sobota, 31 lipiec 2010 19:12

Bronić demokracji a potem socjalizmu

Napisał

Iluż to rzeczy trzeba bronić! Na przy kład za pierwszej komuny najpierw trzeba było bronić demokracji.

W tym celu UB chwytała, więziła i mordowała wszystkich przeciwników władzy ludowej, tzn. władzy sowieckich agentów, której twardym jądrem była partia, mająca przywódcę szczerze deklarującego, że władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy. Kiedy już wszystkich wrogów demokracji skryła ziemia lub więzienne lochy, pozostali zaś pochowali się w mysie dziury, ciesząc się, że żyją, przyszła pora na obronę socjalizmu. Jak wiadomo, socjalizm to władza radziecka plus elektryfikacja całego kraju. To oczywiście prawda, ale w cudnym raju, czyli Raju Krat, tj., pardon ? oczywiście Kraju Rad. W Polsce socjalizm trzeba było najpierw wprowadzić, a potem utrwalić. W tym celu PKWN, czyli reprezentacja narodu polskiego wyznaczona przez Józefa Stalina, a potem ? Krajowa Rada Narodowa, czyli reprezentacja narodu polskiego wyznaczona przez agentów NKWD: Bolesława Bieruta i Jakuba Bermana, wydawała "dekrety", stwarzające pozory legalności dla rabunku mienia obywateli polskich na skalę masową. Te przekształcenia własnościowe były nie mniej istotnym składnikiem socjalizmu, jak władza radziecka, a nawet ? elektryfikacja całego kraju. A ponieważ istniała obawa, że pozbawieni mienia właściciele będą próbowali się o nie upominać, na wszelki wypadek sterroryzować wszystkich, żeby nikomu nie przychodziły do głowy takie pomysły. Dlatego bezpieczniacy w literaturze pięknej cierpieli na bezsenność: szósty rok już nie śpi bezpieka strzegąc ziemi panom wydartej ? pisał poeta Mandalian. Kiedy już dawni właściciele zostali spacyfikowani, okazało się, że socjalizmu trzeba bronić w inny sposób. Natura ludzka jest bowiem niepoprawna, o czym przekonał się nawet sam Pan Bóg Wszechmogący i z tego powodu nie zsyła drugiego potopu. Nawet gdyby całkiem zlikwidować własność prywatną, to przecież prywatnego posiadania zlikwidować się nie da. Wszyscy nie mogą jednocześnie zjeść tego samego kotleta, nosić tego samego ubrania czy kochać tej samej kobiety, wskutek czego socjalizm tak do końca zrealizować się nie da. A skoro tak, to należy przynajmniej bronić go przed nasilającą się epidemią prywatyzacji, która ogarnęła również przedstawicieli socjalistycznej awangardy: Kiedy zwycięskie toczą boje ze straszną reakcyjną hydrą, to chcą mieć pewność, że na zawsze zdobędą to, co hydrze wydrą. Wreszcie w okolicach roku 1985 sól ostatecznie zwietrzała i tak się rozpoczęły przygotowania do transformacji ustrojowej, której fundamentem stały się rozmowy okrągłego stołu, rozpoczęte 6 lutego 1989 r.
W następstwie tych rozmów transformacja ustrojowa stała się faktem. Socjaliści rozpoczęli budowę ustroju kapitalistycznego i co się okazało? Okazało się, że znowu trzeba zaczynać od obrony demokracji! W kapitalizmie najwyraźniej obrona jest trudniejsza, niż w socjalizmie. Wtedy demokracja została obroniona w trzy lata, podczas gdy teraz na etapie obrony demokracji pozostajemy już 17. rok! Co więcej ? wygląda na to, że im dalej w las, tym więcej drzew. Im dłużej bronimy demokracji, tym większe narasta zagrożenie. Pokazały to wyraźnie ostatnie wybory parlamentarne; wbrew wyraźnym przecież ustaleniom i komunikatom, że wygrać ma Platforma Obywatelska i PiS, które potem mają stworzyć POPiS-ową koalicję i rządzić ku chwale demokracji, stało się odwrotnie. Wygrało PiS i Platforma Obywatelska, która oczywiście nie mogła ani nie chciała zgodzić się na taką degradację, więc PiS, łamiąc wszelkie reguły demokracji, a nawet przyzwoitości, która nakazuje przecież słuchać oficerów prowadzących, zagroził demokracji, podpisując Pakt Stabilizacyjny z Samoobroną Andrzeja Leppera, a co gorsza ? z Ligą Polskich Rodzin Romana Giertycha, który bluźni samemu Adamowi Michnikowi, a poza tym reprezentującą na politycznej scenie nurt katolicko-narodowy, który podczas rozmów okrągłego stołu został raz na zawsze odsunięty od wszelkiej polityki. Ale na tym nie kończy się zuchwałość Jarosława Kaczyńskiego. Ostatnio zbluźnił on nawet Trybunałowi Konstytucyjnemu, mówiąc, że chciałby wymienić część obecnego składu. Co prawda, konstytucja wprawdzie przewiduje taką możliwość, ale Kaczyński pewnie myśli, że dzięki temu uzależni Trybunał od rządu. Tego nie mógł już scierpieć Jan Rokita i słuszna jego racja: kto to widział, żeby Trybunał był zależny od rządu!
(?)
Stanisław Michalkiewicz
Wyświetlony 4477 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.