sobota, 31 lipiec 2010 13:36

Gilowska, liniowy i inne patologie

Napisał

Minister Zyta Gilowska wyszła niedawno z propozycją, która powinna ucieszyć terrorystów od podatku liniowego. Najpierw jednak przydałoby się przypomnieć, czym jest "terror podatku liniowego".

 

Zwolennik klasycznego liberalizmu gospodarczego, a więc zwolennik wprowadzenia wolnego rynku, opowiada się za jak największym obszarem własności prywatnej. Obejmuje to również możliwość dysponowania nie tylko majątkiem trwałym, lecz również swobodę dysponowania zasobami pieniężnymi. Do takich zaliczają się dochody osiągane na rynku. Podatek natomiast jest ograniczeniem własności, szczególnie ograniczeniem prawa własności do osiąganych dochodów.

Jak klasyczni liberałowie podchodzili do problematyki podatków? Zasada była dosyć prosta i świetnie wyraził ją Jean Baptiste Say: im niższe podatki, tym lepiej. Nie było żadnego mówienia o dochodowych, przychodowych, kwotowych, liniowych, akcyzowych, wartościododanowych, psowych, obrotowych, półobrotowych itd. Zasada była niezwykle prosta i spójna z wolnorynkową teorią interwencjonizmu ? im mniejszy interwencjonizm, tym lepiej. Zastosowanie tej ogólnej zasady do szczególnego jego przypadku, opodatkowania, oznaczało proste rozumowanie: im niższy podatek, tym lepiej.
Niestety te klasyczne dywagacje w dobie demokratycznej epoki zginęły gdzieś po to, aby je zastąpić jakimiś innymi propozycjami. I tak dzisiaj słyszymy o tym, jaki to, na przykład, korzystny jest "podatek liniowy". Tak zwani liberałowie i socjaliści obrzucają się nawzajem błotem, gdy idzie o "liniowość" podatku. Liniowy jest dobry dla gospodarki, liniowy sprzyja inwestycjom, liniowy jest niedobry, nieuczciwy etc. Mało kto dostrzega, że jest to rozumowanie błędne. Sama liniowość podatku niczego nie zmienia, bowiem ważna jest jego wy-so-kość (Read my lips). Wysokość.
I tak na przykład niektórzy "liberałowie" zachwycali się propozycjami podatku liniowego, przypomnijmy chociażby zasadę "trzy razy piętnaście" PO. Zgodnie z nią, część społeczeństwa doświadczyłaby wyższego poziomu opodatkowania. Z jednej strony poprzez wyższe opodatkowanie osobiste ? pozbawiono by biednej części społeczeństwa kwoty wolnej od opodatkowania. Z drugiej strony z kolei, co istotniejsze, wywindowano by wyższe stawki VAT na produkty, które są zakupywane przez biedniejszą część społeczeństwa. A wszystko, oczywiście, w imię "liniowości" podatku. Być może, dla kogoś forma "liniowości" jest ważna. Nie jest to jednak wyznacznik wolnorynkowości.
Wracając do początku, z terrorem podatku liniowego mamy do czynienia w sytuacji, gdy ktoś lansuje na siłę proporcjonalność opodatkowania, bez powiązania go z jego wysokością, przy jednoczesnym upieraniu się, że taki podatek jest sprawiedliwy bądź też gospodarczo korzystny. Terroryści od podatku liniowego, często mylnie mieniący się "liberałami", mówią o konieczności wprowadzenia jednej stawki. Po co? A, żeby było "łatwiej", "przejrzyściej" i żeby skończyć z "patologicznym" systemem ulg i możliwościami odliczeń. Fakt faktem ? możliwość zmniejszania opodatkowania przez różnego rodzaju odliczenia, być może, jest "patologią", lecz dla kogoś, kto chętnie daje zielone światło zabieraniu pieniędzy obywatelom. Na pewno nie dla miłośnika wolności.
Dlaczego mamy odgrzewać stare kotlety i wracać ponownie do tej kwestii, którą już jakiś czas temu poruszaliśmy na łamach "Opcji"? Głównie dlatego, że Minister Gilowska wyszła niedawno z propozycją, która zbliża nas do podatku liniowego.
Dzisiaj twórcy i pracownicy naukowi są w relatywnie uprzywilejowanej pozycji. Otóż przy obecnym systemie podatkowym ich koszty uzyskania przychodu wynoszą 50%. Cóż to oznacza? Oznacza to, że podatek dochodowy zaczynają naliczać od połowy zarobionej przez siebie sumy. Jeśli na przykład zarabiają 1000 złotych, to przy stawce 19% płaciliby 190 złotych podatku. Jednakże istnieje dla nich instytucja "kosztów uzyskania przychodu" w wysokości 50%. Oznacza to, że podatek 19% zostanie naliczony nie od 1000 złotych, lecz od połowy tej sumy. I tak zamiast płacić 190 złotych podatku mogą zapłacić dwa razy mniej, czyli 95 złotych.
Ot, właśnie "patologia", o której niedawno mówiła nam szanowna pani minister. "Patologia", która powinna szczególnie drażnić zwolenników podatku liniowego, bowiem jest to paskudna "ulga", skandaliczne "odliczenie", fatalne "komplikowanie" systemu podatkowego. A przecież "podatek liniowy jest najlepszym rozwiązaniem". Niezbędna do jego wprowadzenia jest właśnie walka z takimi "patologiami". I tak Polska będzie rosła radośnie w fiskalną siłę, gdy się tę możliwość odliczania zlikwiduje. Trzeba załatać "dziury" w systemie podatkowym i wszystkie ulgi. Chcesz uchować połowę sumy od opodatkowania? Mowy nie ma. Ciach i nic nie umknie liniowej gilotynie.
Takie jest właśnie rozumowanie "terrorysty podatku liniowego", do grona których moglibyśmy zaliczyć panią minister. A po co wprowadzać jakieś dodatkowe 50% odliczania czegoś tam? Czyż nie prościej będzie, jeśli dowali się prosto, tradycyjnie, łatwo i jasno jedną stawkę na całość sumy? Po co komplikować wyliczenie, wprowadzając dodatkowe równanie? Po co nam takie patologie? Po co nam ulgi? Po co nam niższe podatki? Ein Volk, ein Reich, eine Steuer!
Po wprowadzeniu tego rozwiązania zwolennicy liniowości mogą otwierać szampany. Będzie to jednak przykra wiadomość dla zwolenników wolnego rynku. Nie widzę, jak zwolennicy podatku liniowego mogą się sprzeciwiać (na gruncie swoich zasad promowania "jednolitego opodatkowania") niedawnej propozycji premier Gilowskiej.
Mateusz Machaj

Wyświetlony 3679 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.