sobota, 31 lipiec 2010 18:03

Komunitarysta o wojnie

Napisane przez

Historia świata to historia wojen. Kiedyś jednak wojny były szlachetniejsze, miały prostsze zasady i nie powodowały tylu dylematów moralnych, co w nowożytnych, egalitarnych i demokratycznych czasach. Dowodem książka Michaela Walzera Spór o wojnę.

Michael Walzer to czołowy przedstawiciel nurtu myśli filozoficznej, określanej jako komunitaryzm. Komunitarysta Walzer w 1961 roku zrobił doktorat na Harvard University. Następnie wykładał w Princeton i na Harvardzie. Jest także członkiem Institute for Advanced Study i redaktorem komunitarystyczno-lewicowego pisma "Dissent". Jest autorem między innymi O tolerancji, Just and unjust wars.
Sam Walzer określa komunitaryzm jako prąd intelektualny, który ma na celu korektę wspólnotową liberalnego indywidualizmu. Podsumowując, komunitaryzm z prawicowego punktu widzenia można by nazwać ruchem lewicowym (Walzer jako komunitarysta popiera demokrację, egalitaryzm, prawa człowieka) ? jest pokojowo i optymistycznie nastawiony do wszelkiej religii.
Nie inaczej jest w książce Spór o wojnę, w której Walzer, przedstawiając siebie jako zwolennika teorii wojny sprawiedliwej, niezwykle często odwołuje się do katolickiej teorii wojny sprawiedliwej. O teorii św. Augustyna pisze, że umożliwiała wojnę w świecie, w którym wojna była nieraz konieczna. Cytuje także wielokrotnie przedstawiciela szkoły z Salamanki, Franciszka de Vitorię.
Powodem wojny nie może być dla Walzera ani podbój ziem, ani pozyskanie jakichkolwiek dóbr materialnych. Może być wojną sprawiedliwą interwencja humanitarna przeprowadzona przez organizację międzynarodową lub pojedyncze państwo w celu powstrzymania czystek etnicznych bądź ludobójstwa innego rodzaju, no i oczywiście wojna obronna.
Stoi więc w opozycji zarówno do charakterystycznego dla konserwatystów realizmu, jak i ukochanego przez lewicę pacyfizmu. Zapewne dlatego, że hasło make love not war przyczyniłoby się, w przypadku wojny, do unicestwienia całej zaatakowanej wspólnoty, a jak wyjaśnia w książce Walzer, podstawowym zadaniem państwa jest ochrona obywateli.
Jego teoria wojny sprawiedliwej krytykuje nie tylko przyczyny wojny, lecz także metody jej prowadzenia. Walzer przyjmuje zupełnie słuszną definicję terroryzmu: Wspólnym elementem (dla wszystkich terrorystów) jest obieranie za cel ludzi, którzy nie biorą udziału w walce, zarówno w sensie wojskowym, jak i politycznym: nie żołnierzy, nie wyższych urzędników państwowych, lecz po prostu zwyczajnych ludzi. I nie zabija się ich przypadkowo w akcjach wymierzonych przeciw czemuś innemu; zabija się ich z rozmysłem.
Za co można skrytykować Walzera? Przede wszystkim nie dostrzega tego, że do dwóch najbardziej krwawych, wypełnionych okrucieństwem wobec cywilów wojen w historii ludzkości doszło w czasach nowożytnych. Jest niezwykle blisko takiej konstatacji, gdyż pisze: Dawno temu, jak sądzę, u podwalin kodeksu honorowego legł honor arystokratyczny; w okresie większej demokracji i egalitaryzmu obrona tego kodeksu wymagała argumentów. Walzer jest blisko odkrycia tej prawdy, o której prawica wie podświadomie: wojny arystokratyczne były prowadzone w sposób bardziej "czysty", honorowy, a obowiązujący wtedy system polityczny sprawiał, że były praktycznie wojnami "prywatnymi", toczącymi się pomiędzy poszczególnymi monarchami, w których udział brali wynajęci najemnicy bądź wasale. Jednak jego lewicowość powoduje, że brnie w dywagacje na poziomie etycznym, pogrążając się coraz bardziej w egalitarystycznym chaosie wojennym z wiarą, że uda się "ucywilizować" wojnę czasów demoliberalnych.
Walzer, jak każdy przedstawiciel lewicy, popiera ideę rozbrojenia, nie zauważając, że odkąd w pełni objawiła się jej potęga (Hiroszima i Nagasaki), nie było konfliktu na skalę globalną (nawet w najbardziej lodowatym okresie zimnej wojny!), co tylko potwierdza prawdziwość powiedzenia Wegecjusza si vis pacem, para bellum...
Poza tym Walzer dopuszcza się jednak relatywizmu moralnego, gdy próbuje usprawiedliwić alianckie naloty na Drezno, stosując do nich tzw. doktrynę największego zagrożenia, która dopuszcza posługiwanie się wszelkimi środkami (także ludobójstwem) w obliczu śmiertelnego dla wspólnoty zagrożenia.
Spór o wojnę jest pozycją niezwykle trudną do oceny. Z jednej strony napisana została przez myśliciela lewicowego, który chętnie widziałby ład globalny w postaci gęstej sieci organizacji międzynarodowych, ponadnarodowych i NGO-s rozciągniętej ponad państwami w celu ich kontroli w imię praw człowieka, egalitaryzmu i demokracji (wizja zupełnie antykonserwatywna). Z drugiej zaś strony nierzadko zbliża się on do konserwatyzmu w swej wizji roli państwa, do libertarianizmu (porównując rządy totalitarne do terrorystów) a także prezentuje zupełnie słuszną, antylewicową definicję terroryzmu (odsądzając od czci i wiary Palestyńczyków oraz popierającą ich lewicę pacyfistyczną!), dodając, że terroryzm nigdy nie doprowadził do wyzwolenia narodu.
Podsumować to wydawnictwo można tak: lektura trochę dziwaczna (tak jak cały komunitaryzm), napisana raczej bez polotu, ale obowiązkowa dla studentów politologii, a także dla wszystkich zainteresowanych myślą polityczną i problematyką wojny. Reszta, szczególnie prawicowi czytelnicy "Opcji", mogą sobie ją spokojnie darować.

Michael Walzer, Spór o wojnę, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2006, s. 232.
Piotr Rosik
Wyświetlony 4422 razy
Więcej w tej kategorii: « Odkurzyć Tyrmanda Zamach »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.