niedziela, 01 sierpień 2010 11:41

Dług Honorowy

Napisane przez

Po zamknięciu książki Dług Honorowy moje uczucia były diametralnie odmienne od tych, które towarzyszyły mi po przeczytaniu Monte Cassino. Podsumowując ten stan ducha krótko- powróciła nadzieja i optymizm. Bo i jak tu nie zdjąć z głowy czapki przed bohaterami tych kart historii?

Był rok 1918. Właśnie skończyła się I wojna światowa. Brały w niej udział amerykańskie wojska ekspedycyjne. Po jej zakończeniu Ameryka żyje hasłem "przywieźcie chłopców do domu". Wojska są demobilizowane i odsyłane do Stanów w szybkim tempie. Jednak jeden z oficerów dostaje zadanie eskortowania misji humanitarnej wiozącej żywność do oblężonego przez Ukraińców Lwowa. I tam porucznik Cooper, rodzony Amerykanin, zostaje po prostu polonofilem. Trudno inaczej nazwać te uczucia. Lecz jego charakter nie predysponuje go do pisania elegii o umarłych ? on czynem postanawia wesprzeć żywych.
Wraca do Paryża i w kawiarni zapoznaje ze swoim pomysłem majora Faun-le-Roy'a, z którym razem służyli w Amerykańskim Korpusie Awiatycznym. I tych dwóch ludzi postanawia ni mniej, ni więcej tylko zdemobilizować się z armii amerykańskiej, stworzyć eskadrę lotnictwa i wstąpić do służby w armii polskiej, aby walczyć o niepodległość Polski i przeciwko bolszewizmowi. Zdawali sobie sprawę ze skali problemów. Swoją mowę rekrutacyjną sformowali następująco: Nie jesteśmy pewni, czy nasza eskadra po sformowaniu jej będzie przyjęta przez rząd polski. Może być tak, że po przybyciu do Polski, będziemy zmuszeni piechotą wracać do Paryża. Jeśli zostaniemy przyjęci, to musimy służyć na takich samych warunkach jak inni polscy oficerowie, to znaczy, że będziemy musieli żyć za kilka dolarów miesięcznie. Kto się przyłączy do nas, będzie prawdopodobnie musiał operować lichymi aeroplanami i znieść wiele przykrości. Będziemy musieli znosić zimno, nieraz głód i niedostatek oraz wiele innych nieprzyjemności. Nie przyrzekamy żadnych wygód. Przyrzekamy tylko jedno, że zrobimy wszelkie starania, aby nas wysłano na front i tam też pozostaniemy. Trudno coś dodać do tych słów. Znalazło się ich jedenastu. Eskadra została wzmocniona sześcioma oficerami polskimi. Przyjęła nazwę Eskadry Myśliwskiej im. Kościuszki. Amerykanie uważali, że spłacają wobec niego dług honorowy, pomagając Polsce odzyskać niepodległość.
I tak w wieku dwudziestu kilku lat ruszyli tworzyć historię. Na starych maszynach pozbieranych z lotnisk po wycofanej armii austro-węgierskiej. Składali jeden sprawny samolot z parudziesięciu innych, nie mieli odpowiedniego zaplecza logistycznego i otrzymywali uposażenie wielokrotnie niższe niż w armii amerykańskiej. Ginęli w czasie ćwiczeń walki i pokazów. Bomby wyrzucali rękoma lub, gdy były za ciężkie, przez drzwi boczne. Ich samoloty psuły się regularnie i rozbijały, a lotniska, na których stacjonowali, zmieniały się jak w kalejdoskopie. A jednak nie załamali się. Ta książka to coś niesamowitego. Czyta się ją naprawdę jednym tchem. Jak napisał jeden z autorów, sama opisywana treść to literacki samograj. Coś jak połączenie westernu w stylu Kalifornijczyka z Przygodami Tomka Sawyera. Honor, wiara we własne siły i słuszność sprawy dała tym ludziom niesamowitą siłę. Ale jednocześnie byli ludźmi z krwi i kości. Mieli poczucie humoru, lubili dobre wino, piękne kobiety i szukanie przygody. Gdy jeden z nich ginął, wypijali jego zdrowie przy stole z pustym krzesłem i... żyli dalej, nie poruszając tego tematu więcej. Żywi zostali uhonorowani awansami, orderami i sławą dziś już częściowo zapomnianą. Martwy pozostał pomnik lotników amerykańskich na nekropolii lwowskiej. Dziś odrestaurowanej po nikczemnym zniszczeniu przez komunistów. Naprawdę zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję. Jak napisał Norman Davies w przedmowie: W świecie, w którym sprawy międzynarodowe wydają się toczyć w kierunku wyznaczonym głównie przez obrzydliwą mieszankę pieniędzy, nienawiści i brudnej polityki, przykład Meriana Coopera, Cedrica Fauntleroya i ich kolegów z eskadry ożywia naszą wiarę w szlachetne cechy natury ludzkiej.
Warto dodać, że w polskim wydaniu zawarto całą drugą książkę napisaną przez założyciela eskadry Meriana Coopera w Nowym Jorku w 1922 roku. Są to jego wspomnienia z okresu tworzenia i działania eskadry w Polsce.

Robert F. Karolevitz i Ross S. Fenn, Dług Honorowy., Warszawa 2005, 231 stron oraz Merian C. Cooper, Faunt-le-Roy i jego eskadra w Polsce, 1922, 144 strony, twarda okładka
Bartosz Rutkowski

Wyświetlony 4205 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.