środa, 05 maj 2010 21:35

Narodziny mitu

Napisane przez

Antropologia kulturowa to życie. Życie to antropologia. Widać to obecnie jak na dłoni. Jesteśmy ? od 10 kwietnia 2010 r., czyli od tragicznej katastrofy naszego samolotu pod Smoleńskiem, na pokładzie z Prezydentem i towarzyszącymi mu osobami ? świadkami rodzenia się i narastania mitu. Nie oceniam pana Lecha Kaczyńskiego jako człowieka ani jako prezydenta. Interesuje mnie tu z punktu widzenia antropologii kulturowej mechanizm tworzenia się mitu. Było to w dniach żałoby narodowej widoczne i nadal jest widoczne jak w laboratorium.

 

Przypomnijmy fakty. Są one znane, lecz należy je powtórzyć dla przejrzystości wywodu. Z Warszawy do Smoleńska, a dalej, do Katynia, dla uczczenia 70. rocznicy mordu naszych oficerów i ogólniej ówczesnego kwiatu inteligencji polskiej, rusza samolot z prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej i towarzyszącymi mu osobami. Osoby te, to wybitni politycy, rozmaitych zresztą orientacji, piastujący ważne stanowiska państwowe i najwyżsi dowódcy Wojska Polskiego. Kilka minut przed godziną 9 rano 10 kwietnia 2010 r. następuje katastrofalna tragedia. Giną wszyscy, 96 osób. W kraju zostaje ogłoszona żałoba narodowa. Państwo nadal funkcjonuje, ale żałoba narodowa ogarnia cały chyba naród. Zadawane są pytania ? co dalej z Polską, czy nie grozi nam sparaliżowanie funkcjonowania państwa? Wbrew racjonalnym przesłankom taki niepokój ogarnia coraz większe rzesze społeczeństwa.

W Warszawie przed pałacem prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu, symbolem urzędowania głowy państwa, spontanicznie tworzy się ogromna kolejka, z czasem wielogodzinna. Przyjeżdżają do niej ludzie nie tylko z Warszawy, ale i z całej Polski, by przed pałacem ustawiać znicze i kłaść kwiaty, a po sprowadzeniu do kraju zwłok prezydenta, gdy w pałacu została ustawiona trumna z jego szczątkami, ludzie oddają jej równie spontaniczny hołd po odstaniu kilkunastu i więcej godzin w owej kolejce, mimo że defilują przed trumną przez kilka zaledwie sekund. Wypowiadają banały, ale szczere banały do podsuwanych im mikrofonów radia i telewizji. Wierzą w to, co mówią. ?Czucie i wiara silniej mówi do mnie, niż mędrca szkiełko i oko?. Spuścizna Mickiewicza, a właściwie romantyzmu, trwa!

Podobne tłumne zgromadzenie tworzy się na pobliskim placu Piłsudskiego, miejscu niejako uświęconym pobytem tu przed kilku laty obecnością papieża Jana Pawła II. Zresztą podobnie jest i w innych miastach. Trzeba tu jeszcze dodać, że nim oficjalnie została ogłoszona żałoba narodowa, wielu ludzi wcześniej i spontanicznie wywieszało narodowe sztandary przepasane kirem.

Zrozumiałe, oto tragicznie i nagle zginął prezydent Rzeczypospolitej w trakcie wykonywania swoich obowiązków głowy państwa  i to zginął w drodze do symbolicznego dla Polaków miejsca ? w Katyniu.

(...)

Wyświetlony 1856 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.