sobota, 31 lipiec 2010 18:07

Bony - leseferystyczny pomysł na edukację

Napisane przez

Pytanie o rolę państwa w edukacji, o zakres jego ingerencji, jest równie stare jak sama refleksja pedagogiczna. Wystarczy wskazać chociażby na rozprawy Platona, pisma Kwintyliana, dzieła Jana Komeńskiego. Idea państwowego, przymusowego szkolnictwa zyskała szerszą popularność w XIX wieku, a swoje apogeum osiągnęła w połowie następnego stulecia.

 

Do dzisiaj myślenie o edukacji zdominowane jest przez zwolenników interwencjonizmu. Postawę etatystyczną reprezentuje znaczna część przedstawicieli tak lewicy (socjalistów, socjalnych liberałów), jak i prawicy (socjalnych konserwatystów, nacjonalistów). Środowiska te starają się zdobyć wpływ na szkolnictwo, by zyskać instrument przekazywania młodym ludziom własnego modelu ideowego.

Stanowisko krytyczne wobec zawłaszczania szkolnictwa przez państwo zajmują tzw. leseferyści (od francuskiego laissez faire ? pozwólcie działać). Za podstawę funkcjonowania społeczeństwa uznają swobodne umowy między ludźmi. Rolę państwa sprowadzają do "nocnego stróża", zapewniającego ochronę życia, wolności i własności obywateli. Przekonują, że powinno pełnić funkcje porządkujące, skupić się na przestrzeganiu i egzekucji prawa na prywatnym rynku wymiany usług i dóbr. Jeśli władza ma być bezstronnym arbitrem w sporach między obywatelami, nie może konkurować z podejmowanymi przez nich działaniami.
U podstaw leseferystycznej krytyki interwencjonizmu leżą zarówno argumenty ideologiczne, jak i praktyczne. Leseferyści wskazują, że państwowe szkolnictwo zbudowane jest na autokratycznych zasadach. Wpływ rodziców na szkoły jest niewielki. Traktowani są jak petenci. System państwowego szkolnictwa narzuca rodzicom rozwiązania, na które przy istnieniu możliwości wyboru, być może, nie wyraziliby zgody. Władza, odbierając podatnikom duże sumy pieniędzy, decyduje odgórnie, na jaki typ usług muszą zostać przeznaczone. Brakuje wiary, że obywatele mogą podejmować racjonalne decyzje związane z edukacją ich dzieci.
Leseferyści przekonują, że państwowe placówki edukacyjne stanowią (w mniejszym lub większym stopniu) pas transmisyjny, przez który władza przekazuje dzieciom swoje wartości, wpaja taki model organizacji społeczeństwa, jaki uznaje za słuszny. Opinie odmienne od oficjalnych są często ograniczane, przemilczane, ośmieszane. Taka sytuacja prowadzi do uniformizacji społeczeństwa, co z pewnością nie służy jego rozwojowi. Do tego potrzebna jest swoboda wymiany myśli, przekonań, sądów.
Co więcej, państwo, czyniąc ze szkół narzędzie ideologicznego formowania dzieci i młodzieży, wkracza w zakres władzy należnej rodzicom. Przymusowe, państwowe szkolnictwo de facto osłabia rodzinę poprzez zastąpienie jej w jednej z najbardziej fundamentalnych funkcji: przygotowania młodego pokolenia do funkcjonowania w otaczającej rzeczywistości. Leseferyści wskazują, że wychowanie dzieci należy przede wszystkim do rodziców, a zatem ci mają prawo dokonać wyboru systemu wartości, zgodnie z którym ma się ono odbywać.
Inny zarzut dotyczy małej efektywności państwowego szkolnictwa. Leseferyści przekonują, że oferuje ono często niską jakość kształcenia, generując jednocześnie wysokie koszty. Pieniądze przeznaczone na utrzymanie szkół państwowych wędrują przez różne instytucje pośrednie. Jak zauważa Milton Friedman, cokolwiek jest robione przez rząd, ma tendencję do kosztowania dwa razy tyle, co ta sama rzecz robiona na rynku prywatnym. Amerykański pisarz wskazuje, że poziom nauczania w państwowych szkołach w USA między 1930 a 1980 systematycznie spadał mimo pięciokrotnego wzrostu wydatków na szkolnictwo (w przeliczeniu na jednego ucznia). Państwowy system szkolnictwa przypomina trochę worek bez dna. Trudno liczyć, że kolejne nakłady finansowe doprowadzą do poprawy jego funkcjonowania.
Leseferyści zauważają, że państwowe szkoły są mało konkurencyjne. Faktyczny monopol sprawia, że ich pracownicy nie muszą specjalnie liczyć się z wymaganiami konsumentów (rodziców i uczniów). Niezależnie od oferowanego poziomu nauczania nie tracą klientów. Tym samym nie odczuwają potrzeby podnoszenia jakości swoich usług. Trudno o wysoką motywację w sytuacji, w której budżet szkoły nie jest bezpośrednio zależny od liczby uczniów, a wynagrodzenie nauczycieli tylko w niewielkim stopniu stanowi odzwierciedlenie wyników ich pracy.
Przeciwnicy interwencjonizmu wskazują na wysoki poziom zbiurokratyzowania szkolnictwa. Sztywne regulacje ograniczają inicjatywę dyrektorów. Szkołom brakuje elastyczności, trudno im odpowiadać na wyzwania ponowoczesnego świata, na potrzeby rozwoju jednostki i gospodarki. Jak wskazują Ted Gaebler i David Osborne, tradycyjny system oświaty publicznej jest klasycznym przykładem modelu biurokratycznego. Jest scentralizowany, zarządzany odgórnie i skrępowany przepisami, każda szkoła jest swojego rodzaju monopolem, konsumenci mają niewielki wybór, a praca na żadnym stanowisku nie jest uzależniona od jej rezultatów.
Szansę na przezwyciężenie powyższych problemów leseferyści widzą w urynkowieniu oświaty. Przekonują, że prywatyzacja szkolnictwa pociągnie za sobą szybką poprawę jakości nauczania oraz zwiększy rolę rodziców w kształtowaniu systemu edukacyjnego. Pojawia się pytanie o rozmiary ograniczenia udziału państwa w edukacji. Skrajne stanowisko w tej kwestii zajmują libertarianie (anarchokapitaliści) dążący do całkowitego pozbawienia szkół dofinansowania z państwowej kasy.
(?)
Tomasz Tokarz

Wyświetlony 6500 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.