sobota, 31 lipiec 2010 11:44

Suma obciążeń

Napisane przez

W czerwcowej "Opcji", pan Mateusz Machaj, w artykule "Gilowska, liniowy i inne patologie", zauważył, że sama liniowość podatku niczego nie zmienia, bowiem ważna jest jego wysokość. To przytomne spostrzeżenie, które jest dziś jakby spychane gdzieś na margines dyskusji o podatku liniowym, albo nawet pomijane. Przypomina się tu sytuacja, gdy rozważano kwestie prawa karnego i padały twierdzenia, że to nie kara (wysokość) jest ważna, ale jej nieuchronność.

 

Chciałbym jednak to spostrzeżenie autora rozszerzyć i dodać, że ważna jest nie tylko wysokość podatku, ale "suma obciążeń" nakładanych na obywateli. Rzecz bowiem nie tylko w podatku liczonym wprost ? tym, który przesyłamy na konta urzędów skarbowych czy ZUS-u. Są jeszcze inne obciążenia, które nie są podatkami, a mają swoją wagę, są kosztowne i uciążliwe. Jest to przede wszystkim sposób poboru podatków, choć są także obciążenia leżące w nieco innej sferze. Z takich wymienię choćby przymus przynależności wielu firm do izb branżowych, co zwykle wiąże się ze składkami, a nawet przymusem odbywania stosownych "szkoleń" ? oczywiście odpłatnych, pod groźbą utraty prawa do wykonywania zawodu. Nie staję tu w opozycji do stwierdzenia, że ważna jest "wysokość podatków", bo to się rozumie samo przez się, ale...
Wśród kosztów ściągania podatków podaje się liczbę urzędników zaangażowanych w tę pracę. Jednak jest to tylko koszt ściągnięcia podatków, który leży po stronie państwa. Są jeszcze koszty ściągania podatków leżące po stronie podatnika. Te koszty nie są podatkiem, ale są "obciążeniem", które podatnik ponosi. Oprócz urzędników, na rzecz ściągania podatków, pracuje jeszcze rzesza kilkudziesięciu tysięcy osób, zatrudnionych w rozmaitych biurach podatkowych. Trzeba dodać, że praca tych ludzi bierze się nie z jakiejś szczególnej potrzeby rynku, ale jest wynikiem wprowadzenia takiego, a nie innego sposobu obliczania podatków i koniecznością prowadzenia w tym celu szczegółowych zapisów. Do tego należy dodać księgowych zatrudnionych bezpośrednio w firmach. Oczywiście, część tych osób wykonuje pracę, której wartość jest niejako obiektywna, bo przedsiębiorca, żeby podejmować trafne decyzje, potrzebuje mieć przegląd finansów firmy, a ktoś takich informacji musi mu dostarczać. Oczywiście, dotyczy to firm działających już na większą skalę, bo drobny sklepikarz czy producent orientuje się swoich finansach osobiście. Zatem większość energii księgowych poświęcona jest obsłudze urzędów skarbowych i fiskalizmowi. Ludzie ci nie wytwarzają jakiegokolwiek rzeczywistego produktu czy usługi, a ich działalność należałoby ujmować po stronie nawet nie kosztów, ale wręcz strat.
Przynajmniej kilku polityków, łącznie z Leszkiem Balcerowiczem, w czasie kampanii wyborczych prezentowało przed kamerami, jak mógłby wyglądać PIT. Przedstawiano wtedy kartkę formatu A-4, przekonując, że jak się wprowadzi ich śmiałe reformy, to PIT przybierze taką właśnie skromną formę. Zapomniano przy tym dodać, że to już było. W połowie lat dziewięćdziesiątych wprowadzono dość szeroko możliwość rozliczania się z fiskusem w formie ryczałtowej. Ówczesny PIT miał objętość dwóch stron formatu A-4 i był składany przez podatnika dwa razy w roku. W zależności od prowadzonej działalności stawki podatków wynosiły od trzech do, bodaj, sześciu procent od kwoty przychodu. Przy czym podatnik nie mógł sobie niczego odliczyć jako kosztu uzyskania przychodu.
(?)
Grzegorz Matusiak
Wyświetlony 3407 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.