Wydrukuj tę stronę
sobota, 31 lipiec 2010 17:42

Jeszcze raz na temat Narnii

Napisane przez

Ze sporym zdziwieniem przeczytałem w marcowej "Opcji na prawo" tekst pani Joanny Sarneckiej-Drużyckiej nt. ekranizacji pierwszej części "Opowieści z Narnii". Zaskoczenie moje wzięło się stąd, że sam obejrzałem film z wielką przyjemnością i żadnego bodaj zastrzeżenia Pani redaktor nie podzielałem, a było tak duże, że postanowiłem raz jeszcze udać się do kina, żeby albo zgodzić się z nią, albo nie zgodziwszy – napisać polemikę. Jak widać, wyszło na to drugie.

Pierwszym Pani zarzutem pod adresem filmu jest to, że z filmu nie dowiadujemy się (...) niczego więcej na temat Aslana ? w przeciwieństwie do książki: Tu postać Aslana jest wprowadzona poprzez ukazanie głębokiej relacji między nim a jego poddanymi. O Aslanie rodzeństwo Pavensie słyszy po raz pierwszy w domu Bobrów, gdzie gospodarz mówi o jego rychłym przybyciu. Kiedy wypowiedziane zostało imię Lwa, zdarzyło się coś bardzo dziwnego. Żadne z dzieci nie wiedziało o Aslanie więcej niż wy, ale gdy tylko Bóbr wypowiedział te słowa, każde z nich poczuło się zupełnie inaczej (...) Na dźwięk imienia "Aslan" każde z dzieci poczuło, jakby mu coś drgnęło w sercu. Właśnie taka jest relacja między Aslanem i wszystkimi innymi postaciami ? i tak właśnie wygląda ta scena w filmie. Dzieci, nie do końca zainteresowane rozmową, ożywiają się, słysząc o Aslanie; Edmund ? siedzący dotąd z boku ? podchodzi bliżej Bobra i pyta się, kim Aslan jest. Widać przy tym na jego twarzy niepokój, podczas gdy u jego rodzeństwa ? odwrotnie, ukojenie. Czy można lepiej oddać na ekranie to, że dzieciom coś jakby drgnęło w sercu? Sprawa kolejna: Lis, w książce nie występujący (a w filmie ? przynajmniej w mojej opinii ? znakomity) mówi o Aslanie, że jest spełnieniem wszystkich naszych marzeń. Czy tak powiedziałby o jednym z narnijskich mówiących zwierząt, tyle że nieoswojonym i sprawującym funkcję króla, jak Pani napisała? Ponadto, uważam, że trudno lepiej, niż zostało to zrobione, oddać bliskość Aslana i dzieci. Oczywiście, film ? każdy film ? jest tutaj przy książce kaleką, ale biorąc pod uwagę brak w nim narratora, więź łącząca dzieci z Lwem ukazano znakomicie ? zwłaszcza w scenie, w której Łucja i Zuzanna odprowadzają Aslana idącego poświęcić swe życie.

Właśnie: poświęcenie Aslana. Pisze Pani: Czy z tego tylko, że niewinna postać ginie i za sprawą czarów odradza się, można już wnioskować, że mamy do czynienia z postacią Chrystusa? Przecież w przeróżnych mitologiach postaci bóstw zabijanych i odradzających się znamy wiele (choćby egipski Ozyrys). Otóż ? tak, można tak wnioskować. Dodać tylko należy, że ? co film pokazuje ? Aslan jest nie tylko niewinną ofiarą. Jest on ofiarą, która odkupuje grzech Edmunda. A jeśli Pani widzi w Aslanie Ozyrysa, czy też raczej nie widzi w nim Chrystusa, radzę pójść na film jeszcze raz i popatrzeć na "drogę krzyżową" Aslana. We mnie budzi ona skojarzenie nie dość, że z Chrystusem, to z Chrystusem bardzo konkretnym ? tym z obrazu Hieronima Boscha (zapewne za sprawą ogromnego podobieństwa otaczających Go "twarzy"). Obok "Pasji" M. Gibsona, jest to, w mojej opinii, najbardziej wyraźna, najdobitniejsza z filmowych pasji. I nie pozostawia ona żadnych wątpliwości, kto umiera.
Kolejnym Pani zarzutem jest skrzętne zastępowanie terminu Boże Narodzenie laicką Gwiazdką. I tutaj ? w drodze wyjątku ? zgadzam się z Panią. Tyle tylko, że nie wiem, czy jest to wina twórców filmu, czy tłumaczenia (niestety, oglądałem film z dubbingiem, który nawiasem mówiąc jest według mnie największą wadą filmu. Zwłaszcza irytuje brak wołaczy). Nawet zaś jeżeli stało się tak z przyczyn ideologicznych, to wobec całości ? bardzo silnie religijnej całości ? ma to niewielkie znaczenie. Natomiast to, że Święty Mikołaj wygląda raczej jak powiększony krasnal, tak że z trudem można zorientować się, z kim mamy do czynienia, to chyba nie jest zarzut. Bo jak miałby święty wyglądać? Jak w reklamach Coca-Coli? Czyżby chciała Pani Mikołaja, który na niektórych obrazkach w naszym świecie wygląda tylko śmiesznie i wesoło (Lewis)???
Ostatnia już rzecz: pisze Pani, że Pan Tumnus, który w książce jest stuprocentowym dżentelmenem o nienagannych manierach, w filmie staje się alternatywnym młodzieńcem mającym niejasne zamiary wobec małej Łucji. Cóż ? i w filmie Tumnus nie jest grubianinem, a jakie zamiary wobec Łucji miał, wiadomo...
Co do Bobra, zgadzam się, że to postać w filmie nadmiernie komediowa. Znakomitą postacią jest natomiast centaur Oreus (niestety, nie pochodzący z oryginału), a jego szarża pod koniec doskonałej skądinąd bitwy to scena szczególnie piękna.
Serdecznie zachęcam Panią do pójścia na film raz jeszcze (w kinach wciąż grają, choć coraz rzadziej) ? tak jak ja poszedłem pod wpływem Pani tekstu. Może przynajmniej Pani zmieni zdanie.. A nawet jeśli nie, proszę nie skreślać całej filmowej serii. Do zekranizowania pozostało wszak sześć książek...
Piotr Tadeusz Waszkiewicz

Wyświetlony 7081 razy
Piotr Tadeusz Waszkiewicz

Najnowsze od Piotr Tadeusz Waszkiewicz

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.