wtorek, 29 czerwiec 2010 12:44

Dyplomacja Rzeczypospolitej Ambasador przy Dworze Św. Jakuba - żałosne kulisy de-nominacji (?)

Napisane przez

Londyński high life, a przynajmniej jego polska i pro-PO-wska odmiana, jest mocno zbulwersowany faktem niemianowania dotąd bardzo konkretnej osoby, p. wiceminister Barbary Tuge, na stanowisko ambasadora RP w Londynie. O tej nominacji mówi się już bez mała pół roku, bodaj jeszcze od czasów ministra z Unii Wolności w rządzie koalicji PiS-u, prawej ręki Bronisława Geremka ? Stefana Mellera. Pani Tuge miała właśnie teraz jechać do Londynu. Tymczasem w sierpniu br. wynikły bardzo poważne przeszkody, które taką właśnie "uniowolnościową" nominację uczyniły cokolwiek trudną do przełknięcia nawet dla dość zahartowanych w bojach braci Kaczynskich. Chodzi o kwestię braku podstawowej lojalności u p. minister Barbary Tuge.

 

Około połowy (lub bardziej precyzyjnie około połowy drugiej połowy) sierpnia br. pani Tuge, podniecona i ośmielona medialną wrzawą skierowaną dzień w dzień przeciw Kaczyńskim, a także nie bez, zapewne, zachęty ze strony swych patronów: Geremka i Mellera, rozpoczęła w Ministerstwie Spraw Zagranicznych zbierać podpisy wśród wiceministrów. A jakiż to był szczytny cel? Podpisy pod listem protestacyjnym w obronie rzekomo "prześladowanych przez prezydenta" ośmiu dotychczasowych ministrów spraw zagranicznych III RP, którzy ? jak powszechnie wiadomo ? na forum europejskim w Brukseli ogłosili publicznie swój całkowity rozbrat z urzędującym Prezydentem Rzeczypospolitej. Ten wyraz solidarności z byłymi ministrami zupełnie p. wiceminister nie wyszedł, bo pomimo zaklęć, że "tak trzeba", p. Tuge nie zebrała żadnego, nawet tylko choćby własnego podpisu. Cóż ? odwaga, widać, zdrożała (choć to przecie benzyna miała zdrożeć!). Przynajmniej "Gazeta Wyborcza" żadnego takiego listu protestacyjnego czy też "solidarnościowego" nie ogłosiła, a więc takiego listu po prostu nie było. Bo gdyby tylko był, no to wówczas "Wyborcza" nie omieszkałaby walić z całych sił w bęben. Pani minister Tuge pozostała na stanowisku sekretarza stanu, ale wyjazd do Londynu, pomimo rozlicznych nacisków ze sfer, które uważają siebie za bardziej oświecone, niż cały PiS, a w szczególności Kaczyńscy ? pozostał pod dużym znakiem zapytania. Bo czy można do jednej z głównych stolic świata wysyłać osobę, która aż tak nie wie, jak należałoby się zachować, pełniąc wysoką funkcję w rządzie? Natomiast po swoim wyskoku p. Tuge powinna ? po prostu ? podać się do dymisji. Liczy jednak zapewne, że przeczeka ten rząd. A w każdym razie patroni, zapewne, każą jej trwać ? przyznać trzeba ? niezupełnie wygodnie, bo z piętnem zdrajcy, ale w końcu na ministerialnym stanowisku.

Kogoś, kto nie zna kulis tych spraw, może zapewne dziwić, że p. ministrowi Lipińskiemu, przeszło przez usta w zakulisowej, niezobowiązującej rozmowie, to, co zaproponował, zapewne nie zupełnie serio, p. posłance i było-nie było, ustalił to sąd, hochsztaplerce Beger. Ale czym zaprawdę różni się p. Tuge od p. Beger? Honorem, przyzwoitością, wreszcie może lojalnością?
Żarty na bok. Pani minister Tuge zażądała, gdy została sekretarzem stanu w końcu 2005 r., aby być pierwszym sekretarzem stanu, ponad p. Anną Fotygą, obecną minister spraw zagranicznych, a wówczas także mianowaną sekretarzem stanu. Jaki miała ku temu mandat? Środowiska dawnej Unii Wolności, partii w stanie szczątkowym, której reprezentant Stefan Meller został pierwszym ministrem spraw zagranicznych w rządzie pisowskim. A został po to, aby zapewnić PiS-owi spokój na arenie międzynarodowej. Jaki to był spokój (nieustanny wrzask inspirowanych zachodnich mediów) ? dobrze zobaczyliśmy.
(...)
Krzysztof Plechicki

Wyświetlony 5273 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.