sobota, 31 lipiec 2010 13:12

Walka o tożsamość

Napisane przez

Naród jest prawdziwie wolny, gdy może kształtować się jako wspólnota określona przez jedność kultury, języka i historii. Państwo jest istotnie suwerenne, jeśli pozwala Narodowi realizować właściwą mu podmiotowość; właściwą mu tożsamość.
Jan Paweł II
11 czerwca 1983 r. na Jasnej Górze

 

Zaburzenia tożsamości są chorobą z początku łagodną. Prawdę mówiąc, przez długi czas trudno je w ogóle uznać za chorobę. Cóż to komu bowiem przeszkadza, że nie wiesz, kim jesteś, skoro spełniasz swoje społeczne i rodzinne obowiązki?
Jednak stopniowo uczucie obcości powiększa się ? i przemienia w poczucie absurdu. Pewnego dnia człowiek wychodzi po papierosy... i znika.
Tożsamość może też zniknąć gwałtownie, w drodze amnezji pourazowej; zdarza się, że pacjent zaczyna wtedy życie od nowa.
Czy takie rzeczy mogą zdarzyć się z całymi społecznościami?
Przypadek Republiki Federalnej Niemiec ? przynajmniej z lat 1949-1969 ? zdaje się wskazywać, że tak. To dwudziestolecie sztucznego "niemowlęctwa" sprawiło, że RFN stała się wzorowym przykładem demokracji i przestrzegania praw człowieka. Kiedy Niemcy zyskali poczucie ekonomicznego bezpieczeństwa, nabrali odwagi, by spojrzeć w przeszłość. Borykają się z nią moralnie do dzisiaj, ale co do zbrodniczości III Rzeszy panuje consensus wśród szerokiej opinii publicznej.
Paradoksalnie, coś podobnego zaszło wśród grupy etnicznej, która była główną niemiecką ofiarą, to znaczy wśród Żydów. Jedną z głównych sił napędowych syjonizmu było pragnienie stworzenia nowego wizerunku Żyda. Odejść w zapomnienie miał obraz Żyda-handlarza albo protegowanego władców czy arystokratów. Zamiast tego osiedleńcy żydowscy wykreowali autowizerunek dzielnego żołnierza-kolonisty; sabry. Dlatego w Izraelu uznano początkowo, że zagłada jest tematem wstydliwym, nieledwie haniebnym ? albowiem owe rzesze mordowane jak zwierzęta, bez (niemożliwego, co prawda) oporu, kompromitować miały image nieustraszonych Hebrajczyków. Dopiero po olśniewającym zwycięstwie w wojnie sześciodniowej, warstwa opiniotwórcza Izraela nabrała dostatecznej pewności siebie, by przyznać się do pokrewieństwa z ofiarami ludobójstwa sprzed 22 lat.
W 21 numerze podziemnej "Krytyki" Bronisław Baczko pisał:
Jednym z celów "Solidarności" było odzyskanie przestrzeni symbolicznej, w szczególności zaś prawa do przeszłości...
W tamtych czasach mówiliśmy przede wszystkim o prawie do prawdy: to było hasło kultury niezależnej. Warto przypomnieć jednak, że greckie słowo oznaczające prawdę to alětheia; nie jest przeciwieństwem fałszu, lecz właśnie niepamięci: lěthě. Prawda jest opozycją zapomnienia; Leta to rzeka, po przekroczeniu której zmarły tracił pamięć.
To właśnie, jak sądzę, był impuls dla Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, gdy pisał w 1985 r.: Ostateczna walka rozegra się między złodziejami pamięci i okradanymi z niej narodami, społeczeństwami, jednostkami.
Historycy przekonują nas o sztuczności tożsamości narodowej. Nikt już poza mediewistami nie pamięta o wielkich królestwach Neustrii i Austrazji; niewiele też osób wie, że Francja i państwa niemieckie przez ponad sto lat bały się niegdyś potężnego Księstwa Burgundii. Przez prawie dwieście lat istniało pojęcie Prus (i pruskiej dyscypliny) ? rzucając cień na resztę kontynentu. Całą epokę Renesansu naznaczyły nieustające wojny między miastami-państwami włoskimi, których obywatelom można zarzucić wiele, ale nie brak patriotyzmu.
Państwa przemijają. Ale narody?...
Kiedy niemiecka dynastia lotaryńska na mocy układu z Francją opuszczała Lotaryngię, Lotaryńczycy ? jak opowiadają świadkowie ? tłumnie lamentowali nad losem kraju, oddanego w jarzmo francuskie. Było to w 1736 roku, kiedy regentka z rodu Habsburgów opuszczała stolicę: nie sposób opisać szlochów i (...) wszelkich objawów rozpaczy, jakie przejawił lud na widok tego, co uznał za ostatnie tchnienie Ojczyzny1. Jako grabarz "swobód lotaryńskich" wystąpił król Stanisław Leszczyński... (Sama prowincja zostanie 150 lat później odebrana przez Bismarcka ? co z kolei rozpali nacjonalizm francuski i stanie się zarzewiem katastrofy znanej jako I wojna światowa. I ? ostatecznie ? końca Francji jako mocarstwa2).
A przecież idea "samostanowienia narodów" pozostaje do dzisiaj głównym fundamentem porządku międzynarodowego ? a ci, którzy ją łamią w praktyce, nigdy nie mówią tego otwarcie.
Przynajmniej do tej pory. Berlińskie przemówienie Joschki Fischera z 2000 r. otworzyło nowy rozdział: drogę do tworu, który zdaje się nawiązywać ? jako owe "twarde jądro", jak nazwał je minister ? do cesarstwa Karola Wielkiego. Oznacza to w istocie początek drogi, na końcu której jest kres państw narodowych.
Arnold Toynbee opisał w 10 tomach 17 cywilizacji, które jego zdaniem zaistniały w dziejach ludzkości. 16 z nich zginęło lub ? jak chińska ? zastygło w rozwoju. Jedyną, jaka przetrwała, by nadal się rozwijać, była cywilizacja Zachodu.
Czy dzisiaj podtrzymałby tę tezę? Czy, przede wszystkim, uznałby, że istnieje nadal coś takiego jak cywilizacja zachodnia? Dla historyka z Oxfordu bowiem zasadniczą konstytuantą była wiara chrześcijańska. Od co najmniej dwóch dekad jednocząca się gospodarczo Europa zdaje się jednak zaprzeczać temu przekonaniu. Jej twórcy odżegnują się od chrześcijaństwa ? a nawet, jeśli rozciągnąć tę niechęć na jego korzenie, od judeochrześcijaństwa, zwłaszcza w kontekście walki Arabów z Izraelem.
W Europie mamy, oczywiście, ciągle do czynienia z różnymi głosami; wcale nie jest pewne, czy rzeczywiście entuzjaści odtworzenia cesarstwa Karola Wielkiego zdobędą większość. Ale gdy czyta się publicystów i felietonistów amerykańskich, co chwila można się natknąć na "Europejczyków": zawsze utożsamianych z Niemcami, Francuzami i Hiszpanami.
Dla konserwatystów amerykańskich przeciwstawienie Europy Ameryce jest dziś naturalne także dlatego, że pomaga im samookreślić się wobec liberałów. Ale zauważmy, że owa "Europa" pierwsza zaczęła budować swoją nową (i wciąż wątpliwą) tożsamość na bazie przeciwieństwa do republikańskich Stanów Zjednoczonych.
Co wynika z tego dla Polski, wiadomo dobrze ? i od niedawna także publicyści establishmentu zaczęli to mówić bardziej otwarcie. Twierdzą oni (na razie jeszcze w półsłówkach), że ponieważ sojusz z USA musiałby być "egzotyczny", skazani jesteśmy na uległość wobec Berlina i Paryża. A że winien to być cel zasadniczy, musimy też godzić się na wszelkie upokorzenia ze strony Moskwy, bowiem tak się składa, że Rosja jest obecnie przyjacielem Francji i RFN.
Kiedy czytam i słyszę te wywody, zadaję sobie pytanie: czy naród polski jeszcze istnieje?
Po 15 latach rzekomej wolności, społeczeństwo nie było w stanie wyłonić z siebie elity, która chciałaby bronić suwerenności ? za którą Polska zapłaciła cenę, jakiej nie zapłacił żaden inny naród, oprócz żydowskiego i ormiańskiego. Miliony zabitych, zamęczonych, zagłodzonych i zepchniętych w PRL na poziom czystej wegetacji... ten cały nieogarniony ciężar cierpienia i poświęcenia dla tych telewizyjnych i prasowych "mędrców" nie ma znaczenia.
Zostawiam w tym momencie na boku tych polityków, intelektualistów i publicystów, którzy nigdy nie mieli żadnych przekonań i uznali po prostu, że dziś wieje wiatr europejski. Nie chcę też, jak czynią to niektórzy patrioci, uznać "euroentuzjazmu" po prostu za jeszcze jedną zdradę narodową. Albowiem trudno zdradzać coś, czego istnienie się neguje. Kosmopolita nie ma czego zdradzać; pod warunkiem, że ma odwagę otwartej prezentacji swego stanowiska.
Staram się zrozumieć ludzi, którzy szczerze ? znam takich ? wierzą, że Polakom i Europejczykom będzie lepiej w Państwie Europa. I którzy ów brak przywiązania do własnego państwa w obecnej warstwie rządzącej rozpatrują albo jak constans, albo jak świadectwo, że naród polski przeżywa tak głęboki kryzys tożsamości, że nie ma widoków, by z niego się wydostał; sami uznając się za zupełnie bezradnych.
Chciałbym jednak pojąć, jak znaleźliśmy się w tej sytuacji.
Samotność jest tym, co dla większości ludzi odbiera sens życiu. Poczucie wspólnoty pomaga uporać się z przeciwnościami losu w najróżniejszych sferach. W czasie piętnastu miesięcy pierwszej "Solidarności" drastycznie spadło spożycie alkoholu i znacząco obniżył się wskaźnik rozwodów, a w szpitalach zanotowano skokowy spadek prób samobójczych. Działo się zaś to wszystko w warunkach sztucznie wywołanego przez władze braku wszelkich towarów na rynku, łącznie z żywnościowymi.
____________
1 Gilles Perrault, Sekret królewski.
2 Przykład najbardziej znany to rola najpotężniejszego przez prawie 500 lat kraju w Europie, czyli Francji; jednak historycy konserwatywni wskazywali po wielekroć, że jej klęski wojskowe zaczęły się wraz z rozkładem obyczajów za czasów rozpustnego i skorumpowanego II Cesarstwa.
(?)
Piotr Skórzynski
Wyświetlony 3242 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.