sobota, 31 lipiec 2010 18:10

Dokąd zmierza Europa?

Napisane przez

Nasze samozadowolenie z powodu wejścia do Unii Europejskiej, co niektórzy z nas uznali pochopnie za powrót do Europy (pochopnie, bo nie ma już i tej Europy, o której myślimy), nie powinno zwolnić nas od głębszej refleksji, a także krytycyzmu i wątpliwości co do jej stanu i perspektyw właśnie w ramach UE. Przeciwnie nawet, teraz, gdy stykamy się już bezpośrednio z realiami UE i od nich jesteśmy coraz bardziej zależni, jesteśmy już zmuszeni do takiej krytycznej refleksji.

 

Nadal nie znamy zakresu i kierunku integracji krajów europejskich. Projekt konstytucji UE, do którego niektóre państwa chcą, niestety, powrócić, był na tyle niejasny, że nie wiadomo, czy chodziło w nim o liberalne państwo europejskie czy wspólnotę europejskich narodów, które nie przestały istnieć i Europę stanowią. Czy nadal chodzi o doktrynalny projekt odgórny, powzięty w imię iluzorycznych celów zniesienia wszelkich podziałów i różnic, jako przyczyn konfliktów i rozmaitych niewygód, co miałoby zapewnić wieczny pokój europejski (pax europea), czy też o naturalny i udoskonalany rozwój narodów i krajów Europy, której cywilizacja trwa, choć zmiennie, ale już ponad dwa tysiące lat.

Wiemy, że podstawą integracji unijnej jest gospodarka, ale już nieoczywista jest integracja polityczna i prawna, jeśli miałaby opierać się na jednej, liberalnej ideologii. Cóż dopiero powiedzieć o integracji kulturowej i obyczajowej, w czym trudno sobie wyobrazić brak wszelkich różnic, co zakłada się jednak w projektach przyszłej UE. Wystrzegamy się rzekomo wszelkich ideologii, ale idee liberalne wprowadzane jednak do całego życia politycznego, a powoli także indywidualnego, noszą znamiona ideologii jak każda inna, tym bardziej, im jest ona szerzej propagowana. Porządek liberalny, wyróżniający i idealizujący jedną wartość wolności, wolności samej w sobie i dla siebie, nie uwzględniający innych realiów ludzkiego życia, staje się jakąś nową, niebezpieczną utopią. Rozumiany dawniej pozytywnie, jako swoboda konkretnego działania, gospodarowania, wymiany poglądów i opinii, po to, by przeciwdziałać ludzkiemu zniewoleniu, przejawom zła i umożliwiać wszechstronny rozwój, obecnie stał się ideą samą dla siebie, zaprzeczając często tym pierwotnym celom i intencjom, odrzucając wszystko, co może wydać się urojonym, subiektywnym zniewoleniem, kwestionując także to, co pozytywne i naturalnie kształtowało przez wieki porządek i sens ludzkiego bytowania.

Absurd w ramach prawa
Taki właściwie pseudoliberalizm staje się cichą rewolucją permanentną, służąc jako narzędzie dla rozmaitej sofistyki i demagogii. Nadużywany często prowadzi, jak można łatwo zauważyć, do absurdu w "ramach prawa", do własnej karykatury i zdrady swych ideałów i szczytnych zamierzeń głoszonych w imię godności i praw człowieka. Wikła się w sprzecznościach, jak każdy wyrozumowany i abstrakcyjny system, który chcemy narzucić naturalnemu żywiołowi i porządkowi życia i wielokształtnej, różnorodnej rzeczywistości. Liberalizm rozsadza od wewnątrz jego własna żelazna logika, jego doktrynerstwo nie wytrzymuje próby zwykłego zdrowego rozsądku. Podobnie jak inne prądy umysłowe uzurpujące sobie totalne znaczenie (sceptycyzm w końcu musi zwątpić także w swą ostateczną ważność, nihilizm mówi także o własnej nicości), liberalizm powinien być także wolny, choćby w jakimś stopniu, od siebie w imię głoszonej wolności, mieć do siebie dystans, nie zniewalać absolutyzmem. Paradoksalnie, dobry liberalizm powinien stawiać sobie granice w postaci innych wartości niż sama wolność, takie jak sensowne prawo, odpowiedzialność, pluralizm, a także wspólne dobro i prawda. Inaczej staje się tak nielubianym przez swych zwolenników fundamentalizmem, sam się likwidując jako najlepszy porządek ideowy, społeczny, wszelki.
Wynika z tego, że liberalizm, który miałby zbawcze ambicje, może szkodzić, a chyba nie powinien. Rozsądnie używany w niezbędnych dla społecznego rozwoju dziedzinach jest potrzebny, rozciągany jednak na wszystkie ponad miarę, jest zbędny i wątpliwy. Wprowadzany wszędzie, w dziedzinę kultury, tradycji, wiary religijnej, obyczaju, okazuje się często, jak już widać, szkodliwy i niszczący. Wykorzystywany zaś nieograniczenie, jako doktrynalne narzędzie permanentnych zmian umysłowych i społecznych, jest po prostu instrumentem zdobywania władzy nad umysłami ludzkimi, jest groźbą jakiegoś nowego totalizmu.
Widoczna jest więc i niepokojąca dewiacja liberalizmu w stronę lewicowej rewolucyjności, czyli przewrotu społecznego w imię wyższych rzekomo idei i wartości. Te cele to już jednak nie dawniejsze hasła sprawiedliwości społecznej, rzeczywiste problemy ubóstwa i degradacji społecznej, a dość wyspekulowane problemy równości płci, prawa mniejszości seksualnych, swobody obyczajowe, a nawet prawa zwierząt. Już to wyliczenie pokazuje jakąś degradację celów i głoszonych wartości: od rewolucji marksistowskiej do rewolucji seksualnej, od racjonalizacji porządku społecznego do utopii wiecznego, bezkonfliktowego trwania, ale już na poziomie egzystencji zwierzęcej. W liberalizmie takim powstaje swoista "teologia wyzwolenia", głosząca świecką "dobrą nowinę": jeśli człowiek wyzwoli się od wszystkiego, co go krępuje, więzi, zniewala ? z wszystkiego, co uzna za szkodliwe dla siebie ? stanie się nowym, szczęśliwym i pełnym człowiekiem. Ta wiara w istocie wynika z przekonania, że można w pełni stwarzać, konstruować i zmieniać to, co nazywamy wartościami, normami zasadami życia, że powstają one społecznie i historycznie, że decyduje o nich sam człowiek, który sam siebie stwarza i sam wyznaje jako naczelną wartość. Nie trzeba dodawać, że na tej mylnej, (o)błędnej drodze nie ma końca, ostatecznego wyniku i rezultatu, nie ma spełnienia, i dlatego jest to właśnie utopia. Obecny liberalizm zmienia tylko metody rewolucyjne na ewolucyjne: zamiast rewolucji leninowskiej hasła prowokacji i skandalu, przekraczanie wszelkich granic, tabu, schematów, a z czasem zapewne także norm i zasad naturalnych, wartości i hierarchii konstruujących dotąd porządek społeczny, tradycję jako sposób przekazywania jej w czasie, dziedziczenia i odbudowywania po zniszczeniach i katastrofach, od których przecież los ludzki nigdy nie będzie wolny. Trudno taki sposób istnienia społeczeństw poświęcić dla iluzorycznej i niewartej tego utopii.
Te zjawiska z życia współczesnej Europy są już zbyt znane, by się nad nimi dłużej zatrzymywać, trzeba je jednak brać pod uwagę, jeśli mają decydować o wizji przyszłej Europy. Czy tak ma wyglądać życie Europejczyków, jak pokazują rozmaite manifestacje równościowe, twórcze prowokacje i skandale, mające pobudzać obywateli do intensywniejszego życia wewnętrznego i refleksji, do tworzenia nowych standardów i norm współżycia, choć przecież chyba nie na siłę, bo od czego wolność, wolność od wszystkiego, od praw życia, w końcu od samego życia. Trzeba podkreślić, że ta strategia prowadzi do błędnego koła: prowokacja i "przekraczanie granic" budzą reakcję, nieraz agresję, powodują nowe konflikty, których mamy właśnie unikać, w czym nie może pomóc tolerancja, używana do hamowania prawdziwych konfliktów i zacierania różnic. Być może, jednak wcale nie o to chodzi, by je naprawdę rozwiązywać, a tylko nimi manipulować, wykorzystywać: wywoływać je, by je usuwać. Taka dość przewrotna na Zachodzie strategia postrewolucyjnej ideologii z powodu braku żywych i płodnych idei nie jest wykluczona. U nas, w kraju odbudowującym się po zniszczeniach komunizmu, to dość egzotyczny i sztuczny folklor, który jest ekstrawaganckim towarem importowanym na siłę, by oświecać znów nienadążających Polaków.
Wizja tak jednolitej Europy jest więc o tyle niepokojąca, że kryje ona w sobie nie tylko swobodnie kreowany obyczaj i styl życia, pewien odmienny wzorzec kultury i indywidualistycznego przeżycia, ale przede wszystkim zawiera pewną nieujawnianą wprost antropologię, zalecaną czy narzucaną, i pewną władzę jej tworzenia i wprowadzania w życie, co zmienia jednak pewne fundamenty i zasady, które w myśl swej doktryny przekracza ona, czy też chce przekraczać.
(?)
Marek Klecel

Wyświetlony 4078 razy
Więcej w tej kategorii: « Królestwo minerałów Jądro prawdy »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.