poniedziałek, 21 czerwiec 2010 16:45

Emigranda, czyli krucjaty komunizmu

Napisane przez

Od początków swego istnienia Służba Bezpieczeństwa PRL obejmowała swą działalnością także emigrację. Od początku uznawała rozbicie, dezintegrację, a przynajmniej osłabienie emigracji i kompromitowanie jej władz - za swe szczególne zadanie. Po to, by pozbawić emigrację wpływu na kraj, podważyć jej rolę w polityce polskiego przetrwania, a także, by ją rozbroić i unicestwić w oczach Zachodu. Trzeba przyznać, że w wielu wypadkach to się udawało, a UB, później SB, miała ściśle opracowaną i skuteczną strategię walki całego systemu komunistycznego z ZSRR na czele przeciw Zachodowi. Dopiero teraz, dzięki wydobywanym wciąż nowym dokumentom i opracowaniom historyków -; trzeba zaznaczyć, że historyków młodszych pokoleń - poznajemy coraz lepiej tajniki działania systemu komunistycznego i rozmiary jego dogłębnego, niszczącego działania.

 

Znana mniej więcej jest sprawa "rozpracowania" kolejnych władz ostatniego konspiracyjnego ugrupowania "Wolność i Niezawisłość", które zostały zinfiltrowane przez agenturę UB także na emigracji, co doprowadziło do jej likwidacji i licznych aresztowań. Mniej znana jest połączona z tym sprawa "Bergu", akcji rozpracowania organizacji emigracyjnych, związków z wywiadem amerykańskim, łączności i przerzutów do kraju na początku lat 50. Jan Nowak Jeziorański wspominał o tej sprawie krótko przed śmiercią:

Przez dwa lata odbiorcą dość znacznych funduszy z kasy CIA, sprzętu radiowego, szyfrów, depesz, raportów i instrukcji był kontrwywiad bezpieki. Amerykanie zaś byli karmieni reportażami i ocenami fabrykowanymi przez przeciwnika. W grudniu 1952 roku komuniści postanowili zakończyć tę zabawę publiczną CIA i emigracji. Dwaj agenci polskiego kontrwywiadu występujący w roli przywódców WiN-u zgłosili się "dobrowolnie" do władz, wydając siebie, swoich podkomendnych, zasoby pieniężne, tajemnice organizacyjne i podając wszystko do publicznej wiadomości. Była to słynna "afera Bergu".
Jak podaje historyk Stanisław Cenckiewicz w swej książce "W oczach bezpieki", opartej na najnowszych poszukiwaniach archiwalnych, tymi agentami byli Paweł Choma i Wanda Weber (prawdziwe nazwiska: Jan Ostaszewski i Wanda Macińska). Na skutek ujawnienia całej sieci kontaktów tylko na przełomie stycznia i lutego 1953 roku aresztowano 200 osób, a wiele z nich straciło życie. "Afera Bergu" skutecznie rozbiła także środowiska emigracyjne w Londynie, przekreślając różne próby integracyjne, podejmowane przez przywódców emigracyjnych.

Tzw. walenrodyzm
Zasadą działania służb specjalnych PRL była inwigilacja środowisk emigracyjnych, zdobywanie w nich wpływów i bezwzględne często represje wobec repatriantów i tych, którzy powrócili do kraju pod namową bezpieki. Najlepiej tę strategię oddaje znana sprawa TUN, generała Tatara i pułkowników Utnika i Nowickiego, którzy powrócili do kraju podczas pierwszej fali repatriacji, wcześniej już skłonni do współpracy, jako wojskowi, z władzami krajowymi. Zostali aresztowani w 1949 roku razem z grupą 130 oficerów, głównie repatriantów, pod zarzutem spisku w armii. Po brutalnym śledztwie generał Tatar załamał się i potwierdził udział w rzekomym spisku. Wkrótce nastąpiły kolejne fale aresztowań wśród reemigrantów, wyroki śmierci i długoletnie więzienia, tzw. procesy odpryskowe TUN ? generałów Kuropieski i Mossora oraz całej grupy "woldenberczyków", oficerów internowanych w czasie wojny w obozie w Woldenbergu, którzy mieli zresztą raczej lewicowe poglądy i nie byli nastawieni wrogo do nowego ustroju. Oskarżeni byli wszyscy o spisek w wojsku i próbę obalenia ustroju. Jak podawano w charakterystycznym dokumencie MBP, Ta forma pracy wywrotowej jest niewątpliwie odpowiednikiem tzw. walenrodyzmu, jednej z koncepcji walki ośrodków emigracyjnych, i była wyraźnie zalecana (...) jako jedna z form walki przeciw władzy ludowej.
Tak po Katyniu i wojennym zwycięstwie dokończano dzieła zniszczenia polskich sił zbrojnych.
Mimo, a raczej pod wpływem chwilowego niepowodzenia władz PRL, jakim była ucieczka na Zachód Józefa Światły w 1953 roku i ujawnienia tajemnic bezpieki, służby komunistyczne nasiliły swe akcje, zmieniając tylko metody destrukcji emigracji, nie zmieniając jednak całej wobec niej strategii. Przeciwnie, została ona udoskonalona, stała się bardziej elastyczna, zróżnicowana, wielokierunkowa i na inny sposób podstępna. Dobrze oddaje tę zmianę nieco późniejsza, z 1956 roku instrukcja wiceministra MSZ Mariana Naszkowskiego do urzędów dyplomatycznych i konsularnych, napisana zresztą w charakterystycznym języku systemu komunistycznego: Naszym celem jest zlikwidowanie emigracji politycznej jako zjawiska. (...) chcemy rozbić wrogie skupiska polityczne i zapobiec wykorzystywaniu emigracji powrześniowej przez dywersyjne i szpiegowskie ośrodki dyspozycyjne. Chcemy opróżnić ten rezerwuar, który imperialiści wykorzystują przeciw naszemu obozowi.
Tę strategię zakamuflowano jednak zupełnie przeciwnymi w wymowie, mylącymi metodami działania. Oto głównym celem władz komunistycznych stało się nagle zjednanie przynajmniej części emigracji, nawiązanie dobrych kontaktów z Polonią, zachęta do odwiedzin i powrotów do kraju, wszystko po to, by poróżnić i skonfliktować środowiska emigracyjne. Służyły temu celowi nowe "pozytywne" inicjatywy, specjalnie powołane instytucje, Towarzystwo "Polonia", rozgłośnia radiowa "Kraj", skierowane propagandowo na emigrację, a programowane i kontrolowane przez Urząd Bezpieczeństwa, choć niepodlegające oficjalnym instytucjom PRL.
(...)
Marek Klecel

Wyświetlony 3895 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.