sobota, 31 lipiec 2010 18:14

Diabelski wymysł

Napisane przez

Futbol to jedna z najpopularniejszych rozrywek na tym padole łez. Finały piłkarskich Mistrzostw Świata gromadzą nieprzebrane tłumy na stadionach oraz miliardy widzów przed telewizorami. Największe światowe korporacje zabijają się żeby sponsorować kluby, rozgrywki, poszczególnych piłkarzy, a nawet trenerów. Nie ma się co dziwić, że o futbolowych imprezach z najwyższej półki rozmyślają również politycy. Ci znad Wisły są skłonni wpakować blisko dwa miliardy złotych w budowę stadionów i infrastruktury tylko po to, żeby w 2012 roku rozegrano w Polsce kilkanaście meczów Mistrzostw Europy w piłce nożnej.

 

Jedni ściskają dłonie co bardziej popularnych graczy, inni jeżdżą osobiście dopingować ich w trakcie zmagań boiskowych, jeszcze inni po prostu zostają prezesami klubów czy krajowych związków piłkarskich. Włoski multimilioner Silvio Berlusconi m.in. dzięki sukcesom i popularności swojego klubu AC Milan wygrał wybory, a zaraz potem został premierem Italii.

Wobec takich okoliczności również Polacy nie pozostają obojętni. Wprawdzie wielkich gwiazd do obściskiwania na krajowym podwórku nie ma żadnych, a fortuny rodzimych milionerów nie dają podstaw pod budowę klubu potrafiącego zawojować piłkarską Europę jednak na całe szczęście dla ambitnych polityków, można sobie zorganizować jakieś mistrzostwa. Takoż Polska ubiega się (do spółki z Ukrainą) o organizację Mistrzostw Europy w 2012 roku.

Jaka infrastruktura?
Mecze piłkarskie z racji ogromnej popularności rozgrywane są na sporych rozmiarów obiektach. W Hiszpanii, Anglii, Francji, Włoszech, Portugalii, Niemczech czy Holandii nie brak stadionów dla 60-80 tysięcy widzów. Na okazałych arenach grają nie tylko reprezentacje, lecz przede wszystkim kluby piłkarskie, które co tydzień są w stanie przyciągnąć na trybuny po 50-60 tysięcy ludzi! Jeśli dodać całkiem sporą liczbę koncertów i imprez odbywającą się na ArenA w Amsterdamie czy Giuseppe Meazza w Mediolanie, to od razu widać, że stadion to nie świątynia dla futbolowych nawiedzeńców, lecz miejsce służące do zarabiania ciężkich pieniędzy na dostarczaniu ludziom rozrywki.
W Polsce mamy tylko jeden duży stadion, który z powodzeniem może pomieścić kilkadziesiąt tysięcy ludzi spragnionych sportowych lub koncertowych emocji. To Stadion Śląski w Chorzowie. O dziwo, mimo braku wielkiej konkurencji śląski obiekt nie rozpieszcza ilością oferowanych meczów i imprez. Raz do roku koncert, ze dwa razy w roku mecz międzynarodowy. Generalnie, przez trzy ćwiartki roku, blisko 40-tysięczny obiekt świeci pustkami. A przecież Śląsk to największe w Polsce, ponad 4-milionowe, skupisko ludności.
Mimo że ów fakt jest powszechnie znany, włodarze Poznania, Gdańska i Warszawy postanowili dopiąć swego i wybudować na swoim terenie równie okazałe stadiony, jak ten w Chorzowie. Co ciekawe, nie wynika to ze wzmożonego zainteresowania futbolem ze strony kibiców. Średnia na polskich stadionach od lat oscyluje wokół 4 tys. widzów, tj. 1/10 tego, co w Anglii czy Niemczech. W Gdańsku nawet pierwszej ligi nie mają, więc szanse na zaprezentowanie tamtejszego futbolu na arenie międzynarodowej są dosyć odległe. Powyższe argumenty jednak nie studzą zapałów rządzących miastem i okolicami działaczy Platformy Obywatelskiej. Gdański magistrat gotów jest wyłożyć na budowę 42-tysięcznika nawet 63 mln złotych! Oprócz tego chce przeprowadzić remonty dróg, tak aby kibice z całej Polski bez obaw o zawieszenia swoich samochodów mogli dotrzeć na szlagierowe mecze. Sęk w tym, że od ponad 20 lat w Gdańsku i okolicach nie rozegrano żadnego szlagierowego meczu, a spektakularne klapy związane z odwołaniem koncertów największych gwiazd muzyki rozrywkowej (David Bowie, Cranberries, Chemical Brothers) wskazują, że wielkie imprezy rozrywkowe nie są na Pomorzu najbardziej wyczekiwanym wydarzeniami roku. Innym przykładem powolnego rozwoju regionu są ciągnące się już ósmy rok próby zagospodarowania 70 ha terenów postoczniowych, będących we władaniu spółki Synergia 99, Firma bezskutecznie poszukuje inwestorów gotowych włożyć 1,5 mld dolarów. Rzecz jasna, Synergia również liczy na niejeden grosz z miejskie kasy. A kasa w Gdańsku wcale nie jest z gumy, toteż brawurowe inwestycje mogłyby zostać przeprowadzone kosztem dziurawych dróg, nieprzebudowanych skrzyżowań, niewybudowanych szkół i podupadających zabytków pamiętających czasy, gdy Gdańsk był oazą ludzi interesu. Wszystko dla futbolu, który w wielu krajach jest znakomitym sposobem na biznes, natomiast w kraju nad Wisłą to nic innego jak mrzonka lub skok na kasę.

Jak to się robi na Zachodzie?
Dlaczego ja, wierny futbolowy kibic studzę zapał urzędników z Gdańska czy Poznania? To proste. Futbol w Polsce leży i kwiczy. Polskie kluby od lat spełniają rolę chłopców do bicia. Dość powiedzieć, że w 50-letniej historii europejskich pucharów ani razu rodzimej drużynie nie udało się wygrać sztycha. A przecież pucharowych edycji mieliśmy już ponad 120 (swego czasu walczono w Europie o trzy, a dziś o dwa międzynarodowe trofea)!
Reprezentacja kraju również nie zalicza się do potęg. Od kilku lat plasujemy się w trzeciej dziesiątce światowego rankingu. Ostatni sukces polskiego futbolu to srebrny medal olimpijski młodzieżowców w Barcelonie i złoty juniorów do lat 16 w Mistrzostwach Europy. Obydwa wyniki osiągnięte w 1992 roku. Ostatni sukces zawodowców to trzecie miejsce w Mistrzostwach Świata w 1982 roku w Hiszpanii.
Słabe wyniki przekładają się również na nikłe zainteresowanie polskimi piłkarzami. W Hiszpanii czy we Włoszech nie spotkamy naszych rodaków. Kilku gra w Anglii i Niemczech, jednak na ogół są średniakami w przeciętnych zespołach. Tylko dwóch naszych rodaków przebiło się do uznanych zespołów ? Jerzy Dudek jest rezerwowym bramkarzem w najlepszej drużynie Ligi Mistrzów, a Euzebiusz Smolarek z powodzeniem gra w Borussi Dortmund, która ze względu na gigantyczne długi sprzedała niemal wszystkie swoje gwiazdy, montując skład z młodzieżowców (średnia wieku 24 lata jest najniższa w Niemczech).
(?)
Ryszard Bartul

Wyświetlony 5235 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.