sobota, 31 lipiec 2010 17:38

Wybaczam!

Napisane przez

Ilekroć zadawano mi pytanie, dlatego tak pryncypialnie zwalczam komunizm, tylekroć przywoływałem mój system wartości, cały zespół poglądów humanistycznych i wolnościowych stojących w radykalnej opozycji do najokrutniejszego w dziejach systemu niewolniczego.

 I naturalnie to jest prawda: komunizm, czy internazizm (jak wolę go nazywać) musi wywoływać repulsję u każdego wielbiciela Wolności. Niemniej jednak czytelnikom Miesięcznika należy się z mojej strony większa dawka prawdy.

Wyznaję to po raz pierwszy w życiu: moja niechęć do komunizmu w samych swoich fundamentach ma pierwiastek osobistej urazy.
Dziesiąte urodziny obchodziłem dwudziestego trzeciego lutego 1968 roku. Razem z Ojcem wybraliśmy się owego dnia do Wrocławia. Jechaliśmy pociągiem z Siechnic. Podczas kontroli biletów konduktorka zażądała ode mnie legitymacji szkolnej. Okazało się, że legitymacja jest niepodstemplowana i w związku z tym nie przysługuje mi zniżka w opłacie za przejazd. Byłem zadbany, porządnie ubrany, na rękawie kurtki miałem przyszytą tarczę szkolną, na palcach prawej ręki widać było charakterystyczne zasinienia od atramentu, ale to nie miało żadnego znaczenia dla funkcjonariuszki Reżimu. Stempla brak. Dwadzieścia złotych kary. Naturalnie cała radość z wielkomiejskiej wyprawy wyparowała, ale nie to było najgorsze. Dla mnie, nad wiek poważnego, największym wstrząsem było spotkanie oko w oko z tępym, upartym klunkrem. Pierwsze spojrzenie na Komunę.
*
System był opresyjny ? nikt tego nie doświadczył bardziej ode mnie. Trauma doznana wtedy, w pociągu, ulegała wzmocnieniu nieomal codziennie. Dosłownie kilka tygodni później rozpoczęła się osławiona akcja "rozdawania paszportów". Rasistowskie kryterium (aryjczykom paszporty się nie należały), b e z p ł a t n o ś ć   b e z   l e g i t y m o w a n i a  i obelżywa kampania w środkach masowego przekazu, kampania sugerująca, że wszyscy pominięci w akcji mimo wszystko popierają Władzę Ludową. To były kpiny w żywe oczy, bezczelne szyderstwa ze związanych i zakneblowanych. Jeżeli Komuch myślał, że dziesięciolatek tego nie rozumie, to się mylił. Dobrze rozumiałem i zapamiętałem.
*
Punktem zwrotnym w mojej biografii nieprzejednanego antykomunisty była drobnostka. Oto w TVP, w audycji "Mann do Materny" zobaczyłem mamroczącego coś gniewnie świeżo upieczonego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Mamrotał ochrypłym półgłosem Wojciecha Manna: "Dyplom. Dyplom ? sryplom".
Nienawistny rechot ? inaczej nazwać nie mogę mojej reakcji na tę komiczną scenkę. Dźgałem palcem w stronę ekranu i powtarzałem: "Stempla nie masz, komuchu. Widzisz, uczęszczałeś, ale nie masz legitki ważnej, komuchu ty. Mandat się należy, dwie dychy, albo wzywamy patrol".
Usłyszałem swój głos. Spojrzałem na siebie cudzymi oczyma. Byłem przerażony. Zadawałem sobie pytanie: byłżebym chory z nienawiści?! I bałem się odpowiedzi...
Okropne podejrzenie nie dawało się otorbić, wypchnąć ze świadomości. Okazało się, że nienawidzę. Ja. Nienawidzę.
Myśl ta stawała mi się coraz bardziej nieznośna.
(?)
Jędrzej Zadrozda

Wyświetlony 3787 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.