sobota, 31 lipiec 2010 11:58

Sukcesy i zaniechania

Napisał

Po kilku miesiącach funkcjonowania paktu stabilizacyjnego, a następnie koalicji rządowej PiS-LPR-Samoobrona, można dokonać zarówno wstępnej oceny działań rządu, jak również z grubsza przewidzieć, jak owo rządzenie będzie wyglądało w przyszłości (oczywiście o ile chwiejny układ przetrwa).

 

W tej sytuacji należałoby przede wszystkim zachować dystans wobec komentarzy prasowych czy telewizyjnych, gdyż medialny obraz tego, co rząd zrobił i zrobić planuje, jest w dużej mierze fałszywy, z dwóch powodów. Po pierwsze, media sympatyzujące z "liberalną lewicą", a więc towarzysko związane ze środowiskiem byłej UW i PO, programowo odmalowują rzeczywistość w czarnych barwach. Wszystko jest nie tak, jak być powinno, program rządu jest zły, każde posunięcie chybione, a ludzie władzy butni i głusi na apele autorytetów. Potępianie wszelkich posunięć rządu i usilne szukanie dziury w całym ma swój wymiar komiczny, nietrudno bowiem dostrzec, że gdyby niektóre z obecnych działań realizowane były w ramach innej konstelacji władzy, zamiast głosów krytyki słyszelibyśmy pochwały. Gdyby prezydent Tusk forsował likwidację WSI, a premier Rokita i minister sprawiedliwości Komorowski wprowadzali sądy 24-godzinne, gdyby minister finansów Gronkiewicz-Waltz proponowała wielce umiarkowaną reformę podatków, a minister edukacji Schetyna proponował kontrolę Internetu w szkołach ? wszyscy biliby brawo. A że zamiast "naszych" są "oni", nie ma zmiłuj się ? niezależność dziennikarska, nie oszukujmy się, ma bardzo ograniczony charakter, wyznaczony pryncypiami czysto pragmatycznymi. Potwierdza to po raz kolejny tezę, że w polskiej polityce nie tyle programy się liczą, co osoby i czysto personalne sympatie bądź antypatie, a przy okazji wystawia niezłe świadectwo sporej części dziennikarzy, którzy wieszcząc nadejście totalitarnego piekła są równie wiarygodni jak dziennikarze PRL-u zapowiadający rychłe nadejście socjalistycznego raju. Jednak fałszywy obraz rzeczywistości wynika, po drugie, także z postawy mediów przychylnych obecnej władzy. Być może, z tego względu, że są w zdecydowanej mniejszości, bardzo często starają się wybielać oczywiste błędy popełniane przez rząd i niczego nie krytykować, na zasadzie "dajmy im szansę i skoro wszyscy ich atakują, to siedźmy cicho". Taka postawa ? z punktu widzenia dziennikarskiej rzetelności ? jest równie szkodliwa, jak pozbawiony przesłanek atak. Utwierdza bowiem polityków w przekonaniu, że nawet głupoty i błędy są wybaczalne, gdyż w ogólnym rozrachunku, być może, wszystko wyjdzie na plus. Otóż nie są wybaczalne i zwłaszcza dzisiejszej władzy należy o tym przypominać, gdyż ustawiając dość wysoko poprzeczkę i proponując nową jakość rządzenia, wzięła na siebie pewną odpowiedzialność. Gdybyśmy potrzebowali kolejnych administratorów folwarku, moglibyśmy spokojnie głosować na SLD, natomiast prawdziwa naprawa państwa wymaga nie tylko sensownych decyzji, ale również decyzji niepopularnych.

Walka z patologiami
Bez wątpienia rząd ma na swoim koncie kilka sukcesów. Przede wszystkim należy tu wskazać na likwidację WSI (miejmy nadzieję, że udaną, wszystko rozstrzygnie się jesienią). Rozbicie instytucji głęboko powiązanej zarówno ze wschodnim wywiadem, jak i z pospolitą mafią może zostać uznane jako pierwszy krok w niełatwym procesie oczyszczania państwa. Przykład Włoch pokazuje, że proces ów może trwać bardzo długo i nigdy nie zakończyć się pełnym sukcesem, jednak w tym wypadku liczy się każde działanie ? a nawet sama chęć działania. Za sukces można również uznać wykrycie afery w ministerstwie finansów, choć należy podejrzewać, że ta nagłośniona sprawa jest tylko jedną z wielu, które rozkwitły pod rządami SLD i AWS i którym należałoby się przyjrzeć. Na razie pozostaje czekać na kolejne nazwiska, kolejne aresztowania, które, jeśli będzie taka konieczność, nie ominą również środowisk związanych z obecną władzą. Sukcesem są także działania ministra Ziobry na rzecz reformy systemu karnego, cieszące się przy tym sporą popularnością. Zresztą to akurat nie dziwi, gdyż polski wymiar sprawiedliwości jest instytucją tak chorą, że każde zdroworozsądkowe choćby działanie, zmierzając do jego naprawy wywołuje sympatię zwykłego człowieka (a z drugiej strony obronną reakcję prawniczych korporacji, dla których obecny stan rzeczy jest czymś idealnym). Równie istotne, choć mniej spektakularne, są reformy wprowadzane przez ministra Dorna, co zresztą pokazuje, że PiS przygotował się do rządzenia w tzw. resortach siłowych i konsekwentnie realizuje swój wyborczy program, równocześnie, niestety, zaniedbując pozostałe dziedziny. W tych ostatnich wskazałbym na jeden, może niezbyt wielki sukces, a mianowicie obsadzenie w roli ministra edukacji Romana Giertycha. Pomimo wielu jego niefortunnych wypowiedzi, wydaje się, iż rzeczywiście przejął się swoją rolą i pragmatycznie zaczął się "cywilizować" na użytek mediów. Te działania mają charakter wyraźnie marketingowy ? chodzi bowiem o "kupienie" publiczności ? jednak przy okazji Giertych zaproponował kilka sensownych rozwiązań, których nie miał odwagi wprowadzić nikt przez lata. Gdyby jeszcze potrafił w miarę sprawnie przeciwstawić się, forsowanym m.in. przez UE, szkodliwym rozwiązaniom w sferze edukacji, być może, byłaby jeszcze jakaś szansa na naprawę polskiej szkoły, której poziom nauczania ? podobnie zresztą jak większości szkół europejskich ? systematycznie spada.

Utrwalanie patologii
Sukcesy więc są, niewątpliwie jednak na tle całej polityki rządu nie wyglądają one zachęcająco. Mamy bowiem przede wszystkim do czynienia z leczeniem objawów, a nie źródeł choroby. Rzecz jasna, reformy w resortach siłowych ? w tym likwidacja WSI ? są próbą likwidacji właśnie źródeł, jednakże, po pierwsze, mają one bardzo ograniczony charakter, po drugie zaś, opierają się na dość dyskusyjnej diagnozie, forsowanej przede wszystkim przez Jarosława Kaczyńskiego, w myśl której za całe zło odpowiadają służby, a zatem ich kontrola wystarczy do naprawy państwa. Niestety, przykłady innych krajów pokazują, że samo przejęcie tych służb nie musi automatycznie prowadzić do zaniku patologii. Dlatego też wątpliwym sukcesem jest tak zachwalane przez PiS powołanie CBŚ. Oczywiście, nie można zaprzeczyć, że może ono pomóc w wykryciu pewnych afer, jednak rozbudowywanie aparatu urzędniczego w celu zapobieżenia korupcji nieco przypomina leczenie dżumy malarią. CBŚ jest w stanie uśmierzyć niektóre objawy, nie zlikwiduje jednak źródeł korupcji, ta zaś wynika właśnie z nadmiaru urzędniczej władzy. Spójrzmy na aferę w ministerstwie finansów: zlikwidowano skutki, aresztowano parę osób, jednak źródło korupcji, a więc możliwość uznaniowego anulowania przez urzędnika zadłużeń podatników, została nienaruszona. Podobnie nikt nawet nie mówi o likwidacji rozległego systemu koncesji, oczywistego źródła korupcji.
Być może więc nadal co jakiś czas będziemy słyszeć o sukcesie w postaci zatrzymania grupy skorumpowanych urzędników, jednak raczej nie należy spodziewać się jakichś poważniejszych reform likwidujących same podstawy do korumpowania. Wydaje się, że również ta sytuacja ma źródła w wybitnie etatystycznej wizji państwa, jaką forsuje prezes PiS i która wydaje się cieszyć również pełnym poparciem prezydenta, biorąc pod uwagę jego ciepłe wypowiedzi o "europejskim państwie opiekuńczym". Jest to, być może, wizja kusząca i atrakcyjna z punktu widzenia ideologii "solidaryzmu społecznego", jednak, jak pokazuje historia, próba jej realizacji przynosi często efekty odwrotne od zamierzonych. Trzeba zatem uważać. Próba stworzenia "silnego państwa" może pośrednio przyczynić się do jego erozji.
Wiąże się to z pewnym zamieszaniem pojęciowym występującym w dyskusjach "liberałów" z "antyliberałami" i dotyczącym tego, czym właściwie jest państwo silne bądź ograniczone. Jakiś czas temu Francis Fukuyama pokazał, że zwykle miesza się tu ze sobą kilka rzeczy. Z jednej strony, kiedy liberałowie domagają się państwa minimum, państwa o ograniczonym zakresie, automatycznie dążą do jego osłabienia, stąd też ich przeciwnicy mogą zarzucać im, że owo państwo minimum jest w istocie państwem niewydolnym i podatnym na patologie. Z drugiej strony, zwolennicy państwa silnego opacznie rozumieją siłę tę jako zakres władzy sprawowanej przez urzędników państwowych, twierdząc, że im władza ta rozleglejsza, tym, silniejsze jest państwo, co nieuchronnie sprowadza na nich ataki liberałów. Mamy więc tu do czynienia z całkowicie błędną alternatywą, w myśl której jeśli chcemy państwa minimum, musi być ono słabe, jeśli zaś chcemy państwa silnego, musi mieć ono rozbudowaną biurokrację kontrolującą wszelkie możliwe sfery życia. Otóż błąd polega na tym, że myli się zakres władzy państwa z możliwością egzekwowania przez nie owej władzy. Państwo o ograniczonym zakresie nie musi być państwem słabym, jeśli potrafi sprawnie rządzić: widać to na przykładzie USA czy Wielkiej Brytanii. Ilość przepisów, regulacji i urzędników nie przekłada się na siłę. Przeciwnie, można pokazać, że właśnie państwo o rozległych kompetencjach nieuchronnie będzie państwem słabym ? jak carska Rosja czy współczesna Francja ? gdyż w miarę rozrostu kompetencji zmniejsza się zdolność egzekucji władzy. Niestety, wizja państwa proponowana przez PiS wyraźnie opiera się na przekonaniu, że państwo "liberalne" musi być państwem słabym, gdyż o jego sile stanowi zakres władzy. Jeśli ta dziewiętnastowieczna i w gruncie rzeczy Bismarckowska wizja dalej będzie ciążyć nad programem rządu, trudno spodziewać się czegoś więcej, niż łagodzenia objawów systemowej choroby. Do tego, być może, dojdą jakieś kosmetyczne zmiany w funkcjonowaniu administracji państwowej, jednak na gruntowną reformę i np. likwidację zbędnych okołorządowych agencji nie ma co liczyć, zwłaszcza że nowa władza zdążyła już delegować tam ? w ramach nagród ? swoich polityków (np. do Agencji Rynku Rolnego). Podobnie sprawa wygląda z obsadzaniem zarządów spółek skarbu państwa, co z pewnością spowolni bądź w ogóle zatrzyma ich prywatyzację (zresztą PiS wyraźnie przywiązany jest do pomysłu pozostawienia sporej ilości przedsiębiorstw w rękach państwa).
(?)
Damian Leszczyński
Wyświetlony 5269 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.