wtorek, 01 czerwiec 2010 14:41

Między naiwnością a głupotą

Napisał

Naiwność czasem bywa urokliwa. Weźmy choćby takie malarstwo naiwne w wykonaniu Theodore'a Rousseau czy naszego Nikifora. Bardzo przyjemne kolorowe obrazki, nieco sentymentalne, zwłaszcza cykl nikiforowskich "Stacyjek", a jednak cieszą oko dużo bardziej niż konceptualne instalacje zaśmiecające galerie sztuki współczesnej. Albo spójrzmy na naiwne, ckliwe piosenki w rodzaju "Siedem dziewcząt z Albatrosa" czy "Żółte kalendarze". Są tacy, którzy nie potrzebują pół litra, aby się przy nich wzruszyć i spłakać jak bóbr, tęsknym wzrokiem spoglądając, jak dzień gaśnie w szarej mgle.

 

Sporo uroku mają również naiwne dziewczęta, ot choćby taka Justyna z Nad Niemnem albo sierotka Marysia z bajki Konopnickiej. Dobre serce, szczera dusza, wierność i oddanie, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy cnotą powszechnie handluje się na internetowych aukcjach, mogą budzić nie tylko pożądanie, ale również szacunek. Jeśli takie naiwne dziewczę zdoła uniknąć losu ?pierwszej naiwnej?, czeka je interesująca przyszłość, zwłaszcza że cena przymiotów, jakie posiada, prawdopodobnie będzie rosła.
Jednak często naiwność kojarzy się z czymś innym, a mianowicie ze swego rodzaju nieporadnością wynikającą z pewnych ograniczeń wiekowych, intelektualnych czy środowiskowych, a także niedostatków zdrowego rozsądku i braku umiejętności myślenia w kategoriach realpolitik. Tego rodzaju naiwność jest czymś drażniącym, a jeśli na dodatek staje się udziałem osoby dorosłej i na pierwszy rzut oka sprawiającej wrażenie w miarę rozgarniętej, zaczyna boleć, dokładnie tak, jak boli inna powszechna ludzka cecha ? głupota. Z tego punktu widzenia warto zastanowić się, w którym miejscu szczera naiwność przeradza się w równie szczerą głupotę, a więc kiedy przestaje wzruszać, a zaczyna drażnić. Pytanie ma, co prawda, nieco filozoficzny wymiar, ale zamiast bawić się w nudne analizy kategorialne, spróbujmy opracować kwestię na przykładach zaczerpniętych z bogatej skarbnicy życia codziennego.
Skoro mowa była o naiwnych panienkach, to przyjrzyjmy się temu, o czym od jakiegoś czasu trąbią media, a więc nowo powstałej sile politycznej, której ambicją jest zmieść w proch i w pył wszystkie PiS-y, PO-py i LiD-y. Chodzi o Partię Kobiet, dopiero co zarejestrowaną przez jej pomysłodawczynię, panią Manuelę Gretkowską. Pani Gretkowska nie jest, co prawda, panienką ani nawet panną ? jest kobietą, a nawet więcej, jest kobietą piszącą, czyli pisarką. Kobietą, jak się dowiadujemy, jest również Polska, co może budzić skojarzenia z lansowaną w minionej epoce koncepcją matki Polski i ojca Rosjanina, no ale dajmy temu pokój. Zanim przejdziemy do głównego tematu rozważań, przyjrzyjmy się temu, co ma nam do powiedzenia przywódczyni nowej partii. W rozmowie opublikowanej na łamach ?Dziennika? (który, nie wiedzieć czemu sprawę tę nagłaśnia ? czyżby miał kompleksy wobec GW?) pani Gretkowska daje nam próbkę możliwości tego, czego po kobietach zrzeszonych w jej partii będziemy mogli się spodziewać. Ogólnie wygląda to mniej więcej tak: mamy manifest, nie jesteśmy takie, jak inni, nie wiemy, czego chcemy, ale będziemy się szkolić, żeby u nas było jak w Szwecji. Pięknie. Przyjrzyjmy się temu bliżej.
Jeśli chodzi o tę Szwecję, do której pani Gretkowska tak tęskni, to nie wiadomo do końca, w czym Polska miałaby się do niej upodobnić. Dowiadujemy się jedynie, że w Szwecji kobiety znajdują swoją godność, dobre studia, pieniądze i opiekę socjalną. Bardzo ładnie, każdy by tak chciał. Godność i pieniądze... Ho, ho! I na dodatek kobiety... Czysty rock?n?roll... Powstaje jednak obawa, że za to wszystko ktoś będzie musiał zapłacić, a co wtedy? Pewnie znów będziemy wzorować się na Szwecji i podniesiemy podatki o 100 procent, odbierając przy okazji rodzicom połowę posiadanych przez nich praw rodzicielskich, aby ich pociechy rosły na małych donosicieli w stylu Pawki Morozowa, którzy po każdym klapsie będą lecieć kapować do odpowiedniego komisarza. Ciekawe, czy pani Gretkowska się nad tym zastanawiała. Może tak, a może nie ? kto wie. A może po prostu jest naiwna i po prostu chciałaby, aby wszyscy byli szczęśliwi. Może... Idźmy dalej. Na pytanie, jakie są poglądy Partii Kobiet w takich kwestiach, jak np. tarcza antyrakietowa, udział w operacji w Afganistanie czy choćby aborcja, przywódczyni partii odpowiada, że na razie nie wiadomo, ale od tego będą eksperci. Brawo! Przynajmniej uczciwie przyznała się do tego, co politycy zazwyczaj ukrywają, a mianowicie, że nie mają zielonego pojęcia, co w danej sytuacji należy zrobić i liczą na to, że ktoś im cokolwiek podpowie. No, ale czy taka otwartość w wypadku polityka może budzić zaufanie? Jak nie wie, to niech przynajmniej udaje że wie, tego uczy najbardziej prymitywny pijar. Chyba że pani Gretkowska w swojej naiwności uważa, iż przyznanie się do własnej ignorancji przysporzy jej wyborców. Kto wie, może to jest jakaś strategia.
Co zatem prócz widma drugiej Szwecji i programowej ignorancji miałoby skłonić nas do oddania głosu na Partię Kobiet? Ano to, że będzie ona inna niż wszystkie partie, jakie do tej pory istniały ? nie tylko w Polsce, ale i na świecie, i to od czasów potopu albo może i od stworzenia świata, kiedy to sojusz Adama z Bogiem został obalony przez koalicję węża z Ewą: my się nie mieścimy w klasyce, jesteśmy nową jakością w polityce polskiej. Na czym ta nowa jakość miałaby polegać? Na szkoleniach, rzecz jasna. Inne partie kombinują tylko, jak by tu dorwać się do władzy i napchać sobie kałdun konfiturami, natomiast Partia Kobiet będzie się szkolić. Nasze liderki, nasz zarząd, jesteśmy w trakcie szkoleń, po zakończeniu których dostaniemy atest przejrzystości. Tak... Przejrzystość... Być może, to kolejny chwyt wyborczy, zwłaszcza że chodzi o kobiety... Szkolenia prowadzą psycholodzy, trenerzy... Nigdy ich nie skończymy..., W naszych kołach partyjnych prowadzimy szkolenia, jak komunikować się bez przemocy... Podnosimy godność kobiet, a to można robić na treningach i spotkaniach... Po kilku dniach zajęć z terapeutami i psychologami wychodzą prawdziwe cele i wartości osoby, która chce do nas wstąpić...
(?)
Damian Leszczyński
Wyświetlony 4134 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.