sobota, 31 lipiec 2010 15:11

Bony - co poszło źle?

Napisane przez

Tekst Murraya Rothbarda o bonach oświatowych można uznać za głos polemiczny z artykułem Tomasza Tokarza pt. Bony - leseferystyczny pomysł na edukację, który ukazał się w ostatniej "Opcji na prawo". Rothbard podchodzi do sprawy jak zwykle mocno wolnorynkowo, podkreślając wcale nie leseferystyczne aspekty idei bonów edukacyjnych - jakże często niedostrzegane przez ich zwolenników.

Kalifornijska uchwała 174 do dziś pozostaje najbardziej ambitnym programem wprowadzenia bonów edukacyjnych. Ze znacznym wyprzedzeniem, starannie opracowywanej reformie przewodził weteran takich kampanii, pomagała ogólnokrajowa agitacja konserwatystów i wolnościowców, a wypróbowano ją w stanie, w którym zdaniem wszystkich stron system publicznej edukacji poniósł sromotną porażkę. Jednak mimo to 2 listopada uchwała została odrzucona w głosowaniu, przegrywając w każdym hrabstwie, oddalona 70% głosów.

Co poszło źle? Pomysłodawcy winę próbowali znaleźć w przewadze finansowej przeciwników, wspomaganych przez związki zawodowe nauczycieli. Ale wrogość nauczycieli ze szkół państwowych była nie do uniknięcia i była z góry wliczona w koszta. Poza tym, w 1978 roku przeciw uchwale nr 13, obniżającej w Kalifornii podatki, establishment i związki wydały o wiele więcej pieniędzy niż przeciw planowi wprowadzenia bonów, a jednak ta wygrała w wyborach więcej niż stosunkiem dwa do jednego. Tutaj brak pieniędzy wyrażał wręcz brak poparcia.
Obrońcy bonów edukacyjnych, jak ruch feministyczny, który starał się przepchnąć ERA (ang. Equal Rights Amendment, poprawka do konstytucji o równouprawnieniu ? przyp. tłum.), przyjęli przegraną z oburzeniem, zaprzysięgając się, że swoje próby powtarzać będą do skutku. Lecz środowiska feministyczne, mimo początkowych protestów, potraktowały swój projekt jak zgniłe jajko, wyrzucając go do kosza, przekonawszy się tylko, że nie mogą wygrać. Być może, siły stojące za bonami edukacyjnymi podobnie spojrzą prawdzie w oczy i przemyślą raz jeszcze cały swój program ? i można jedynie mieć nadzieję, że nie pominą wyborców, starając się narzucić reformę za pomocą papierka władzy wykonawczej czy sądowniczej. Problem bowiem leży w samym zamyśle bonów edukacyjnych.
Jego stronnicy wyszli od spostrzeżenia, że coś poszło w zdecydowanie złą stronę w systemie publicznej edukacji. Po pierwsze, co cechuje wszelką działalność państwową: jego siłą napędową nie jest wolny rynek, a przemoc, będzie zatem bardzo nieefektywny. Na wolnym rynku brak efektywności nie pozwala zdać testu zysków i strat, wymuszając cięcia, podczas gdy brak skuteczności rządu doprowadzi jedynie do jeszcze większej niegospodarności. System podatkowy oraz lobbing zainteresowanych grup wpływu powoduje, że system rośnie jak ciasto na drożdżach, a raczej jak nowotwór pochłaniający społeczeństwo.
Kolejnym poważnym problemem szkół publicznych jest to, że, inaczej niż w przypadku wodociągów czy transportu, szkoły wypełniają niezwykle istotne zadanie, jakim jest nauka młodzieży ? a państwowe szkolnictwo z natury opowiada się za etatyzmem i wszczepianiem posłuszeństwa wobec administracji i modnych celów politycznych.
Konserwatyści oraz wolnościowcy, którzy wpadli na pomysł bonów edukacyjnych, widzieli te wyraźne wady. Jednakże przez skłonność do szybkich rozwiązań, pominęli wiele równie istotnych kwestii.
W systemie państwowej edukacji mamy bowiem do czynienia z innymi jeszcze defektami: po pierwsze, to program socjalny, w którym podatnicy zmuszeni są dotować i kształcić dzieci innych obywateli, w szczególności biednych. Po drugie, nieodłączny dla tego systemu jest ideał przymusowej, egalitarystycznej "demokracji", w której potomkowie klasy średniej są zmuszeni do integracji z dziećmi biednych, często niezdolnymi do nauki czy nawet cechującymi się przestępczymi inklinacjami.
Dodatkowo, choć szkoły publiczne są zbędne czy do zastąpienia, część z nich znajduje się w o wiele gorszym stanie niż inne. Pozytywny wyjątek stanowi wiele szkół na przedmieściach, będących ośrodkami na tyle jednorodnymi i mającymi zdolnych uczniów, a przy tym w dostatecznym stopniu kontrolowanymi przez rodziców, że pracują dostatecznie sprawnie, by zadowolić rodziców na danym terenie.
(?)
Murray Rothbard

Wyświetlony 4605 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.