych niegroźnej ? jak choćby zła pogoda ? a skończy się kolejną katastrofą.

(...)

Wyświetlony 1900 razy
Więcej w tej kategorii: « Narodziny mitu Potrzeba prawdy »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.