poniedziałek, 21 czerwiec 2010 18:11

Wygrałeś, Alain, czyli o pismach Besançona

Napisane przez

Nie pozwoliłbym sobie, oczywiście, na poufałość wobec znanego francuskiego myśliciela, zawartą w tytule, do czego nie mam najmniejszego prawa, gdyby nie przykład Adama Michnika.

 

Jest to bowiem plagiat tytułu jego artykułu w GW z początku 1990 roku pt. "Przegrałeś, Alain!". Miał on być odpowiedzią na krytyczne uwagi Besançona w wywiadzie dla "Tygodnika Solidarność" o przemianach w Polsce po 1989 roku, a stał się zadziwiającą napaścią personalną na niego, z wypowiedzeniem znajomości włącznie. Zapamiętałem ten artykuł, bo był on swoistym znakiem czasów, sygnałem także dla postronnych czytelników, że przemiany, na które tak liczyliśmy po 1989 roku, idą w złą stronę, wyznaczoną przez grupę ludzi, którzy realizują własne interesy. Histeryczna reakcja Michnika była tego dowodem i potwierdzała racje Besançona, który twierdził, że bez radykalniejszych zmian Polska ugrzęźnie w układzie postkomunistycznym, i zauważył od razu, że idziemy w tę stronę.

Jako znawca komunizmu, Rosji, a i wschodniej Europy przewidywał najsłuszniej, jak się z czasem okazało, że układ postkomunistyczny po Okrągłym Stole, a zwłaszcza po wyborach w czerwcu 1989 roku, był złym, niepotrzebnym wyborem i musi przynieść te destrukcyjne skutki, które obserwujemy w ciągu ostatnich lat. Jako przyjaciel Polaków, Besançon przestrzegał przed takim wyborem i przekonywał do radykalnego odrzucenia komunizmu, żałował więc po pierwszym roku zmian, że na własne życzenie przegrywamy zwycięstwo po latach stanu wojennego, gdy nie ma już takiego niebezpieczeństwa jak przedtem, a strach przed poważniejszymi zmianami jest wpajany już przez nowe elity władzy.
Gwałtowna, bezwzględna reakcja Michnika zdradzała też, że układ postkomunistyczny był już widoczny nie tylko dla krajowych "oszołomów", ale i dla niedawnych, trzeźwych, nie dających się omamić demagogią i zastraszyć histerią, przyjaciół z Zachodu. Przypominam teraz ten przykry epizod, bo takie właśnie były początki układu III RP, który trwał jako chore, postkomunistyczne, korupcjogenne państwo. Potwierdzenie tego znajdziemy dzisiaj nawet w słowach tego samego Adama Michnika, który na "taśmach Gudzowatego" powiada mimochodem, że to on "robił to państwo", czyli III RP, w której Rywin mógł przyjść do niego z propozycją za 17,5 miliona USD, a redaktor naczelny GW mógł trzymać tę wiadomość przez pół roku tylko dla siebie. Przed konsekwencjami takiego właśnie państwa przestrzegał Besançon i został brutalnie skarcony przez naszego demiurga za to, że przeszkodził w jego cichej, bezkolizyjnej i "bezobjawowej" budowie.
Ta przykra polemika, o której może lepiej byłoby zapomnieć, została teraz przytoczona w obszernym zbiorze pism Besançona, wydanym przez "Frondę", gdzie jest, na szczęście, tylko niewielkim epizodem. Bo autor jest myślicielem wszechstronnym, znawcą nie tylko Rosji, jej historii i współczesności, zwłaszcza jej rewolucji i systemu komunistycznego, także Europy Wschodniej, w tym Polski. Zna się na tym jak mało kto na Zachodzie i patrzy na Wschód z zainteresowaniem i sympatią, stara się też przyjmować ten punkt widzenia, mając nadzieję na taki wszechstronny układ wspólnoty europejskiej. Jest nie tylko historykiem, ale i zwolennikiem chrześcijaństwa i Kościoła w Europie, widząc ich należne miejsce nie tylko w tradycji europejskiej, ale i w dylematach dzisiejszego rozwoju, zwłaszcza Unii Europejskiej, co również nie jest częste wśród zachodnich intelektualistów. Można go poniekąd zaliczyć do kategorii historyków idei, pisze bowiem o wielu głównych wątkach świadomości europejskiej: rewolucjach, utopiach i ideologiach nowoczesności, o ich związkach, mimo wszystko, z tradycją, wiarą religijną, teologią i mitologią współczesną, bo taka też istnieje, a nawet z pewną estetyką, jako jednym z głównych dziś modeli życia zachodniego, tego, co zwie się postmodernizmem.
Besançon zajmuje się tym wszystkim, ale nie jest tylko intelektualistą, badaczem czy naukowcem. Zajmuje się tym, gdyż jest głęboko przejęty dogłębnym kryzysem duchowym Europy, nie tylko umysłowym, politycznym czy kulturowym, ale i życiowym, pęknięciem podstaw jej egzystencji jako dotychczasowej całości cywilizacyjnej, brakiem w istocie jasnych perspektyw dalszego trwania i rozwoju.
Analizując źródła kryzysu Europy, Besançon przedstawia w swych pismach i wypowiedziach jej wykorzenienie, sięgając do, by tak rzec, tradycji nowoczesności, bo ten model panuje od Oświecenia, a także do wszelkich innych wpływów i perypetii idei i świadomości europejskiej. Pisze wiele o zjawisku gnozy, niegdyś swego rodzaju herezji w chrześcijaństwie, która odnawia się w nowożytnym modernizmie, w rewolucjach i utopiach, a nawet w ideologiach scjentyzmu, czyli kultu nauki i technologii, i pozytywizmu, który przynosi dzisiejsze pragmatyczne podejście do całego życia. Według tych wszystkich ideologii, wiedza, poznanie, a w końcu także władza nad rzeczywistością, która z tego wynika, ma zapewnić człowiekowi jedyne możliwe rozpoznanie i zdobycie jej tajemnicy, poniekąd tajemnicy Boga, i to jest jedyne zbawienie, jakie człowiek może osiągnąć faktycznie sam, bez niczyjej pomocy. To myśl, powiada autor, w istocie odnowionej gnozy, częsta przypadłość, gdy polega się tylko na sobie, właściwie na osobnej jednostce ludzkiej, co także jest konsekwencją źle pojętego indywidualizmu współczesnego Zachodu. Ten stan kryzysowy odsłania w pełni kres mitu nowoczesności jako nieustannej modernizacji wszystkiego, nie tylko technologicznej, ale i społecznej, politycznej, kulturowej, duchowej. Besançon może wydać się konserwatystą, ale on po prostu wskazuje brak wyjścia dla rozwoju Europy na dotychczasowej drodze utopii modernizacyjnej, wiary w nieograniczony postęp i rozwój, nieokreślony zresztą i niekonkretny, jak nowy rodzaj świeckiej wiary, tyle że wiary coraz bardziej magicznej i próżnej, żyjącej mocą samoutwierdzania się w potrzebie optymizmu samego w sobie i dla siebie, w tzw. myśleniu pozytywnym, które staje się czystą, nowoczesną magią. Gdy jednocześnie tłumi się rzeczywiste problemy, a wprowadza urojone, pozorne, które zaciemniają i pogłębiają "postępowy paraliż", gdy nie widzi się, że Europa jak Atlantyda może po prostu zniknąć.
Besançon analizuje różne aspekty utraty tożsamości, postęp, ale wykorzenienia. Dogmatyzm ideologii nowoczesności, która ma nawet uzasadnić i usprawiedliwić upadek: wciągnięto w to także myśl liberalną, doprowadzając ją do skrajności, czyli do nielubianego powszechnie fundamentalizmu. W imię absolutnego wyróżnienia wolności uczyniono z niej fetysz i zarazem fatum: powinniśmy odrzucić wszystko, co nas rzekomo ogranicza, również wartości i wzory przeszłości, całą tradycję, a przede wszystkim religię, jako sprzeczną z nowoczesnym standardem świeckiego, samodzielnego zbawienia człowieka. W konsekwencji w Europie chrześcijaństwo okazuje się większym zagrożeniem niż islam ? Besançon pisze i o tym, zwracając uwagę na trudny, wręcz niemożliwy, dialog chrześcijan z islamem. Bez chrześcijaństwa Europa nie będzie już Europą albo Europą tylko z nazwy.
Jak wspomniałem, Besançon porusza wiele spraw i wątków polskich. Polska jest obecna w jego myśleniu o Europie, jako kraj nie tylko do niej należący, ale i znaczący, wnoszący do niej swój wkład polityczny, kulturowy, religijny. Takie podejście nie zdarza się wielu myślicielom zachodnim, niewychodzącym często poza własne kategorie ocen, standardów, idei.

Alain Besançon, Świadek wieku. Wybór publicystyki z pierwszego i drugiego obiegu. Zebrał i opracował Filip Memches, Wydawnictwo "Fronda", t. 1, 2, Warszawa 2006
Marek Klecel

Wyświetlony 2881 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.