niedziela, 01 sierpień 2010 11:31

Panienkom liczymy słoje

Napisał

8 stycznia, w ramach 14 Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jerzego Owsiaka, wyruszyło w Polskę ponad 120 tysięcy młodych ludzi, którzy na ochotnika podjęli się zbierania pieniędzy na dofinansowanie państwowej służby zdrowia.

W proporcji do pieniędzy przerabianych rocznie przez sektor ochrony zdrowia (33 363 mln zł), orkiestrowe 30 mln stanowią zaledwie dziewięć setnych procenta, jest więc rzeczą oczywistą, że nie o pieniądze tu idzie. Dlaczego więc państwowa telewizja udostępnia Jerzemu Owsiakowi prawie dziewięć godzin ogólnopolskiego czasu antenowego, a ponadto daje wozy transmisyjne, ekipy techniczne, kamery i pracowników? Dlaczego przedstawiciele władz spółek Skarbu Państwa jeden przez drugiego wręczają Jerzemu Owsiakowi czeki, niczym Trzej Królowie dary? Jakub Wygnański napisał w "Rzeczpospolitej", że Owsiak jest najbardziej radosnym zbieraczem podatków. Efektowne, ale to chyba jednak nieprawda. Nie o "podatki" tu idzie, tylko ? o socjotechnikę. Pośrednio przyznał to JE abp Józef Życiński, oświadczając, że 120 tys. wolontariuszy biegających z owsiakowymi puszkami stanowi dowód na istnienie "pokolenia Jana Pawła II."

Odjeżdżają dusz włodarze: misjonarze, bigbiciarze ? śpiewał przed laty nieżyjący już Kazimierz Grześkowiak w spostrzegawczym obrazku ukazującym komiczną stronę heroicznych zmagań między komuną i Kościołem o rząd dusz na przełomie epok późnego Gomułki i wczesnego Gierka. Dzisiaj nie ma już Partii, przynajmniej takiej, jaka była kiedyś, ale co do zmagań, to nic się nie zmieniło, z wyjątkiem tego, że miejsce Partii zajął Salon, a wskutek postępującego rozprzężenia kleru w Kościele, część duchowieństwa zaczęła mu się wysługiwać. Narzędziem, za pomocą którego Salon próbuje administrować duszami, są oczywiście media i dlatego kontrola nad nimi jest nie tyle ważna ze względu na doraźne polityczne korzyści, co ze względu na długofalową strategię przebudowy masowej świadomości. Jerzy Owsiak i jego Orkiestra stanowią jedno z takich narzędzi i dlatego na początku lat 90. Salon z taką determinacją stanął za nim murem, nie tylko oddając do jego dyspozycji zasoby państwowych instytucji, ale i rozsmarowując po ścianach nie tylko wszelkich krytyków, ale nawet wątpiących.
Śmierć i żałoba po Janie Pawle II pokazały socjoteczniczne możliwości telewizji, a zwłaszcza jej zdolność wywoływania masowych reakcji, zwłaszcza wśród ludzi, dla których to medium było dostarczycielem wiedzy o świecie niemal od urodzenia. Może zabrzmi to brutalnie, ale mimo to warto postawić sobie pytanie, czy rzeczywiście przejęlibyśmy się tak chorobą i śmiercią Jana Pawła II, gdyby telewizyjni prezenterzy nie powiedzieli nam, że jesteśmy ogromnie przejęci? Nie ma co oburzać się na takie postawienie sprawy, bo przecież chodzi o to, w jakim stopniu nasze przeżycia są jeszcze autentyczne, a w jakim ? już tylko suflowane przez organizatorów naszej wyobraźni, gospodarujących w naszych duszach swobodnie, niczym we własnej kuchni. Warto to pytanie postawić również dlatego, że okres żałoby po Janie Pawle II został skrupulatnie i umiejętnie wykorzystany przez władających mediami do przeprowadzenia gigantycznych manewrów, z myślą o nadchodzących jesiennych wyborach, podczas których doświadczenia zdobyte podczas manewrów zostały skrupulatnie wykorzystane.
(?)
Stanisław Michalkiewicz


 

Wyświetlony 4453 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.