sobota, 31 lipiec 2010 19:23

Tajemnica "Słowika Warszawy"

Napisane przez

Może w tym, co jest treścią poniższego tekstu, nie ma żadnej tajemnicy, a tylko nieuprawnione przypuszczenia i nadinterpretacje, które biorą się z dotkliwego braku dokumentów. Taki brak to rzecz normalna w czasie wojny. Wtedy zamiast rzeczowości, rodzą się legendy, zarówno białe, jak i czarne. A może tkwi w tym jakaś tajemnica, lecz nie możemy dociec – jaka? Sprawa wydała się na tyle interesująca, że przedstawiam ją tutaj. Może to gmeranie w próżni, a może...

Eugeniusz Bodo, aktor i piosenkarz, był ulubieńcem przedwojennej publiczności. Zwano go "Słowikiem Warszawy". Zginął w Związku Radzieckim w niewyjaśnionych okolicznościach, prawdopodobnie w 1943 r. Jednak ponoć widziano Eugeniusza Bodo w 1944 r., po upadku Powstania Warszawskiego w obozie przejściowym w Pruszkowie!

Miłośnicy przedwojennych filmów i piosenek dobrze znają tego popularnego aktora-amanta o komediowym zacięciu i równie popularnego piosenkarza. Grał w takich filmach, jak Jego ekscelencja subiekt, Jaśnie Pan szofer, Pieśniarz Warszawy, Rozkoszna dziewczyna, Czy Lucyna to dziewczyna, Paweł i Gaweł, Piętro wyżej (w którym udawał kobietę, a więc był prekursorem takich filmowych przebieranek), Zabawka, Książątko, Strachy. Śpiewał takie przeboje jak Już taki jestem zimny drań, Tylko z tobą, Zrób to tak, Tyle miłości, Ach, Ludwiko, miłością płonę dziką, O Key, Baby, Ach te baby, W hawajską noc. Występował w kabaretach "Qui Pro Quo", "Morskie Oko", "Banda", "Cyrulik Warszawski".
Urodził się 29 grudnia 1899 r. w Genewie, jako Eugeniusz Bogdan Junod, jego ojciec był bowiem Szwajcarem. Lecz związał się z Polską. Już w 1917 r. występował w Poznaniu, a w 1920 w Warszawie. Przybrał wtedy pseudonim Bodo ? od drugiego imienia Bogdan i od końcówki swojego prawdziwego nazwiska. Debiutował w kabaretach, występował w operetkach, na ekranie pojawił się w 1925 r. Zagrał w ponad 30 filmach. Mieszkał w Warszawie przy ul. Marszałkowskiej 132. Ta kamienica obecnie nie istnieje, wiadomo tylko, że stała pomiędzy ulicami Świętokrzyską i Królewską. Po kampanii wrześniowej wraz z uciekinierami z Warszawy znalazł się we Lwowie okupowanym przez Sowiety, lecz w 1941 r., jeszcze przed wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej ślad po nim zaginął. Istnieją sprzeczne wersje co do jego dalszych losów.
Jedna powiada, że po wkroczeniu Armii Czerwonej do Lwowa we wrześniu 1939 r., Eugeniusz Bodo został niespełna półtora roku później aresztowany rzekomo jako niemiecki szpieg i rozstrzelany.
Druga, że w 1941 r. został aresztowany przez NKWD (ponoć nie chciał występować na sowieckich estradach i w filmach), przewieziony do moskiewskiego więzienia na Butyrkach, a stamtąd w 1943 r. skierowany do łagru. Tej ostatniej podróży nie przeżył i zmarł w czasie transportu w pobliżu miasta Wiatka.
Trzecia wersja, podobna do drugiej, powiada że Bodo, aresztowany we Lwowie w 1941 r., jako "element społecznie niebezpieczny", i skazany na pięć lat "ciężkiego obozu wychowawczego", najpierw przebywał w więzieniu w Moskwie na Butyrkach, później w mieście Ufa, wreszcie przetransportowany do łagru w obwodzie archangielskim, zmarł tam 7 października 1943 r.
Czwarta wersja jest pochodną drugiej i trzeciej: w drodze do łagru zmarł w miejscowości Kotłas w pobliżu Wiatki, w tzw. punkcie przesyłkowym w drodze do łagru, w tamtejszym szpitalu nr 5, w obwodzie archangielskim.
Jakiś czas temu, bodaj w rocznicę jego urodzin, a może śmierci (nie pamiętam), napisałem o nim artykuł wspomnieniowy. Przedrukował go "Tygodnik Ciechanowski". Wówczas odezwał się pan Jerzy Michał Chojnowski, mieszkaniec Ciechanowa. Twierdził on, że jego rodzice widzieli Eugeniusza Bodo w obozie w Pruszkowie po Powstaniu Warszawskim! Przebywający tam z rodzicami, mimo że wówczas 5-letni chłopiec, zapamiętał to zdarzenie:
Chciałbym przedstawić okoliczności rozpoznania Eugeniusza Bodo w obozie w Pruszkowie. Na dziedzińcu obozowym było bardzo wiele osób. Nadeszła mała grupka ludzi. Mama głośno krzyknęła na ich widok: Bodo! Bodo! Ten, do którego się zwróciła, coś tam odpowiedział, ale nie pamiętam co, jednocześnie spojrzał na mamę. Mama wzięła mnie na ręce i rzekła: Patrz Jureczku. to pan Bodo ? Słowik Warszawy. Ale w tym momencie Bodo położył palec na ustach i mama zamilkła. Zrobiło się cicho, tylko z dala słychać było gwar ludzi. Grupka odeszła. Mamie polały się łzy (...) Mama z ojcem długo po wojnie go wspominali, mówiąc, że widzieli go tylko na początku pobytu w obozie w Pruszkowie, a zaraz po tym spotkaniu ślad po nim zaginął. W Pruszkowie przebywaliśmy około miesiąca.
Mama dobrze znała Eugeniusza Bodo, korzystała bowiem często przed wojną z imprez kulturalnych. Mieszkała wtedy u swojej starszej siostry, która była żoną wysokiego urzędnika Komisariatu Rządu, on zaś przynosił dla rodziny darmowe bilety.
Oboje rodzice pochodzili z Ciechanowa. Jednakże przez większą część dwudziestolecia międzywojennego mieszkali na stałe w Warszawie; ojciec od 1926 r. Po ślubie zamieszkali przy Dobrej 11 (budynek ten stoi do dzisiaj). Mieszkaliśmy też na stałe w Warszawie przez całą okupację i Powstanie Warszawskie. Po jego kapitulacji zostaliśmy przez Niemców wypędzeni do obozu w Pruszkowie.
(?)
Marek Arpad Kowalski

Wyświetlony 3747 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.