sobota, 31 lipiec 2010 11:39

Śląsk w Krakowie

Napisał

Powstanie Wielkopolskie i III Powstanie Śląskie uważane są powszechnie za regionalne epizody związane z odzyskaniem niepodległości w 1918 roku. Tak uważa ogół tzw. opinii publicznej, tak uczy się w szkołach (a raczej nic się na ten temat nie mówi), tak uważa większość historyków i takie jest też w tej sprawie stanowisko wszystkich rządów powstałych po 1989 roku. Jako że rząd nie powinien mieszać się w sprawy historii, to wyjaśnię, że chodzi tu tylko i wyłącznie o udział jego przedstawicieli w uroczystościach, sesjach i w wojskowych tradycjach. Jest to tym bardziej zastanawiające, że te zapomniane były powstaniami zwycięskimi, a te co roku uroczyście obchodzone były klęskami militarnymi i politycznymi. Tradycja polskiej martyrologii nakazuje jednak czcić przegranych, ich podawać za wzór do naśladowania następnym pokoleniom. Aby nie wylewać przysłowiowego dziecka z kąpielą, trzeba powiedzieć, że gwoli prawdy powinniśmy pamiętać o wszystkich, którzy piórem, mieczem, a nawet krzyżem walczyli o niepodległość. Tyle że marginalizowanie wygranych batalii i wojen źle sprzyja edukacji młodzieży, obezwładnia pokolenia dorosłe i wypacza poglądy i cele polityków. W ten sposób w podświadomości utrwala się stereotyp, że nie warto, sprawa i tak jest przegrana, zresztą tak jak zawsze, lepiej zadbać tylko o własne sprawy, a te publiczne, no cóż, ktoś musi je reprezentować, ale tak naprawdę.... itp., itd. Krótko mówiąc, obecna wizja powstań sprzyja społecznej apatii.

Konferencja

Takie refleksje można poczynić, słuchając referatów konferencji pt. "Powstania śląskie na tle polskich powstań narodowych", która odbyła się w dniach 7-9 czerwca br. w auli gmachu Polskiej Akademii Umiejętności (PAU) w Krakowie. Wzięli w niej udział wybitni historycy Polski i Śląska, przybyli ze śląskiego, krakowskiego, warszawskiego i wrocławskiego ośrodka naukowego. Obradom przewodniczył pierwszy rektor Uniwersytetu Opolskiego prof. dr Franciszek Marek. Władze państwowe reprezentowali senatorzy RP Jadwiga Rudnicka (PiS, Gliwice) i Bolesław Korfanty (PiS, Sosnowiec), wzięli w niej udział także oficerowie sztabu II Korpusu WP stacjonującego w Krakowie. Organizatorami tej sesji popularno-naukowej były organizacje społeczne: Towarzystwo Obrony Zachodnich Kresów Polski, Wojewódzka Rada Kombatantów i Osób Represjonowanych, Muzeum Armii Krajowej i Memoriał gen. Marii Wittek. Trudno tu wymieniać autorów i streszczać dwadzieścia referatów, ale już w pierwszym dniu zarysowała się wyraźnie koncepcja uznania powstań śląskich jako narodowych, w których udział brali Polacy z wszystkich zaborów, a nie tylko Ślązacy. Powstania śląskie wspierali lwowiacy, warszawiacy, krakowiacy i Wielkopolanie. To, że miały one miejsce na Śląsku, nie wyłącza ich z ogólnopolskiego celu, udziału i znaczenia, podobnie, jak Powstanie Warszawskie jest wpisane w tradycję narodową, a nie samego Mazowsza czy tylko stolicy. Uwzględniając taką argumentację, proponowano zmianę nazwy tych powstań, jako Powstania na Śląsku. Oznacza to tylko miejsce powstania narodowego. W ten sposób zrywy te mogą stać się przynajmniej równorzędnymi wydarzeniami historycznymi i militarnymi z takimi, jak np. warszawskie, styczniowe, listopadowe i kościuszkowskie, które weszły na stałe do ogólnopolskiej tradycji patriotycznej, a także znalazły się w podręcznikach szkół wszystkich szczebli nauczania. Najciekawsze, że niemiecka historiografia w całości uważa powstania na Śląsku za polskie, na co wskazuje właśnie udział w nim wielu osób z całego kraju oraz ze względu na poparcie udzielane im przez rząd polski, choć oficjalnie było to tylko poparcie dyplomatyczne i polityczne.

Niemieckie zdziwienie
Narastające od połowy dziewiętnastego wieku budzenie się polskiej świadomości narodowej na Górnym Śląsku przyjmowane było wśród niemieckiej społeczności jako coś całkowicie niezrozumiałego, nielogicznego i nie mającego nic wspólnego z tradycjami ostatnich kilkuset lat. Miejscową ludność, co prawda pochodzenia polskiego, od dawna uważano za obywateli państwa niemieckiego, którzy zżyci z jego kulturą, tradycją polityczną nie mają ani możliwości, ani też ambicji i środków na oderwanie się od niemieckiego państwa. Do dnia dzisiejszego niemieckie gazety z tego okresu są najlepszymi źródłami dokumentującymi utrwalanie się polskości tych ziem. Pisano np. o pielgrzymkach Górnoślązaków do Krakowa: co mają wspólnego z Krakowem, z Adamem Mickiewiczem, u którego stóp pomnika składają kwiaty i recytują wiersze wieszcza, ci od dawien dawna mieszkańcy ziemi niemieckiej. Po co tam jeżdżą, czego chcą? Każdą tego rodzaju pielgrzymkę i inne polskie akcje w postaci wieców, publicznych dyskusji i spotkań Niemcy dokładnie relacjonowali w prasie stale w tym samym tonie dezaprobaty i zdziwienia. Dużo później przyjęli oni jedyną wytłumaczalną dla tej sytuacji tezę, że cały propolski ruch niepodległościowy na Górnym Śląsku inspirowany był z zewnątrz. Miało to wszystko być dziełem przekupstwa płynącego z Warszawy. Tak powstawała wzajemna niechęć, a nawet nienawiść do niepodległościowych dążeń Polaków zamieszkałych na Górnym Śląsku. Na Dolnym Śląsku, gdzie germanizacja była dużo bardziej skuteczna i nie było tu tak gwałtownych zmian w rozwoju przemysłu ciężkiego (górnictwo, hutnictwo) na przełomie XIX i XX wieku, nie odczuwano problemów narodowościowych. Ma to być jeden z dowodów na ingerencję z zewnątrz na Górnym Śląsku.

Międzynarodowa gra
Zwycięskim mocarstwom z czasów pierwszej wojny światowej było obojętne, komu zostanie przyznany Górny Śląsk. Początkowo całość tego terytorium miała otrzymać Polska, jako kraj wchodzący w skład zwycięskiej koalicji. Potem groźba Niemiec, że nie będą miały czym spłacić reparacji wojennych, spowodowała, że zmieniono pogląd i próbowano całość tego terytorium przyznać z kolei Niemcom. Sprzeciw polskiej delegacji spowodował, że w podpisanym traktacie pokojowym w Wersalu 28 czerwca 1919 roku zgodzono się na plebiscyt na terenach spornych. Plebiscyt ten do samego końca nie był pewny. Za Niemcami przemawiało prawo międzynarodowe, według którego sporne tereny nie były nabyte dla tego państwa drogą podbojów. Nie były też uzyskane w wyniku rozbiorów Polski, bo były już znacznie wcześniej we władaniu Czech, Austrii i Prus. Za Polską przemawiała natomiast ludność, która w kolejnych trzech powstaniach dawała wyraz swojej woli. Nadzorująca wykonanie traktatów wersalskich Rada Najwyższa była za przyznaniem tych ziem Niemcom stosunkiem głosów 2 : 1 (Anglia i Włochy za Niemcami, Francja za Polską). Stany Zjednoczone nie podpisały traktatu wersalskiego i nie brały udziału w nadzorze nad jego realizacją. W wyniku plebiscytu przeprowadzonego w dniu 20 marca 1921 roku za Polską opowiedziało się 40% głosujących, a za Niemcami 60%. Dało to powód do przyznania Polsce tylko powiatu pszczyńskiego i rybnickiego. Pomimo że wyniki głosowania analizowano według gmin, to były one na przemian tak rozrzucone, że o wytyczeniu na tej podstawie spornej granicy państwowej nie mogło być mowy. Wobec niemieckiego zwycięstwa w plebiscycie wydawało się, że na tej podstawie cały Górny Śląsk będzie im przyznany. Takie było też stanowisko Konferencji Ambasadorów w Paryżu i w kilka dni później miało ono stać się już nieodwołalną decyzją Rady Najwyższej premierów zwycięskich państw.
(?)
Adam Maksymowicz




 

 

 
Wyświetlony 3851 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.