Wydrukuj tę stronę
wtorek, 29 czerwiec 2010 22:30

Powrót Liberatorów

Napisane przez

W 62. rocznicę Powstania Warszawskiego mieszkańcy stolicy mieli okazję podziwiać na niebie najsłynniejszy samolot bombowy wszech czasów, czyli Liberatora, rozrzucającego ulotki.

 

O losach latających nad płonącą Warszawą tych samych maszyn i ich załóg przypomina Neil Orpen w książce "Lotnicy '44. Na pomoc Warszawie".

O Panie mój, dziś w nocy lecieć mam/Lecz zanim w niebo wzbiję się/Z czcią klękam przed twym tronem/Gdzie zawsze wieczny spokój jest [...]. To tylko pierwsza część pięknej modlitwy ułożonej przez Erica Hartona Impeya przed lotem nad stolicę Polski, z którego już nie powrócił. Jest ona jednym ze "smaczków" książki Orpena. Książki niezwykłej, bo napisanej przez południowoafrykańskiego historyka specjalizującego się w dziejach niezwykle rozbudowanego (to może być zaskakujące) lotnictwa wojskowego RPA. Orpen postanowił wziąć na warsztat wycinek jego historii, a dokładniej loty Południowoafrykańczyków nad ogarniętą powstańczą walką Warszawę, które swój początek brały we włoskim miasteczku Celone. Jest to temat przewodni książki, umieszczony w odpowiednim kontekście politycznym i uzupełniony relacjami o polskich i angielskich lotnikach, pomagających 31. i 34. dywizjonowi SAAF (South Africa Air Force).
Największym, niepodważalnym atutem tej książki jest talent literacki Orpena i sprawne tłumaczenie Bohdana Maliborskiego. Stronice "połyka" się w tempie ekspresowym. Szczególnie udane są opisy wszystkich lotów, przedstawione niezwykle plastycznie, z pietyzmem odtworzone. Szczególnie zapada w pamięci rekonstrukcja pierwszej wyprawy z zasobnikami nad stolicę, z 13 sierpnia, opisana w rozdziale "Noc ciężkiej próby". To była dla wszystkich załóg istna odyseja, a kunszt autora sprawia, że niemal jesteśmy w kokpicie razem z pilotami Liberatorów. Te fragmenty "Lotników '44" czyta się z zapartym tchem, jak najlepszą powieść sensacyjną.
Zanim jednak skosztujemy tych delicji, będziemy musieli przebrnąć przez trochę przydługi wstęp, napisany zapewne z myślą o zachodnim czytelniku. nieobeznanym dokładnie z takimi "niuansami" drugiej wojny światowej, jak Powstanie Warszawskie. Przydługi, bo na właściwy temat książki trafiamy dopiero na 77 stronie.
We wstępie tym trafi też polski czytelnik na coś, co może go zastanowić, a nawet zaszokować. Nie chodzi nawet o samo podejście obywatela RPA do słuszności powstania, gdyż o to można się ciągle spierać (a Orpen napisał: 1 sierpnia 1944 roku Armia Krajowa, błędnie oceniwszy sytuację, [...] zajęła większą część Warszawy [...]. Nie mogła przewidzieć konsekwencji swoich działań, które kosztowały życie wielu dzielnych lotników), lecz raczej o fragment na temat masakry Woli, w której zginęło 40 tys. cywilów, w którym czytamy, że Generał Bach na próżno próbował zapobiec masowym mordom i okrucieństwom, jakich dopuszczali się jego podwładni. Po pierwsze, mógł próbować zapobiegać tym mordom nie z powodu wrodzonego humanizmu, tylko z pobudek czysto taktycznych. Po drugie, dowódca jest i tak winny, gdyż to on odpowiada za czyny swoich podwładnych. Najstraszniejsze jest to, że Orpen napisał to całkowicie serio, nie biorąc pod uwagę ani innych źródeł, ani podstawowej logiki wojskowej. Zaglądamy do bibliografii i wszystko jasne: autor korzystał z publikacji Hansa von Krannhalsa "Der Warschauer Aufstand 1944", a nie jest to pozycja wiarygodna, gdyż napisana piórem oficera armii niemieckiej. W tej książce zapewne ma też swoje źródła fragment mówiący o tym, jak dowódcy niemieccy wysyłali czołgi do obrony mieszkańców przed dzikimi bandami niemieckimi (s. 86).
Te "wpadki" psują obraz całości. Podobnie jak brak dokładności przy sprawdzeniu terminów i składów wszystkich lotów, przez co wciąż pojawiają się liczne przypisy redakcyjne. We wprowadzeniu do "Lotników'44" Piotr C. Śliwowski narzeka, że autor nie poświęcił więcej miejsca polskiej 1586 Eskadrze do Zadań Specjalnych, jednostce, która w lotach straciła 100% stanu wyjściowego. Utyskuje także na brak relacji zrzutów ze strony powstańców. Ale to chyba nie były tematy dla historyka południowoafrykańskiego. To są tematy dla Polaka. Orpen przedstawił przede wszystkim południowoafrykański punkt widzenia. Zresztą bardzo ciekawy i pomimo wymienionych "wpadek", zasługujący na uwagę. Wygląda na to, że Liberatory na różne sposoby do Warszawy powróciły.

Neil Orpen, Lotnicy '44. Na pomoc Warszawie, Świat Książki, Warszawa 2006, s. 192.
Piotr Rosik

Wyświetlony 2884 razy
Piotr Rosik

Najnowsze od Piotr Rosik

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.