sobota, 31 lipiec 2010 17:53

Wędrujący pomnik

Napisane przez

Niewiele jest w historii Polski pomników, które podobnie jak ludzie, musiały opuścić swoją rodzinną ziemię i razem z nimi iść na poniewierkę, znajdując często swoje ostateczne miejsce przeznaczenia daleko od tego miejsca, gdzie powstały pierwotnie. Takim klasycznym przykładem, którego los "wypędzenia" dotknął szczególnie, jest gdański pomnik Jana III Sobieskiego.

Jak to się w ogóle stało, że ta pamiątka historyczna znalazła się w Gdańsku, a nie gdzie indziej w Polsce? Czym była ona dla lwowiaków, a czym jest dla obecnych gdańszczan? Odpowiedzi na te pytania trzeba chyba szukać najpierw w przeszłości, cofając się aż do roku 1898.
Wtedy to z inicjatywy magistratu Królewsko-Stołecznego Miasta Lwowa, który ufundował ten pomnik, zlecił on miejscowemu lwowskiemu rzeźbiarzowi ? Tadeuszowi Borączowi, wykonanie dzieła przedstawiającego króla polskiego Jana III Sobieskiego. Właśnie na fali wzrastającego poczucia identyfikacji narodowej, łączenia przeszłości z teraźniejszością. W okresie tzw. historyzmu, czyli nawiązania do chwalebnych kart polskiej historii w literaturze i sztuce polskiej powstało wiele dzieł literackich i architektonicznych, dających nadzieję i otuchę w tych trudnych czasach zaborów, szansę na odzyskanie w przyszłości przez Polskę niepodległości. Wystarczy tutaj wspomnieć dzieła Henryka Sienkiewicza i jego Trylogię czy otwarcie w Krakowie pomnika grunwaldzkiego. A hetman Sobieski nadawał się świetnie do tej roli. Był on bowiem jednym z najbardziej znaczących synów "ziemi lwowskiej". Pełnił funkcję wojewody ruskiego. Urodzony w niedalekim Olesku, spędzał wiele czasu w swoich rezydencjach w Żółkwi i w samym Lwowie, gdzie posiadał kamienicę w rynku.

Tak więc lwowianie po raz pierwszy ujrzeli to dzieło 20.11.1898 r. w reprezentacyjnym punkcie miasta na "corso", czyli późniejszych Wałach Hetmańskich, dokładnie na wprost powstającej również w tym czasie innej charakterystycznej dla miasta budowli, tj. Teatru Miejskiego.
Pomnik odlany z brązu w wiedeńskiej firmie Arthura Kruppa przedstawiał władcę w narodowym stroju, w żupanie i kontuszu na wspaniałym rumaku, przeskakującym obalone działo i kosz faszynowy oraz strzaskaną lawetę.
Praca Borącza przypominała swoją stylistyką wcześniejszy pomnik Sobieskiego w warszawskich Łazienkach z 1787 r. Jednak w obu tych przypadkach wątpliwości wzbudzały zawsze proporcje pomiędzy sylwetką konia i jeźdźca. Tak więc od samego początku powodował różne kontrowersje. Na przykład, znana jest anegdota na ten temat mówiąca, że podczas "odbioru ? wizytacji" go przez ówczesnego prezydenta miasta, Ostrowskiego, który był z zawodu rzemieślnikiem ? kowalem, włodarz miasta złapał się za głowę, gdy zobaczył kopyta konia hetmana, mówiąc, że tak źle podkutych kopyt jeszcze nie widział. Mimo to prezydent dopuścił go w końcu do odbioru i tak, ze źle podkutymi kopytami, przetrwał do dzisiaj.

Dla lwowiaków był on zawsze miejscem uroczystości patriotycznych, charakterystycznym punktem w krajobrazie miasta, gdzie zbierała się nie tylko młodzież, ale i starsi mieszkańcy grodu nad Pełtwią. Stanowił też wreszcie, razem z pomnikiem Adama Mickiewicza, znajdującym się po przeciwległej stronie Wałów Hetmańskich, symbol chwały polskiego oręża, a także nawiązanie do stołeczności stolicy Galicji. Przecież miasto to legitymowało się sławnym powiedzeniem "SEMPER FIDELIS POLONIAE".
Niedługo jednak król Jan III Sobieski cieszył się spokojem. Nadszedł rok 1945. Wiadomo było, że Lwów nie wróci już do Polski. Wypędzeni z miasta mieszkańcy postanawiają, oprócz innych pamiątek, zabrać go ze sobą do Polski.
Nie wyobrażali sobie oni bowiem, by król patronował dalej sowieckiemu tym razem Lvowi. Podobny los spotkał pomnik Aleksandra Fredry, który ostatecznie znalazł się we Wrocławiu. Inne, jak Franciszka Smołki czy Adama Mickiewicza, szczęśliwie przetrwały okres sowiecki i stanowią nadal chlubę miasta.

Tymczasem król Jan powędrował najpierw do Warszawy, gdzie "przemieszkał" wiele lat w Wilanowie, by wreszcie ostatecznie znaleźć się na Targu Drzewnym w Gdańsku, co nastąpiło stosunkowo późno, bo w 1965 r.
(?)
Leszek Muszczyński
Wyświetlony 3769 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.