wtorek, 01 czerwiec 2010 14:40

List otwarty do zakłopotanego sedewakantysty Polemika z księdzem Rafałem Trytkiem

Napisane przez

W lutowym numerze "Opcji na prawo" ukazał się tekst polemiczny ks. Rafała Trytka, którego intencją była obrona błędów teologicznych stanowiska sedewakantystycznego, czyli teorii wyznawanej przez nieliczną grupę katolików, którą widok bezprecedensowego kryzysu w posoborowym Kościele doprowadził do wniosków, jakoby obecni papieże nie mogli być prawdziwymi papieżami.

Przed przystąpieniem do odparcia argumentacji ks. Trytka jest sprawą dużej wagi wyjaśnienie czytelnikom ?Opcji? zawiłych źródeł historycznych światopoglądu sedewakantystów. Wnikliwy czytelnik zapewne w pierwszej kolejności chciałby poznać, gdzie tkwią podłoża tak daleko idącej myśli, która w imię obrony czystości depozytu wiary strąca z tronu i duchowo kamienuje posoborowych papieży. Odpowiedź jest stosunkowo prosta i udzielają jej sami sedewakantyści, którzy nie kryją się z tym, że są spadkobiercami XIX-wiecznych zwolenników ultramontanizmu.

 

Za górami jest papież
Termin ?ultramontanizm?, użyty po raz pierwszy we Francji w początkach XVII wieku, znalazł się w powszechnym zastosowaniu dopiero po rewolucji francuskiej. Słowo, znaczące nic więcej jak ?za górami?, stanowiło określenie najgorliwszych zwolenników papiestwa, dla których Rzym usytuowany był po drugiej stronie Alp. Ultramontanizm rodzi się przede wszystkim jako polityczna konsekwencja rewolucji we Francji, w wyniku której upada zasada monarchii. Zagubieni katolicy, którzy stracili na gilotynie nie tylko władcę, ale i ojca, widzieli jedyne schronienie przed rewolucyjną pożogą pod sztandarem Ojca Świętego. Byli gallikanie porzucili cezaropapistyczne tendencje, aby teraz oddać się w wierną niewolę Wikariusza Chrystusa. Aby dostrzec właściwe źródła ultramontanizmu trzeba dobrze rozumieć jego silne polityczne podłoże. W świadomości porewolucyjnej francuskich ultramontanów papież miał niejako zastąpić króla, miał stać się ostatnią i nieomylną we wszystkich sprawach instancją, która stanie się niezniszczalnym bastionem i ochroną przed rewolucją. Ultramontanizm jednak szybko nabierał bardzo karykaturalnego oblicza. Wygloryfikowana wizja papiestwa i nieskończony zakres nieomylności widzialnej głowy Kościoła, jaki pragnęli przypisać jej ultramontanie, stała się bakcylem wielkiego błędu. Fundamentalną zasadę tego ruchu dobrze obrazują słowa Jaime?a Balmesa: Podporządkowujemy się bez szemrania wszystkiemu co nakazuje Ojciec Święty (...) nie zapominamy, że jesteśmy katolikami, a nie ma katolicyzmu poza autorytetem Ojca Świętego. Ojciec ultramontanizmu Józef de Maistre w 1817 roku wydał dzieło ?O papieżu?, w którym wyłożył istotę przesłania tej doktryny. Pomimo niebywałej apoteozy papiestwa książka została bardzo krytycznie przyjęta w Kurii Rzymskiej a sam papież zupełnie ją zignorował.
Ultramontanizm, choć był ruchem, który powstał na gruncie politycznym, bardzo silnie przeniknął w mury Kościoła hierarchicznego. Świadczyć może o tym fakt, że stronnictwo ultramontanów na I Soborze Watykańskim (1870 r.), podczas prac nad konstytucją dogmatyczną o Kościele Chrystusowym Pastor aeternus, bardzo stanowczo domagało się ogłoszenia nieomylności papieża także w zakresie zagadnień politycznych i społecznych.
Pierwszy poważny kryzys doktryny ultramontańskiej przypadł na pontyfikat Leona XIII. Wówczas to okazało się, że papież nie jest już takim reakcjonistą, jak jego poprzednicy. Wielu ultramontanom nauczanie Leona XIII jawiło się wręcz jako heretyckie, szczególnie przez wzgląd na jego encyklikę Au milieu de sollicitudes (1892 r.), w której papież nakazał Francuzom zaakceptować III Republikę, która była dla nich wcieleniem zła i symbolem ateizmu. To właśnie wtedy pojawili się pierwsi w historii sedewakantyści, którzy dokonując konfrontacji poglądów Leona XIII z tezami zawartymi w Syllabusie doszli do przekonania, że ktoś taki jak Leon XIII nie może być prawdziwym papieżem. Głowa Kościoła przestała pasować do wizji wyłaniających się z pisarskich idylli de Maistre?a.
Wiek XX przyniósł prawdziwy kres ultramontanizmu. Dramat, w jakim znaleźli się wyznawcy tej doktryny, dobrze obrazuje postać Jacques?a Maritaina. Autor słynnego powiedzenia: gdyby papież mi kazał, to chodziłbym nago po ulicach, był przedstawicielem najbardziej skrajnego odłamu ultramontanizmu, głoszącego fanatyczne posłuszeństwo we wszystkim papiestwu. Maritain nie dopuszczał do siebie nawet myśli, aby w czymkolwiek papież mógł się w ogóle pomylić. I tak w wyniku aggiornamento II Soboru Watykańskiego ten niegdyś ortodoksyjny konserwatysta stał się w bardzo szybkim czasie lewicowcem i religijnym modernistą. Nie jest to przypadek bynajmniej odosobniony. Zgodną opinią obserwatorów było, że na obrady II Soboru Watykańskiego z Hiszpanii pojechali biskupi stanowiący najbardziej konserwatywne skrzydło w tamtejszym episkopacie. Po zakończonym Soborze wrócili do swej ojczyzny jednak już jako zagorzali zwolennicy aggiornamento. Bezpośrednią przyczyną takiego stanu rzeczy był właśnie ultramontanizm. Biskupi skażeni ultramontanizmem byli pewni, że papieże soboru Jan XXIII i Paweł VI muszą być tacy sami jak ich wielcy poprzednicy więc zachowali ślepe posłuszeństwo dla nowej doktryny, bez wnikania w jej istotę. Niestety, ta pomyłka do czasów obecnych jest zasadniczą przyczyną wciąż nieugaszonego pożaru modernizmu w Winnicy Pańskiej. Dziś pokłosie doktryny ultramontańskiej rodzi zarówno radykalnych modernistów, jak i zwolenników sedewakantyzmu. Przypatrzmy się bliżej argumentom przytaczanym przez ks. Trytka.

 

Argumenty historyczne
Ks. Rafał Trytek, odpierając argumenty, jakie przytoczyłem z historii Kościoła (NCzas! 43-44/2006) uznał je za wyjątkowo nieadekwatne do obecnej sytuacji. Trudno mi polemizować z takim stanowiskiem, skoro mija się ono z faktami historycznymi. Ks. Trytek pisze: Sobór Konstantynopolitański potępił herezję tego papieża (Honoriusza ? ŁK), nie składając go z urzędu. Jest jednak jeden problem. Ta decyzja Soboru nie została podpisana przez papieża, dlatego to orzeczenie Soboru nie ma jakiegokolwiek znaczenia dogmatycznego. Papież podpisał jedynie potępienie swego poprzednika za zaniedbanie swych obowiązków, a to nie to samo, co głoszenie herezji. Nieprawda! Postanowienia soboru w Konstantynopolu były przyjęte przez papieża Leona II, który nie tylko zaakceptował soborowe teksty, ale również potępił papieża Honoriusza. Na synodzie w Toledo (684 r.), który został zwołany w celu akceptacji Soboru Konstantynopolskiego, papież Leon II potwierdził jeszcze raz aprobatę decyzji soboru potępiającą Honoriusza, który został uznany za tego, który dopuścił się zdrady, starając się obalić nieskazitelny depozyt wiary.
Również przedstawienie przypadku papieża Liberiusza z czasów kryzysu ariańskiego wymaga bardziej precyzyjnego wyjaśnienia. Ks. Trytek twierdzi, że nazwałem Liberiusza ?heretykiem?, co jest nieprawdą. Tylko Bóg wie, w jakim zakresie akceptował on w istocie herezję ariańską. Przytoczyłem jedynie fakty historyczne, one nie podlegają bowiem dyskusji, gdyż papież Liberiusz podpisał potępienie św. Atanazego oraz wyznanie wiary ułożone w Sirmium przez arian. Porównanie obecnego kryzysu w Kościele z czasami Liberiusza bardzo trafnie ujął angielski historyk katolicki Michał Davies: Rola, jaką odegrał św. Atanazy w IV wieku, a ta, jaką odegrał abp Lefebvre w dekadach następujących po II Soborze Watykańskim jest najbardziej wyrazistym porównaniem (...) Zarówno św. Atanazy, jak i abp Lefebvre działali poza zwyczajnymi strukturami hierarchii kościelnej, aby uchronić to, co uważali za prawdziwą Tradycję Katolicką. Obydwaj znaleźli poparcie u garstki wiernych Kościoła, podczas gdy inni biskupi się ich zaparli, i obydwaj doznali agonii ekskomuniki nałożonej przez urzędujących w ich czasie papieży.

 

Sąd nad papieżem
Sedewakantyści pokrętną argumentacją starają się ominąć zakaz sądzenia tronu papieskiego, przeciwstawiając porządek rzeczywisty wobec porządku prawnego. Ks. Trytek pisze: Jeśli osoba, która głosi poglądy sprzeczne z raz już ogłoszoną przez Kościół nauką traci swój urząd, to dzieje się to mocą samego faktu, a nie deklaracji prawnej, której poza samym papieżem nikt nie może autorytatywnie wydać. Porządek rzeczywisty jest jednak taki, że Kościół katolicki jest instytucją hierarchiczną i każda decyzja, łącznie z wykluczeniem z niego osób podejrzanych o herezję czy też złożenie z urzędu, musi przejść przez kościelną hierarchię, zgodnie z kościelną procedurą. Innej drogi nie ma! Każdy obiektywnie może osądzić działania i czyny papieża w odniesieniu do magisterium, ale nikt nie ma prawa na podstawie własnego osądu ogłaszać: ?tron jest pusty?. Sedewakantyści natomiast poprzez swój osąd de facto strącają papieża z tronu, łamiąc tym samym fundamentalną zasadę prawa kanonicznego. Posłuszeństwo dla hierarchii w Kościele nie ma charakteru absolutnego, a wręcz w obecnej sytuacji byłoby ono zdradą wiary, gdyż lansowany od ostatniego soboru dialog ekumeniczny neguje wprost słowa Chrystusa Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego (Mt 28,19); Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony (Mk 16,16), wywracając tym samym cały porządek objawionej przez Boga prawdy i esencjalny cel istnienia Kościoła katolickiego.
Absolutny charakter ma w Kościele natomiast zasada, w świetle której sąd nad heretykami i możliwość usunięcia ich poza Mistyczne Ciało Chrystusa należy tylko i wyłącznie do prawowitej hierarchii działającej w świetle zasad prawa kanonicznego. Posłuszeństwo w Kościele istnieje dla Wiary, a nie Wiara dla posłuszeństwa, dlatego św. Paweł, który sam wystąpił przeciwko pierwszemu Wikariuszowi Chrystusa, gdy św. Piotr chciał zachować żydowskie praktyki dla Kościoła, naucza gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy ? niech będzie przeklęty! (Gal 1,8). W obiektywnym stanie wyższej konieczności dopuszczalny jest sprzeciw, a nawet jawne nieposłuszeństwo wobec przełożonych nauczających błędu. Opór nie może jednak nigdy przybrać formy zamachu na samo źródło błądzącego autorytetu, gdyż Kościół bardzo wyraźnie tego zakazuje.
Jest oczywiste ? co podkreśla sam ks. Rafał Trytek ? że zasada prawa kanonicznego Prima sedes a nemine iudicatur znajduje się w dziale procesów prawnych, gdyż Kościół katolicki jest instytucją hierarchiczną, gdzie każda decyzja wymaga zastosowania kościelnej procedury, według zasad prawa kanonicznego. Udowodnienie komuś herezji nie ogranicza się jedynie do stwierdzenia nauczania błędów przeciw wierze, jest to także sądowa i prawna decyzja (zastrzeżona Stolicy Apostolskiej), która pociąga za sobą kary kanoniczne przewidziane przez prawo (takie jak np. usunięcie z urzędu). Członek Kościoła katolickiego podejrzany o herezję pozostaje jego członkiem aż do odmiennego wyroku wydanego przez hierarchię. Nikt nie ma prawa, poza hierarchiczną i autorytarną władzą Kościoła, dokonywać sądu w zakresie wyłączenia kogokolwiek z Kościoła. Należy to do istoty Kościoła, tak samo jak widzialność jego głowy. Oddziaływanie tej zasady tak fundamentalnej dla katolicyzmu na świat świecki pięknie obrazują słowa Blaise?a Pascala: Kościół zabrania swoim dzieciom, jeszcze surowiej jak prawa cywilne, wymierzania sobie samym sprawiedliwości; jego to duchem kierowani królowie chrześcijańscy, nie wymierzają jej sobie sami, nawet w razach zbrodni obrażonego majestatu, ale oddają winnych w ręce sędziów, aby ich ukarali wedle praw i form sprawiedliwości.

 

Czy Sobór Watykański II był nieomylny?
Kolejnym poważnym błędem ks. Trytka jest jego stosunek do rangi teologicznej Vaticanum Secundum. II Sobór Watykański był pierwszym w historii Kościoła soborem duszpasterskim, dlatego jego nauczaniu nie przysługuje ranga nieomylności. Ojcowie Soboru pragnęli jedynie nakreślić duszpasterski kierunek w pracy Kościoła, dlatego też zrezygnowali z wyjaśniania prawd wiary, a tym samym z przysługującej soborowi asystencji Ducha Świętego. Przyznał to sam papież Paweł VI: Są tacy, którzy pytają, jaką władzę, teologiczne kwalifikacje, Sobór miał na celu zawrzeć w swoich naukach, wiedząc, iż stronił od wydawania uroczystych dogmatycznych definicji opartych na jego nieomylnym kościelnym Magisterium. Odpowiedź jest znana przez tych, którzy pamiętają soborową deklarację z 6 marca 1964 r., powtórzoną 16 listopada 1964 r. W pastoralnej naturze soboru, stroniono od proklamowania w nadzwyczajny sposób jakichkolwiek dogmatów noszących znamię nieomylności (Audiencja Generalna, 01.12.1966, ?L?Osservatore Romano? 1/12/1966). Dlatego też wszelkie spekulacje teologiczne ks. Trytka, dokonywane na potrzeby utwierdzenia się we własnych przekonaniach, są tutaj bez znaczenia.

 

Czy papież może się mylić?
Nie wiem, co stanowi o moim kardynalnym błędzie, gdyż w artykule, który stał się przedmiotem krytyki ks. Trytka wyraźnie zaznaczyłem, że zakres nieomylności papieskiej obejmuje także nauczanie zwyczajne Wikariuszy Chrystusa (chyba że ks. Trytek i ja dysponujemy różnymi egzemplarzami ?Najwyższego Czasu?). Dla uściślenia warto więc dodać, że zwyczajne nauczanie papieża ma właśnie tę rangę, gdy powtarza poprzednie zgodne nauczanie papieży. Ks. Mateusz Gaudron pisze: do nieomylności, jeśli chodzi o Magisterium zwyczajne, konieczna jest nie tylko ciągłość w przestrzeni, ale także w czasie. Nauczanie, które przez długi czas wszędzie w Kościele uważane było za przeciwne wierze i antykościelne, nie może w ten sposób nagle stać się normą wiary, nawet jeśli prawie wszyscy biskupi są jego zwolennikami. Terminu zwykłego Magisterium używa się powszechnie do każdego nauczania, które nie jest uroczyście zdefiniowane. Zwykłe Magisterium jest ze względu na swoją naturę uniwersalne i nieomylne. Jeśli nie jest uniwersalne, nie ma tym samym charakteru nauczania zwykłego i nie cieszy się rangą nieomylności. Termin, jakim określamy nauczanie papieża, które nie ma kontynuacji i podstaw w przeszłości Kościoła, to Magisterium autentyczne. Ten rodzaj nauczania Kościoła nie jest nieomylny i odnosi się właśnie m.in. do modernistycznych błędów ogłoszonych przez II Sobór Watykański. Dlatego kard. Ratzinger w 1988 r. wyraźnie podkreślał: Prawdą jest, że Sobór sam nie ogłosił żadnego dogmatu i pragnął się wyrażać w niższej randze jako czysty sobór duszpasterski, pomimo to wielu interpretuje go tak, jakby był prawie superdogmatem zabierającym ważność wszystkiemu innemu. Jest bardzo znamienne, ale takie podejście, jakie piętnuje obecny papież, prezentują właśnie zarówno sedewakantyści, jak i skrajni liberałowie, tyle że ci pierwsi pragną na podstawie tego dowodzić, iż papieże akceptujący ostatni sobór stracili urząd, a drudzy w imię Vaticanum II podkopują same fundamenty Kościoła.

 

Widzialność Kościoła
Naczelnym błędem sedewakantyzmu jest negacja widzialnego Kościoła. Katechizm Soboru Trydenckiego wyraźnie bowiem naucza: jest jednomyślną nauką Ojców, że widzialna głowa jest niezbędna dla ustanowienia i zachowania jedności Kościoła. Głowa Kościoła musi być widzialna. Wynika to z samej istoty Kościoła, który nie może na ziemi przybrać czysto duchowej postaci. Stanowisko przeciwne jest pokłosiem spirytualizmu protestanckiego. Głowa Kościoła musi być widzialna, aby ci, którzy pragną dotrzeć do jedynej Arki Zbawienia, mogli ją odnaleźć. Wbrew teoriom sedewakantystów, św. Jan Chryzostom naucza: łatwiej byłoby zgasić słońce, niż uczynić Kościół niewidzialnym. Ponieważ widzialny Kościół potrzebuje koniecznie widzialnej głowy, sedewakantyzm jest marszem ślepymi ulicami.
Negacja widzialnej głowy Kościoła musi potęgować nieskończone podziały wśród sedewakantystów. I tak jest w istocie. Bardzo nieliczne środowisko polskie jest podzielone na dwa zwalczające się stronnictwa. Nie lepiej sytuacja wygląda w USA, gdzie ruch ten jest tak bardzo skonfliktowany wewnętrznie, że nierzadko zdarzają się przypadki, gdy wierni uczęszczający na Msze św. do jednego kapłana-sedewakantysty nie otrzymają sakramentów od innego. Niektórzy z sedewakantystów, mając wyraźne trudności z przyjęciem teorii niewidzialnego Kościoła, popadli w herezję zwaną konklawizmem i sami wybrali sobie ?papieży?. Na podstawie tych kilku prostych przykładów widać wystarczająco jasno bezdroża duchowe sedewakantyzmu. Dlatego też w celu uniknięcia tak wielkiego chaosu i niezgody wśród wiernych, jaka mogłaby zostać wywołana ewentualnym vacatem urzędu papieża, wybitny francuski teolog, o. Karol Billuart (1685-1757), naucza: Według powszechnej opinii, Chrystus, przez szczególną opatrzność, dla powszechnego dobra i spokoju Kościoła, kontynuuje przekazywanie jurysdykcji, nawet dla heretyckiego papieża do czasu, kiedy powinien zostać ogłoszony jawnym i oczywistym heretykiem przez Kościół.
Sedewakantyzm, pomimo pewnej pozornej logiki i łatwych odpowiedzi, jakich stara się udzielać, faktycznie tylko jeszcze bardziej komplikuje niezwykle dramatyczną i smutną obecnie rzeczywistość. Z przytoczonych wyżej argumentów wynika jasno, że jest stanowiskiem błędnym, nacechowanym wyjątkowym brakiem cnót roztropności i pokory.

 

PS
1. Z krótkim, katechizmowym wyjaśnieniem błędów sedewakantyzmu, które zostało opracowane przez Dominikanów z Avrillé we Francji, można zapoznać się na stronie: www.christusrex.pl
2. Zagadnienia związane z zakresem trybunałów małżeńskich wyjaśnione są na stronie: www.sspx.org
Łukasz Kluska

Wyświetlony 6447 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.