poniedziałek, 21 czerwiec 2010 18:17

Milczący głos z Kresów

Napisane przez

Ciągle istnieje powszechna świadomość polskiej obecności na Kresach - ziemiach leżących na wschód od obecnej granicy Polski, które jednak w znacznym procencie zamieszkane były przez Polaków, wchodziły niegdyś w skład Rzeczypospolitej, ogólniej zaś były świadkiem rozprzestrzeniania się na te tereny polskiej kultury i cywilizacji.

 

Nie zachęcam do przesuwania granic. Uważam jednak, że nie należy zapominać o niegdysiejszej naszej obecności na Wschodzie. Świadomość tego faktu jest bowiem częścią naszej własnej historii. Wprawdzie zmieniło się na tych terenach bardzo wiele, zarówno pod względem demografii i składu etnicznego tych ziem oraz układów politycznych, jednakże ? przy poszanowaniu i uznaniu wszelkich zmian ? winni jesteśmy pamiętać o przodkach tam żyjących i mieszkających oraz ich dokonaniach.

Owszem, ukazują się liczne opracowania naukowe i popularne na ten temat, prowadzone są działania wspierające materialnie i kulturalnie jeszcze tam istniejące skupiska Polaków i ich potomków, odnawiane są kościoły i zabytki. Nadal jednak egzystują na tych obszarach pamiątki dziejów, często wszakże pomijane, zapomniane, milczące, a jednak głośne owym milczeniem. Jeśli tylko ktoś zechce wsłuchać się w ów milczący głos. Są to mianowicie cmentarze świadczące o historii tych ziem!

Wędrówki po prowincji
Niegdysiejsza unia polsko-litewska przekształciła się we wzajemne niechęci, zastrzeżenia, a nawet pretensje. Nie ma sensu tu określać, kto zaczął, po czyjej stronie jest większa wina, ani wspominać, jak do tego doszło. Na ten temat jest też sporo opracowań historycznych. Wspomnę tu tylko o mało znanej noweli Henryka Sienkiewicza pod tytułem Dzwonnik, w której autor rozpacza nad rozejściem się niegdysiejszej wspólnoty Polaków i Litwinów.
Było, minęło, wiadomo, jak układają się wzajemne stosunki, zarówno na szczeblu rządowym, jak i we wzajemnych relacjach zwykłych ludzi. Jednak nie wymaże się z historii dziejów tych ziem. W pełni opowiadają o niej wspomniane właśnie cmentarze, Nie tylko te najbardziej znane: w Wilnie na Rossie czy wojskowy na Antokolu, lecz często zapomniane w innych miastach, we wsiach i miasteczkach, rozsiane na prowincji.
Pamięć o nich zaczęła być przywracana za sprawą Stowarzyszenia Konserwatorów Zabytków. Inicjatorem i koordynatorem tej akcji jest Jerzy Szałygin. Z aparatem i notatnikiem (może i laptopem) odbył on w ostatnim okresie podróż po Litwie, dokumentując istnienie wielu polskich grobów na lokalnych cmentarzach w takich miejscowościach, jak na przykład Rudomino (Rudaminas), Rykonty (Rykantai), Soleczniki (Salcininkai), Taboryszki (Taboriskes) i wielu innych w rejonach, m.in. wileńskim, solecznickim, trockim (w nawiasach obecne nazwy litewskie). Teraz zaś opracowuje solidną i uporządkowaną już dokumentację tych świadków dziejów.
Warto zauważyć, Że dwujęzyczne nazwy wymienionych przykładowo i niewymienionych miejscowości, mówią o wzajemnym przenikaniu się obu kultur i obecności polskiej na Litwie. To jest ten milczący głos. Groby są ciche, ale wypowiadają się dostatecznie głośno inskrypcjami na nich. Inskrypcje bowiem poświadczają, kim był zmarły, z jakiej rodziny pochodził i o rodzinach ? sporządzających takie, a nie inne napisy.

Cmentarze mówią
Naturalnie Jerzy Szałygin dokumentował na cmentarzach polskie groby, bo to jest założeniem tej akcji. Zdumiewa jednak już na pierwszy rzut oka wielka, jeśli nie przeważająca liczba polskich grobów na licznych parafialnych cmentarzach rzymskokatolickich, w tych niewielkich często, prowincjonalnych miejscowościach. Dokumentacja zaś dotyczy lat od wieku XIX, aż po względnie niedawne.
Jest niejako naturalne, że nagrobki z XIX stulecia bywają bardziej zniszczone, aniżeli późniejsze. Oczywisty ząb czasu. Bywa jednak i tak, że niektóre z tych dawniejszych są w lepszym stanie, aniżeli pewne późniejsze. Czy solidniej wznoszone, czy też żyją potomkowie złożonych tam przodków, dbający o rodzinne nekropolie. Może też zależeć od stanu majątkowego (dawniejszego i obecnego) rodziny.
Na inskrypcjach tych dawniejszych grobów można wyczytać, kim był złożony tam człowiek ? jakiś marszałek gubernialny, właściciel ziemski, ktoś zasłużony dla kraju, uczestnik Powstania Styczniowego itd. W nowszych, to znaczy międzywojennych i tuż powojennych napisy bywają znacznie prostsze.
Różnią się też materiałem. O ile większość nagrobków jest granitowych (marmur jest znacznie bardziej rzadki), to sporo jest nagrobków betonowych ? z materiału najtańszego i najbardziej dostępnego. Zwłaszcza te z lat 1919-1920 oraz 1939-1945. A więc z czasów wojen. Decydowała więc nie tylko zamożność czy ubóstwo rodziny, lecz sytuacja. Zwłaszcza że na tych betonowych są inskrypcje mówiące enigmatycznie, że pochowany tam "zmarł w dramatycznych (lub tragicznych) okolicznościach". Skojarzmy to z datami. Więcej nie można było napisać i tak już zostało. Możemy tylko domyślać się, jakie to w owych latach były "dramatyczne" czy "tragiczne" okoliczności. A ile było wśród nich żołnierzy WP, partyzantów, żołnierzy AK, którzy polegli w walkach z bolszewikami, a później sowietami, także z Niemcami; ilu padło ofiarą represji...
(?)
Marek Arpad Kowalski

Wyświetlony 3108 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.