wtorek, 29 czerwiec 2010 12:52

Skarb Frankensteina

Napisał

Z Frankensteinem kojarzą się na ogół wydarzenia niesamowite, dziwne i pełne grozy. Wydawałoby się, że dalekie Alpy, w których rozgrywa się osiemnastowieczny dramat klasycznej powieści Mary Shelley, nie mają nic wspólnego z małym miasteczkiem położonym u stóp Sudetów, noszącym przez 600 lat, aż do 1945 roku, nazwę Frankenstein. W obu wypadkach, zarówno nazwisko bohatera książki, jak i nazwa miejscowości, ma francuskie pochodzenie. Dziś są to Ząbkowice Śląskie.

 

Przed Frankensteinem
Współczesne dzieło zdawałoby się mitycznego Frankensteina można podziwiać kilka kilometrów na północ od Ząbkowic Śl., przy szosie E-12 łączącej Wrocław z Kudową Zdrój, w wiosce Szklary. Jest ona sławna ze znajdujących się tu unikatowych w skali europejskiej złóż niklu. Ich odkrycia dokonał w latach osiemdziesiątych dziewiętnastego wieku ząbkowicki inżynier górniczy A. Reitsch, który w swoich podróżach podobne złoża widział w Nowej Kaledonii. Początkowo sądzono, że są to złoża żyłowe i ich eksploatację prowadzono podziemnymi chodnikami, które zachowały się do dzisiaj. Chodniki te były niedawną przyczyną dramatu dwóch studentów-grotołazów, którzy weszli, aby je spenetrować. Liny, na których opuścili się do otwartych szybików, szybko namokły i stały się tak śliskie, że o wyjściu nie było już mowy. Ponieważ nie zostawili o sobie żadnej informacji, kilkutygodniowy pobyt w zimnych i mokrych chodnikach o mało nie pozbawił ich życia.
Podziemnymi wyrobiskami wydobywano rudę i wytapiano z niej w miejscowej hucie nikiel do 1920 roku. Dla wojskowych potrzeb pierwszej wojny światowej wybrano najbogatsze partie rudy. Potem aż piętnaście lat nic się tu nie działo. Dopiero program intensywnych zbrojeń poprzedzających ostatnią wojnę światową spowodował powtórne uruchomienie wydobycia rudy i budowę zmodernizowanej huty, przystosowanej do wytapiania metalu ze znacznie już uboższych rud. Wtedy po dokładniejszych badaniach okazało się, że jest to złoże zwietrzelinowe miejscowych skał serpentynitowych budujących okoliczne wzgórza. Okazało się też, że ruda zalega tuż pod glebą. Dlatego też zaniechano jej eksploatacji podziemnej, na rzecz znacznie tańszego i bardziej wydajnego systemu wydobycia odkrywkowego. W roku 1945 na skutek zniszczeń wojennych zespół ten na kilka lat przestał pracować. Pięć lat później znów rozpoczęto wydobywać rudę, a w hucie znów wytapiano nikiel. Zakłady Górniczo-Hutnicze w Szklarach dostarczały ok. 10% rocznego zapotrzebowania Polski na nikiel w ilości ok. 1000 ton rocznie. Z biegiem czasu stawał się on coraz bardziej nowoczesny. Obok zakładu wybudowano dla załogi kilka typowych czteropiętrowych budynków. Jeszcze przed wojną do zakładów doprowadzono linię kolejową łączącą Szklary z linią Wrocław-Kłodzko.

Skarb Frankensteina
Jest rzeczą zadziwiającą, że najdokładniejsze badania zasobów rud niklu wykonano w pierwszych latach stanu wojennego, kiedy zakład postawiono już formalnie w stan likwidacji. Ustalono, że na trzech okolicznych wzniesieniach, zwanych Szklana Góra, Wzgórza Koźmickie i Wzgórza Siodłowe, znajduje się około 14 milionów ton rudy o przeciętnej zawartości zbliżonej do 1% niklu, co w przeliczeniu na metal daje ok. 150 tys. ton niklu. Poniżej zakładu znajdują się stare hałdy żużla, o szacunkowej zawartości niklu zbliżonej również do 1%. Ich wielkość przekracza pięć milionów ton, co daje kolejne 50 tys. ton metalu. Nikt na to nie zwracał dotąd większej uwagi, bo oficjalnie głoszono, że zakład jest deficytowy. Twierdzono, że opłacalnych, wysoko okruszcowanych rud już nie ma. Jedyną atrakcją pozostały tu żyłowe wystąpienia chalcedonów, chryzoprazów i opali, które zagospodarowują miejscowi zbieracze. Ponieważ dwa pierwsze z nich są to zielonej zwykle barwy kamienie półszlachetne, cieszą się one powodzeniem szczególnie u zagranicznych nabywców. Podobnie atrakcyjne są intensywnej białości opale, zbliżone pod tym względem do swoich najdroższych australijskich odmian. O tym wszystkim wiedziano, choć trzeba przyznać, że w czasie zamykania zakładów, ceny niklu na rynkach światowych były kilkakrotnie niższe niż obecnie. Jakby tego bogactwa było jeszcze mało, okazało się, że rudy niklu występują też na południe od Ząbkowic Śląskich, na serpentynitowych wzgórzach w Braszowicach i Grochowie, lecz nie zostały jeszcze zbadane!
Ktoś mało zorientowany w temacie mógłby powiedzieć, cóż to za skarb liczony w tysiącach ton, kiedy inne surowce, równie atrakcyjne liczy się w milionach i setkach milionów ton. To prawda, ale różnica jest tu zasadnicza, bo nikiel obecnie należy do najdroższych metali kolorowych na świecie. Droższe są od niego tylko metale szlachetne (srebro, złoto, platyna i pallad). Cena jednej tony niklu osiąga obecnie astronomiczne wielkości, w granicach ok. 30 tys. dolarów za tonę. Dla porównania, miedź uzyskiwana z rudy wydobywanej w niezwykle ciężkich warunkach górniczo-geologicznych obecnie z głębokości ok. 1200 m, osiąga cenę do 7,5 tys. dolarów za tonę, czyli blisko czterokrotnie mniej niż nikiel pozyskiwany z rudy zalegającej na powierzchni! Skala wartości tego stosunkowo małego złoża niklu zapiera dech w piersiach. Łącznie dwieście tysięcy ton metalu warte jest tu ok. 6 miliardów dolarów. Być może, laikowi nic to nie mówi, ale jest to suma stanowiąca ok. 10% polskiego budżetu o podział którego politycy wszystkich opcji toczą ze sobą bój na śmierć i życie.
(...)
Adam Maksymowicz
Wyświetlony 6044 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.