wtorek, 29 czerwiec 2010 22:33

Kryzys późnej nowoczesności na Zachodzie

Napisane przez

Osoby, które mają głęboki i daleko sięgający wgląd w niepodlegającą demonizacji przeszłość, potrafią może najlepiej ocenić postępy antyutopii w dzisiejszym społeczeństwie. Właśnie w kontekście stosunku do przeszłości warto zastanowić się nad kilkoma aspektami życia wielu społeczeństw Zachodu w okresie tak zwanej późnej nowoczesności.

 

W dziedzinie informacji, media elektroniczne (szczególnie telewizja), a także różne rodzaje mediów drukowanych (w tym niemal wszystkie wielkonakładowe dzienniki, tygodniki oraz literatura popularna) tworzą niemal nieprzenikalną przestrzeń "rzeczywistości wirtualnej", w której nie ma w zasadzie miejsca na jakikolwiek pogląd wywodzący się sprzed mniej więcej roku 1965. Można odnieść wrażenie, że wszystko, co pochodzi sprzed epoki lat 60., jest przeznaczone na śmietnik historii.

Media elektroniczne, film i media drukowane stwarzają także coś, co bywa określane jako kultura karnawału (zogniskowana wokół przemocy, wulgarnego seksu, dreszczyku emocji i szczypty taniego sentymentalizmu). Wyrazicielem tej nowej kultury jest głównie Hollywood, muzyka rockowa i rap, sport, moda, "światy" sztuki i pornografii. To wszystko wypiera i prowadzi do atrofii autentycznej kultury wysokiej i dobrze pojętej kultury popularnej.
Tak zwana nowa ekonomia jest także napędzana w dużym stopniu przez media. Opiera się ona na sztucznie stymulowanej konsumpcji i towarowym fetyszyzmie. W tym samym czasie tania siła robocza z imigracji oraz zlecanie usług na zewnątrz w sektorze prywatnym uderzają w same podstawy świata pracy.
Strefa korporacyjnej racjonalności ekonomicznej i pełnej antynomii popkultury (opisanej częściowo przez Daniela Bella w The Cultural Contradictions of Capitalism) w pewien sposób zazębiają się i napędzają wzajemnie, niczym dwa krańce tego samego spektrum żywiące się kosztem osadzonego w podstawowych wartościach centrum. Jak napisał wybitny kanadyjski filozof George Parkin Grant: ...szefowie General Motors i wyznawcy profesora Marcusego płyną różnymi łodziami w dół tej samej rzeki.
Społeczeństwa Zachodu osiągnęły obecnie stadium, w którym życie rodzinne rozpada się i ponad połowa małżeństw kończy się rozwodem, kwitnie aborcja, a tradycyjny podział ról oraz utrzymanie ładu w rodzinie są przedmiotem nieustannego, fanatycznego ataku. Wobec załamania się rodziny stopa urodzeń spadła poniżej poziomu zastępowalności pokoleń, a pleniąca się "kultura śmierci" sprawia, że coraz mocniej starzejące się społeczeństwa Zachodu stają w obliczu zagrożenia ze strony bardziej witalnych narodów.
W sferze politycznej reżim menedżersko-terapeutyczny stara się narzucić swoje reedukacyjne, terapeutyczne projekty "opresyjnym" większościom, przy jednoczesnym hojnym obdarowywaniu "prześladowanych" mniejszości pieniędzmi i etatami. Także inne wyselekcjonowane grupy interesu są szczodrze zaopatrywane zarówno z publicznych, jak i prywatnych źródeł. Dzięki temu mogą propagować swoje rozliczne "sprawy" i domagać się "zmiany społecznej", zawsze w jednym, z góry określonym kierunku.
Ogromna i obca kulturowo imigracja (która głównie w przypadku USA dostarcza taniej i uległej siły roboczej dla wielkiego biznesu) także ułatwia rozszerzenie terapeutycznej roli państwa (jawi się ono w takiej sytuacji jako mediator w pełnym konfliktów społeczeństwie) i jest aktywnie promowana oraz popierana. Nowi imigranci mają także tendencje do oddawania swych głosów na partie, które w największym stopniu popierają reżim menedżersko-terapeutyczny. Dlatego nie podejmuje się obecnie jakiegokolwiek znaczącego wysiłku na rzecz kontroli granic, by zapobiec nielegalnej imigracji.
Ogromna większość sfery edukacji, od przedszkoli po uniwersytety, jest poddana ideologicznej hegemonii ekspertów i strategów w dziedzinie "terapii". Większość książek wydawanych przez oficyny akademickie z zakresu humanistyki i nauk społecznych jest nachalnie politpoprawna i podporządkowana duchowi dekonstrukcji.
Powyższe zjawiska zachodzą na scenie politycznej, której wyznacznikiem staje się legalizm, egzekwowany przez władzę sądowniczą (posuwający się do tego, co jego krytycy nazywają sądowniczą uzurpacją). Niecofający się przed niczym "postępowi" sędziowie piszą na nowo prawa, tak by pasowały do dogmatów "praw" i świadomie lekceważą historyczne oraz społeczne wielowiekowe doświadczenie. Ta tendencja rozszerza się na cały wymiar sprawiedliwości, sprawiając, że prawdziwe zbrodnie nie są skutecznie karane, a ich autorzy są przedstawiani często jako "ofiary społeczeństwa", którym należy się specjalna troska. W rezultacie takich tendencji spokojne i bezpieczne życie staje się coraz bardziej trudne do osiągnięcia. Dotyczy to szczególnie wielkich miast.
(?)
Mark Węgierski

Wyświetlony 4440 razy
Więcej w tej kategorii: « Rozum i wiara Bruksela locuta... »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.