sobota, 31 lipiec 2010 18:15

Pierszwsze radio (dez)informacyjne TokFM

Napisane przez

W 1998 roku powstało Inforadio. Jego udziałowcy (m.in. wydawcy "Gazety Wyborczej" oraz "Polityki") zasugerowali się wynikami sondaży, z których wynikało, że wielu Polaków oczekuje na radio o charakterze informacyjno-publicystycznym. Jedną z przyczyn zaangażowania się w to przedsięwzięcie wspomnianych wyżej lewicowych mediów była prawdopodobnie także chęć stworzenia pewnej przeciwwagi dla Radia Maryja, jedynej stacji radiowej w Polsce, która poświęcała sporo czasu na informację i publicystykę.

Pierwotna formuła Inforadia (długie i częste serwisy informacyjne, "gadające głowy") nie sprawdziła się. W drugim roku istnienia stacja zyskała nową nazwę (TOK FM) oraz nowych, kontrowersyjnych prowadzących, z których największy rozgłos zyskał Waldemar Ogiński. Zmiana koncepcji tworzenia radia nie wpłynęła na słuchalność (około 1 proc.) i minimalne wpływy z reklam (1-2 mln złotych rocznie, przy kosztach funkcjonowania stacji rzędu 4-5 mln złotych). Po kilku latach finansowania permanentnego deficytu właściciele doszli do wniosku, że radio "mówione", kierowane do masowego słuchacza, nie osiągnie w Polsce sukcesu. Tym bardziej że TOK FM jest ograniczone technicznymi warunkami koncesji ? nadaje jedynie na terenie dziesięciu największych miast. Po raz kolejny zmieniono formułę radia, nastawiając się na osoby wykształcone, dobrze zarabiające (w języku nowoczesnego marketingu: ABC1). Do prowadzenia porannego, autorskiego programu zaproszono znanych dziennikarzy: Dorotę Gawryluk, Jacka Żakowskiego, Janinę Paradowską, Katarzynę Kolendę-Zaleską. Zaangażowano również Rafała Ziemkiewicza, który miał tworzyć wrażenie pluralizmu ideowego radia.
Trzeba przyznać, że redaktor Ziemkiewicz miał swobodę wyrażania swoich poglądów i krytykowania "Gazety Wyborczej". Niemniej po roku prowadzenia porannych audycji został wyrzucony z radia za wykorzystanie anteny radiowej w swoim sporze sądowym z Adamem Michnikiem (chodziło o zacytowanie fragmentu felietonu Macieja Rybińskiego, w którym krytykował on redaktora naczelnego "GW" za pozywanie wszystkich do sądu zamiast podejmowania z nimi polemiki).
Wielu czytelników "Opcji na Prawo" nie ma możliwości słuchania radia TOK FM. Dla nich zamieściłem poniżej fragment rozmowy, jaką z Antonim Macierewiczem przeprowadzili dziennikarze tej stacji (wbrew pozorom skandaliczne pytania Klaudiusza Slezaka i Krzysztofa Skórzyńskiego nie odstają zbyt mocno od zwykłego poziomu innych audycji) oraz najciekawsze fragmenty wtorkowych przeglądów prasy Rafała Ziemkiewicza.


TOK FM: (...) W Internecie krąży wiele list, tzw. polskich Żydów, zapewne Pan niejednokrotnie na taką listę trafił...
Antoni Macierewicz: Przykro mi, nie, w Internecie nie widziałem.
TOK FM: A czy wie Pan, że na większości z nich są nazwiska z Pana listy agentów, że te listy prawie się pokrywają?
AM: Nie, nie wiedziałem tego, to po pierwsze. Po drugie, wątpię, nie wydaje mi się, aby tak było.
TOK FM: My to sprawdziliśmy. Czy jest Pan antysemitą?
AM: Nie, nie jestem antysemitą.
TOK FM: Te listy to jest przypadek?
AM: Jakie listy? Te, które są w Internecie? Ja ich nie widziałem i z mojego punktu widzenia, nie mogę nic powiedzieć na temat ich autorstwa.
TOK FM: Oczywiście, to nie jest tak, że jest to notarialnie potwierdzona lista polskich Żydów, ale na takich wielu stronach antysemickich znajdują się takie listy i my sprawdziliśmy, nasza reporterka to sprawdziła, że większość nazwisk z listy tzw. polskich Żydów pokrywa się z Pana listą agentów…
AM: Ale ja nie chcę Pana martwić, ale tych zbieżności jest więcej. Nie wiem, czy Pan zdaje sobie sprawę z tego, mianowicie rok wcześniej zrobił swoją listę pan minister Milczanowski, jak Pan wie, ona jest absolutnie tożsama z listą, którą ja zrobiłem. Czy Pan Milczanowski też miał jakiś podejrzany związek z listą polskich Żydów? Panowie, czy nie popadacie czasami w jakąś obsesję?
TOK FM: Ale to jest proste pytanie. Pan jest często określany jako antysemita. To też łatka, którą Panu przylepiono?
AM: Nie wiem, ja pierwsze słyszę, żeby ktoś mnie określał jako antysemitę, ale to bardzo ciekawe.
TOK FM: Przed przerwą chcemy poruszyć jeszcze jeden wątek…
AM: Ale zaraz, zaraz, Pan nie skończył, ale któż mnie określa jako antysemitę? A takie oskarżenie, które pada w radio, Panowie się powołujecie na kogoś, a potem "Nie, to nie my, no skądże, my tak tylko słyszeliśmy, że ktoś mówił".
TOK FM: Ale my wyjaśniamy…
AM: No to kto mówił?
TOK FM: Są plotki…
AM: Pan mówi, że często mówiono, no to kto mówił?
TOK FM: My mówimy, że są takie plotki i dlatego pana zapraszamy, żeby to wyjaśnić. Nie wiem, czy Pan dobrze słuchał naszej sondy, Pan w sondzie też był określony jako antysemita.
AM: Rzeczywiście nie słyszałem tego, choć dużo tam było bzdur mówionych.
TOK FM: To już Pan wyjaśnił, że nie jest Pan antysemitą.
AM: Ja tego nie muszę wyjaśniać, nie ma powodu, żebym ja się w tej sprawie tłumaczył.
TOK FM: Ale my, jako dziennikarze, mamy prawo zapytać, prawda?
AM: Oczywiście.
TOK FM: No i zapytaliśmy, a przed przerwą chcemy poruszyć jeszcze jeden wątek. Pamięta Pan pewnie swoją odsiadkę w Zakładzie Karnym w Łupkowie?
AM: Znaczy, wie Pan, powiem uczciwie i proszę mi wierzyć, że nie jest to kokieteria, nie pamiętam wszystkich odsiadek, bo było ich dużo. Część na pewno tego, co się działo w Łupkowie pamiętam, ale też nie wszystko, bo Łupków był chyba czwartym więzieniem, do którego mnie w 1984 roku wsadzono.
TOK FM: Ciężko było?
AM: W Łupkowie, nie, nie. W Iławie było dużo ciężej.
TOK FM: Bo dotarliśmy do opowiadań ludzi, którzy tam pracowali...
AM: Pracowali, czyli funkcjonariuszy?
TOK FM: Tak, tak. Opowiadają, że był Pan bardzo wulgarny, chamski, obżerający się frykasami z darów dla internowanych.
AM: No, oczywiście, ciekawe, jakimi frykasami.
TOK FM: Szynkami chociażby.
AM: Szynkami, tak? To interesujące
TOK FM: Podobno razem z kolegami karmił Pan psy szynką, którą dostawał Pan z darów dla internowanych.
AM: Tutaj wolałbym, żebyście Państwo podali nazwisko, bo rzeczywiście tym razem powinien zostać powołany do sądu.
TOK FM: Nie możemy. (…)


15.03.2005
Moja ulubiona posłanka Joanna Senyszyn z SLD. Och, zdjęcie... Kto nie widział, to ja tego nie opowiem... "Super Express": Joanna Senyszyn chce, żeby prostytutki miały prawo do renty i emerytury. ? Prostytucja w Polsce jest legalna. Nielegalne jest tylko czerpanie korzyści z nierządu ? argumentuje pani poseł. ? Zatem dlaczego osoby pracujące legalnie nie mają mieć prawa do ubezpieczeń społecznych, jak wszyscy pracownicy? I dalej: Osoby w podeszłym wieku oraz niepełnosprawne mają prawo do życia seksualnego. Zapewne w wielu wypadkach, by zaspokoić swoje potrzeby seksualne, korzystają z usług prostytutek. Czy zatem prostytutki nie pełnią ważnej funkcji społecznej ? pyta retorycznie posłanka. Tylko idzie nie dość daleko. Bo właściwie, jeśli pełnią ważną społecznie funkcję, to niepełnosprawnym i starszym państwo powinno prostytutki refundować. Co tam refundować... Państwo powinno mieć państwowe pracownice od zaspokajania tej potrzeby społecznej. Nie! Jeśli ktoś zna panią posłankę, żeby jej nie powtarzał tych moich tekstów, bo ona zupełnie na poważnie zgłosi to w sejmie. W końcu lewica musi walczyć o jakiś elektorat ? te panie, jak je wdzięcznie po staropolsku nazywano ? murwy, złodzieje, no... Coś się tam zbierze jeszcze z tego elektoratu.

29.03.2005
W telewizji pokazali, że nasza para prezydencka [Kwaśniewscy] obchodziła święta z belgijską parą królewską. A w żadnej gazecie nie ma na ten temat ani słowa. Ludzie! To jest news! Jeśli nasza para prezydencka biesiadowała wreszcie z kimś, z kim nie wstyd się sfotografować, to to naprawdę powinno znaleźć się w gazetach.

21.04.2005
W "Tygodniku Powszechnym" wylali publicystę Krzysztofa Burnetkę. Ksiądz Boniecki wylał go, bo w ataku na LPR... Odpowiedni fragment: Chodziło o zarzut, jaki Krzysztof sformułował wobec LPR ? mówi ks. Boniecki. ? Tej partii można zarzucić wiele, ale pismo katolickie nie powinno wytaczać dział przeciw ludziom, kiedy sprzeciwiają się finansowaniu przez państwo usuwania ciąży. Jeśli ktoś wylatuje z "Tygodnika Powszechnego" za to, że jest za aborcją, to może rzeczywiście mamy do czynienia z konserwatywnym odrodzeniem w bardzo jak dotąd libertyńskich kręgach. W proteście odszedł Krzysztof Kozłowski z "TP". I to już jest pierwszy wielki zysk, jaki ta gazeta odniosła. Jeszcze trochę i może będzie powód, żeby ją kupować.

31.05.2005
Podobno Lew Rywin ma dwa tysiące przyjaciół. Dwa tysiące osób zaapelowało o zwolnienie Rywina na czas leczenia. Chodzi, oczywiście, o to, że stan zdrowia Rywina jest dramatyczny. On tam zaraz skona. Mam uwagę pod adresem dwóch tysięcy przyjaciół Lwa Rywina. Jeśli naprawdę tak troszczycie się o jego zdrowie, to chciałbym przypomnieć, że ten facet siedzi w więzieniu za to, że postanowił iść w zaparte i chronić swoich mocodawców. Potrzeba jednego drobiazgu: żeby Lew Rywin powiedział, kto go wysłał po łapówkę. Nie zawracajcie głowy ministrowi Kalwasowi (z innych działań ministra wynika, że nie ma co zawracać). Zaapelujcie do waszego przyjaciela Rywina, żeby pomyślał o swych strasznych schorzeniach i zeznał. Wtedy będzie podstawa, żeby warunkowo odsiadkę zawiesić. Oczywiście, Lew Rywin tego nie zrobi, bo znacznie bardziej niż chorób boi się swoich przyjaciół, którzy wysłali go po łapówkę. Ma się czego bać. "Baranina" powiesił się w wiedeńskim areszcie, a on siedzi w Warszawie.

7.06.2005
To chyba "Wyborcza". Czwarty miesiąc lament, że Amerykanie sprofanowali Koran w bazie Guantanamo. O napaści grupy paryskich pederastów na katedrę Notre-Dame można przeczytać tylko w "Naszym Dzienniku". Ciekawe. Cholera, może przechrzczę się. Wreszcie ktoś będzie moją religię szanował. Ale to obrzezanie trochę bolesne... Jeszcze się zastanowię.

23.06.2005
"Gazeta Wyborcza". Czytam: Kto jest gotowy płacić za przyjęcie do szpitala poza kolejką, może w niektórych szpitalach zrobić to zupełnie legalnie. Pieniądze wpłaca się do kasy lecznicy samemu lub przez instytucję charytatywną. Sprawa jest prosta: przy szpitalu istnieje fundacja. Wpłacam na fundację pieniądze z przeznaczeniem na swoje leczenie i nie ja wtedy płacę szpitalowi, lecz fundacja. Fundacja może, bo przepis jest taki, że obywatel nie może leczyć się za pieniądze. Patrzcie państwo! Jakie to straszne rzeczy! Ktoś wpadł na pomysł, że fundacja charytatywna może służyć do przepompowywania kasy. Jeśli chce się coś załatwić, to można wpłacić na fundację charytatywną. Myślę, że gdyby coś z tego było dalej, to dyrektorzy tych fundacji powinni stanowczo powiedzieć, że nie udostępnią listy prywatnych darczyńców fundacji, bo to guzik kogo obchodzi i nie mają takiego obowiązku prawnego.

19.07.2005 Na pierwszej stronie "Super Expressu" zdjęcia ze ślubu syna Włodzimierza Cimoszewicza w Chicago. Pomyślałem sobie, że Cimoszewicz poważnie liczy się z tym, że może wygrać wybory, skoro już rodzinę wysłał w bezpieczne miejsce. Względnie, rodzina liczy się z tym, że on może rządzić w Polsce ? już się ewakuowała.

19.07.2005
"Gazeta Wyborcza". O ustawie antylichwiarskiej wypowiedział się Witold Orłowski, doradca prezydenta. O tym nieszczęsnym akcie prawnym, który wymyślili zgodnie posłowie SLD i PiS. Żeby te straszne banki tak bardzo nie łoiły swoich kredytobiorców, to postanowiono ustawowo ograniczyć odsetki. Trzeba dużej wiedzy ekonomicznej, żeby ustalać odsetki, jakie banki mogą pobierać od kredytów. Nie będąc ekonomistą, mogę państwu w ciemno powiedzieć, jaki będzie skutek tej ustawy. Banki przestaną udzielać kredytów, które uznają za ryzykowne. Jeśli ktoś potrzebuje pieniędzy, to teraz pójdzie do takich ludzi, którzy nie przejmują się specjalnie ustawą antylichwiarską, bo oni swoje wyegzekwują ? przeważnie przy użyciu wiertarki. Brawo, posłowie i senatorowie! O cześć wam, mędrcy od ekonomii!

19.07.2005
W "Życiu Warszawy" zwracam uwagę na artykuł Stefana Hambury, specjalisty prawa niemieckiego. W wielkim skrócie chodzi o niemieckich "wypędzonych". Wykonano na zlecenie Bundestagu ekspertyzę prawną autorstwa niejakiego Eckarta Kleina. Wynika z niej, że wysiedlenia Niemców były bezprawne (omal słowo "ludobójstwo" nie pada w tej ekspertyzie), w związku z czym należą się Niemcom odszkodowania za te "wypędzenia". No, musi Polska za tę II wojnę światową zapłacić. Sprawiedliwości musi stać się zadość. Nie chcieliśmy oddać Gdańska po dobroci, co nam słusznie zawsze postępowi Francuzi wytykali, to trzeba teraz będzie "przybulić".

30.08.2005
Z "Gazety Wyborczej" dowiedziałem się, że we władzach "Solidarności" w 1980 i 1981 roku tylko 8 proc. stanowiły kobiety. Aż mi trudno zrozumieć, jak coś podobnie seksistowskiego i przesiąkniętego religiancką symboliką może być dziś świętowane. Pewnie geja nie było ani jednego...

6.09.2005
Nie mogę znaleźć wyrazów oburzenia w "Gazecie Wyborczej". A powinienem, bo skoro znowu sięgnięto po teczki, dziką lustrację... Włodzimierz Cimoszewicz ogłosił, że kiedy był premierem, to dowiedział się, że UOP miał w "Solidarności" swojego agenta. I teraz sobie przypomniał, bez związku z kampanią wyborczą. Ktoś się może czepiać, dlaczego dopiero teraz to wyciąga. Oczywiście, prowadził "dziennikarskie śledztwo" przez ten roczek czy dwa. A ja nie widzę wyrazów oburzenia, że to jest brudna gra teczkami, że to jest ohyda. Gdzie są autorytety moralne? Powymierały?

6.09.2005
Nie czepiam się Adama Michnika, który wczoraj napisał w "Gazecie Wyborczej"... Muszę o tym powiedzieć, bo mi pękł światopogląd. Okazało się, że Fidel Castro prześladował homoseksualistów. Mało tego, sam Che Guevara prześladował homoseksualistów. Ten bożek lewacki, którego tylu głupków nosi sobie na koszulkach. Sypią się autorytety... Che Guevara tępił gejów. Boże kochany! Gorzej niż Kaczyński ich tępił.
Hubert Szypko
Wyświetlony 5575 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.