niedziela, 01 sierpień 2010 20:31

Koncert życzeń

Napisał

Sporo ostatnio mieliśmy okazji do składania sobie i innym życzeń, do obdarowywania się tym bądź owym, zależnie od tego, czy ktoś preferował raczej to niż owo. Jak wiadomo, ludzie nie zawsze dostają to, czego akurat chcą i nie zawsze też życzą sobie tego, czego sobie życzyć powinni, co potwierdza zresztą starą prawdę głoszącą, że Pan Bóg spełnia życzenia wyłącznie tym, których akurat chce ukarać. W bajkach tkwi zresztą podobna nauka: strzeż się, żeby nie spełniło się to, czegoś sobie zażyczył, skończysz bowiem jak Midas łamiący sobie zęby na złotej golonce albo ów biedny murzynek, który złapawszy złotą rybkę wypowiedział trzy życzenia, z których dwa były przyzwoite, a jedno nie, i skończył jako muszla klozetowa. Ostrożność nie zawadzi.

 

O ile jednak w wypadku życzeń składanych sobie lepiej dwa razy pomyśleć, nim otworzy się usta, o tyle składając życzenia bliźnim, mamy pełną swobodę, oni zaś, zachowując rozumny dystans we własnej sprawie, powinni zdać się na nas, jeśli chodzi o to, czego powinni chcieć. W sytuacji kiedy człowiek sam dla siebie jest kompletną zagadką, co najwyżej myślącą trzciną lub bezmyślnym kołkiem, kierującym się ślepym popędem albo łakomstwem, warto zdać się na chłodny i obiektywny osąd bliźniego swego, który zapewne dla siebie jest niemniejszą zagadką, nas jednak przejrzał na wylot i wie, co dla nas dobre. Życzmy więc wszystkiego ? nie sobie jednak, lecz innym. I niech oni już się martwią, co z tym zrobić. Błazeńskim zwyczajem powszechne życzenia należałoby zacząć od elit światowej władzy, które nieustannie czuwają nad tym, abyśmy mieli co do ust i na plecy włożyć i żeby benzyna miała oktany, a coca-cola bąbelki. Prezydentowi Bushowi można życzyć, aby znalazł wreszcie iracką broń masowego rażenia i żeby nie okazała się nią słynna francuska proca dalekiego zasięgu, za pomocą której, jak wiadomo, francuski ruch oporu ustrzelić miał Hitlera, co niestety zakończyło się niepowodzeniem ze względu na to, że pociski wyrabiane z ugniecionych bagietek nie były w stanie przebić żelbetowych ścian Wilczego Szańca. Być może, zamiast szukać broni w Iraku, należałoby poszukać jej w samym Saddamie ? kto wie, czy gdzieś w zepsutym zębie nie ukrył cyjanku, który za pomocą potężnego kichnięcia rozpyli po sali sądowej; być może, dobrze byłoby zajrzeć mu w trzewia i sprawdzić, czy w trzustce bądź woreczku żółciowym nie kryje zawiniętego w folię czeskiego plastiku. Szukaj więc, George, a znajdziesz ? czego wszyscy ci życzymy.

Z kolei carowi Putinowi wypadałoby życzyć dobrze ssącej i nie zapychającej się rury, za pomocą której oczyściłby dno Bałtyku z mułu, glonów i wszelkiego śmiecia, które zalega w tym śródlądowym bajorze. Mógłby przy okazji, ku uciesze swego druha Gerharda, wyssać z dna parę u-botów oraz wrak Wilhelma Gustloffa, którego zatopić kazali patroni jego patronów. A biorąc pod uwagę problemy demograficzne Rosji, wynikające przede wszystkim stąd, że jej mieszkańcy są, jak to poetycko ujął lider Dead Kennedys, too drunk to f**k, można Władimirowi życzyć, żeby przerzucił swoją rurę przez chińską granicę i zassał dla dobra kraju trochę kitajców. Ci z pewnością ucieszą się, że nikt odtąd nie będzie ich karał za ponadliczbowe potomstwo. A jeżeli przy tym dorzuci się im na dobry początek małe becikowe, które zawsze można wyssać z kieszeni któregoś z oligarchów, być może, jeszcze w tym stuleciu spełni się przepowiednia o granicy polsko?chińskiej, co ? ze względów gospodarczych ? z pewnością wzmocni naszą pozycję w rozmowach z naczalstwem UE.
Jeśli chodzi o naszych zachodnich sąsiadów, również należy im się moc życzeń. Gerheradowi właściwie życzyć już nie ma czego, co najwyżej, żeby przez rurę, której został dozorcą, płynął nie tylko bałtycki szlam z u-botami, ale czasem również rosyjski samogon, który, jak twierdzą homeopaci, jest doskonały na chorobę Alzheimera. Tym samogonem mógłby Gerhard popłukać sobie czasem gardło i przypomnieć sobie, jakimi fajerwerkami kończyło się zwykle bratanie Moskwy z Berlinem. Stara miłość nie rdzewieje, ale zardzewiała pamięć może poczynić sporo szkody. Przy okazji mógłby nalać kieliszeczek pani Angeli Merkel, nie tyle w celach leczniczych, ile raczej zapobiegawczych, ażeby nie zapomniała czasem, kto kogo kiedy i gdzie wypędzał. A do samogonu wszystkim trzeba życzyć kiełbasy z musztardą, pajdy chleba i zdrowej wątroby.
Z pozostałych włodarzy Europy na szczególne życzenia zasługują z pewnością panowie Chirac i Blair. Ponieważ Francja od dłuższego czasu wyraźnie podupada na ciele i umyśle, nie pojmując, dlaczego nikt już się z nią nie liczy tak jak za czasów Chlodwiga, należałoby jej życzyć odzyskania zdrowego rozsądku, w który zaopatrzył ją ongiś Kartezjusz. Samemu Chiracowi życzmy, aby przestał sądzić, że Amerykanie są gorsi niż Arabowie tylko dlatego, że sam uważa Arabów za gorszych od Francuzów, i aby nie zapominał, że Karol Wielki, zanim został królem, nazywał się Charlie Brown i był bohaterem komiksów o piesku Snoopy'ym, a nazwisko Chirac pochodzi od nazwy słynnego indiańskiego plemienia Cheerokee. I życzmy mu wreszcie, żeby za dziesięć lat francuska młodzież nie musiała palić samochodów w proteście przeciwko nakazowi noszenia chust wydanemu przez nowo powołany rząd Islamskiej Republiki Francji. Natomiast Tony’emu Blairowi można życzyć tylko tyle, żeby w publicznych wystąpieniach na forum UE nie bał się mówić tego, co jego ambasadorowie piszą w prywatnych e-mailach. A skoro mowa o Unii Europejskiej, to również jej złóżmy życzenia. Ponieważ do końca nikt nie wie, kto nią rządzi, a trudno kierować życzenia do ogólnego i abstrakcyjnego bytu, niech ich odbiorcami będą wszyscy unijni urzędnicy ? od szeregowych nosicieli kartek z pokoju do pokoju po same szczyty elity pieczątkowców. Życzymy wam, aby bez waszej wiedzy i zgody ogórki nie rosły i nie kurczyły się, regiony nie przemieszczały i nie znikały z map, akweny nie opuszczały dotychczasowych żerowisk, żeby mniejszość nie przechodziła w większość, a ilość w jakość, aby nie tolerowano dyskryminacji i nie dyskryminowano tolerancji, żeby kobiety nie mężniały, a mężczyźni nie babieli, i wreszcie aby Światowa Organizacja Zdrowia zezwoliła na mnożenie przepisów przez klonowanie. I żeby Chińczyk nie pluł wam w twarz.
Od życzeń międzynarodowych przejdźmy do krajowych. Zacznijmy od głów państwa ? zstępującej i wstępującej. Odchodzącemu prezydentowi można życzyć udanych wykładów, które ponoć ma wygłaszać w różnych ważnych miejscach, dla różnych ważnych ludzi, którzy strasznie chcą usłyszeć coś ważnego o ważnych sprawach. Życzyć mu też można, aby zakończyły się one zdobyciem upragnionego tytułu naukowego. Co prawda, sam udział w wykładach nie pozwala zaliczyć przedmiotu, trzeba bowiem jeszcze chodzić na ćwiczenia i zdać egzamin, ale ponieważ prezydent, jak sam powiedział, lubi ludzi, życzymy mu, aby jakiś ludzki ludź też go kiedyś polubił i zaliczył mu wszystko, jak to się mówi, "awansem". Potem pozostaje tylko napisać niewielką pracę ? np. o ubocznych skutkach kopania w goleń i walenia w szyję ? i odpowiedzieć na kilka prostych pytań, w rodzaju: "czy zna pan tego pana na zdjęciu obok pańskiej żony?" albo: "czy widział pan kiedyś tego wąsatego Rosjanina, z którym pan rozmawia na tej fotografii?". A potem już tylko kwiaty, czekoladki, uścisk dłoni ? i po wszystkim. Człowiek na wieki wieków zostaje Magistrem.
(?)
Damian Leszczyński

Wyświetlony 3625 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.