piątek, 28 maj 2010 18:50

Obamo-lek czy Obamo-trutka?

Napisała

Detektyw Dueholmes znów trafił w objęcia amerykańskiej służby zdrowia, dlatego musi napisać o sektorze medycznym. Otrzymywanie rachunków za leczenie uświadamia go, jak drogie i cenne jest zdrowie.

 

Dla krótkiego i uproszczonego wyjaśnienia, amerykański system zdrowotny nie jest ani prywatny, ani publiczny. Mniej więcej jedna trzecia rynku leży na barkach podatników, którzy pokrywają koszty leczenia ludzi starszych (Medicare) i biednych (Medicaid), dotując także ubezpieczenia zdrowotne pracowników rządowych. Pozostali muszą sobie takie ubezpieczenie wykupić: dzieląc jego koszt z pracodawcą lub całkowicie pokrywając comiesięczne składki z własnej kieszeni. Posiadanie danego ubezpieczenia nie oznacza, że każdą usługę opłaci ubezpieczyciel, ale że będzie w określonym stopniu partycypował w kosztach. Trzeba wybierać: albo tańsze ubezpieczenie, które będzie się wiązało z wyższymi wydatkami w razie choroby, czasami nawet bankructwem, albo drogie ubezpieczenie, które pozwala na pewną asekurację w razie kłopotów zdrowotnych, ale regularnie drenuje portfel. Trzeba decydować, czy chcemy mieć wolność wyboru korzystania z lekarzy i szpitali ? i za to dopowiednio zapłacić ? czy wolimy zaoszczędzić i zadowolić się korzystaniem z konkretnej listy medycznych providerów, wybranych przez ubezpieczyciela. Za najlepsze ubezpieczenia trzeba słono zapłacić i płacić regularnie. Wolność leczenia się na wysokim poziomie ma więc swoją cenę. Byłaby ona jednak niższa, gdyby nie rządowa dominacja rynku, uniemożliwiająca prawdziwą konkurencję.

Wolną konkurencję zaburza istnienie Medicare i Medicaid. Europejczykom pewnie trudno wyobrazić sobie, że u amerykańskich siedemdziesięcio- czy  osiemdziesięciolatków operacje usunięcia katarakry z oczu, wszczepienie endoprotezy stawu biodrowego (koszt ok. 45 tys. dol) nie są żadną rzadkością. Nie mówiąc już o leczeniu u nich raka. Czy to nie właśnie dzięki temu, że rynek zdrowotny jest pseudoprywatny, a nie całkowicie publiczny dla wszystkich? Koszty tego są oczywiście kolosalne, zwłaszcza wziąwszy po uwagę fakt, że śmiertelność takich osób jest tu dużo niższa niż w innych krajach. Obecni beneficjenci systemu Medicare (prawie 40 milionów osób) opłacali składki w trakcie swoich lat pracy, dzieląc koszty z pracodawcą. Aby korzystać z rozszerzonych usług, mogą dokupić sobie ubezpieczenie. Wielu seniorów objętych jest również rządowym Medicaid. Zdecydowana większość tych kosztów jest teraz refundowana przez podatników. Finansowa kontrola tego systemu jest niewielka. Nie ma się co dziwić, że padają oskarżenia o nadużycia. Wszyscy wiedzą, że władza nie dała sobie rady z jego administrowaniem, ale chce kontrolować jeszcze więcej. Koszty Medicare zżerają ogromną część budżetu (jakieś 20%), największą po obronie i emeryturach. Nowa koncepcja Obamy, która wejdzie w życie za cztery lata, ma wszystkim zagwarantować dostęp do usług, rozszerzając jeszcze liczbę tych, którzy znajdują się pod parasolem władzy (m.in. rozszerzając dostęp do Medicaid). Jaki będzie ich poziom i prawdziwa cena, to już tajemnica czarodzieja i filantropa na koszt podatników ? prezydenta Obamy.

(...)

Wyświetlony 1620 razy
Więcej w tej kategorii: « Lato na antypodach No fear »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.