wtorek, 29 czerwiec 2010 22:26

Na marginesie homotyranii

Napisane przez

Jak zdecydowaną większość artykułów w "Opcji", również i tekst Pana Mirosława Salwowskiego (nr 7/8 ) przeczytałem z zainteresowaniem i satysfakcją. Zwłaszcza opisy niechlubnej roli państwa oraz tytułowej homotyranii.
Brak zgody z pewnymi sformułowaniami autora to jednak przysłowiowa "łyżka dziegciu", której chciałbym poświęcić kilka słów. Autor bowiem wprawdzie nie zalicza się do jakiegokolwiek typu liberałów, niemniej pozwala sobie na pewną nonszalancję w ocenie bezsilności doktryny wolnościowej.

 

Pozwolę sobie na kilka cytatów.

1. Pan MS przywołuje argumenty środowisk gejowskich: nikogo nie zmuszamy, aby czytał nasze gazety, chodził do naszych klubów i przyglądał się naszym manifestacjom... i twierdzi, że nie sposób zakwestionować ścisłego powiązania prosodomickich postulatów z liberalną ideologią. Otóż: można. Wydawanie gazet istotnie nie zmusza do czytania, prowadzenie klubów ? do ich odwiedzania. Ale już manifestacje zmuszają mnie i moje dziecko albo do patrzenia/słuchania, albo do omijania danej ulicy. Czyli nie pozwala mi zrobić ze swoim czasem i swoją osobą tego, co chcę. Narusza więc moją wolność. Postulat ostatni jest tym samym sprzeczny z zasadą liberalną.
2. druga sprawa, ciekawsza zresztą. Autor konkluduje bowiem: widać, że próba odwołania się do liberalnych reguł, przy zakazywaniu (...) pokojowych demonstracji, jest całkowicie niewiarygodna i prowadzi do absurdu. Wniosek ten wynikać ma z następujących rozważań: niektórzy próbują kwestionować prawomocność organizowania homoseksualnych marszów twierdząc, że obecność takich imprez koliduje z wolnością innych osób do nieoglądania tego typu demonstracji. Takiego argumentu nie da się jednak (przyjmując liberalizm za probierz)na dłuższą metę obronić.(...) co bowiem np. uczynić z wolnością świadków Jehowy lub skrajnych antyklerykałów do niepatrzenia na procesje Bożego Ciała...
Pozwolę sobie zauważyć, że
? po pierwsze jednym z praźródeł sporu jest oburzający fakt uznania (przez głosowanie w WHO!), że homoseksualizm nie jest zboczeniem. Gdyby RP od tego odstąpiła, władze miałyby podstawę do zakazywania, jeśli zaś to uznaje ? to jak może zabraniać. Ale ? to tylko na marginesie.
? po drugie, i ważniejsze: jeśli pozwalamy władzy administracyjnej zabraniać manifestacji gejowskich, to raczej nie udaje się obronić prawa tejże do zakazywania procesji Bożego Ciała. Ale, UWAGA: nie jest to argument przeciw liberalizmowi! Jedynie przeciw paradygmatowi, który pozwala administracji o tym decydować, a skutkiem tego jest zawsze niezadowolenie jednej ze stron, ergo ? spór.
Za to liberalizm, a zwłaszcza libertarianizm, ma na to radę (jak ? wierzę ? na prawie wszystko), o czym niżej.
Autor tymczasem nie może zaufać ideologii wolnościowej. Nie ma się co dziwić: ulice nie mogą pokazać siły liberalizmu, bo są państwowe, publiczne, vulgo: niczyje!
Pytanie: czy (powołując się choćby na rzekome prawo do manifestacji) pedofile, sodomici czy scjentyści mogą wejść na moją posesję, ba, na teren ogrodzonego osiedla i manifestować? Nie.
Do czego zmierzam: konflikty, pozorna bezradność wolnościowej doktryny mogą wynikać i często wynikają z braku wolności i własności prywatnej! Gdyby ulice, place były prywatne, to:
? demonstranci pokojowo negocjowaliby możliwość wiecu z właścicielem (osobą prywatną, wspólnotą mieszkańców itd.),
? odmowa nie powodowałaby konfliktów, ponieważ nie narusza niczyich praw (prawo do okazywania poglądów nie oznacza, że KTOŚ musi dać MI balkon i mikrofon!),
? szanse konfliktu maleją, gdyż nikt nie jest poszkodowany; jeśli władza zabrania gejowi korzystania z PKP, to jest on stratny, ale gdy JA nie sprzedam Mu samochodu, to "nie ma sprawy "...,
? w dzielnicach "tolerancyjnych" wiele byłoby ulic z paradami, "hyde parkami" itp., a z kolei społeczności mniej tolerancyjne szukałyby miejsc zamieszkania w osiedlach, dzielnicach, gdzie właściciele oferują brak takich atrakcji. To oczywiście tylko scenariusz: nie wiemy (i nie musimy wiedzieć!), jakie sposoby unikania sporów na takim tle zastosowałoby społeczeństwo wolnościowe bez własności publicznej. My, libertarianie, wierzymy jednak, że zawsze zrobi to lepiej niż "władze".
Oczywiście, nie zamierzam Pana MS przekonywać do wizji prywatnych ulic, mostów i dróg, choć sam tego pragnę. Chciałbym jedynie uświadomić, że w systemie własności publicznej i poleganiu na decyzji administracji, a nie właścicieli ? nie unikniemy konfliktów i poszkodowanych.
Piotr Luberda

Wyświetlony 3140 razy

Najnowsze od Piotr Luberda

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.