niedziela, 01 sierpień 2010 20:51

"Gineza" i "ginema" OK!

Napisane przez

Kariera akademicka feminizmu ma związek z politycznymi przeobrażeniami uniwersytetów, a nie z wysoką jakością feministycznej oferty. Z punktu widzenia klasycznych standardów uniwersyteckich za horrendum należy uznać włączanie się uczelni w jakiekolwiek "projekty emancypacyjne", czy to kobiece, czy rasowe, czy klasowe, czy seksualne (...) W Polsce próby wprowadzenia studiów kobiecych na uniwersytety dokonywane są praktycznie przy użyciu jednego, dobrze znanego argumentu: "bo przecież na Zachodzie". Niestety argument ten ? jeden z najbardziej niemądrych, jaki mógł pojawić się w wolnym kraju ? okazuje się czasami skuteczny (Ryszard Legutko, "Rzeczpospolita", 15-16.06.2002 r.)

 

Najobszerniejszą prezentacją feminizmu w literaturze polskiej jest praca Feminizm, autorstwa pana profesora Kazimierza Ślęczki. Poniżej dokonuję stronniczego przeglądu tej książki, prawdopodobnie niezgodnego z intencjami autora, cytując kilka jej fragmentów. W moim przekonaniu cytaty te obrazują absurdalny, antydemokratyczny i pseudonaukowy charakter feminizmu. Wydaje się, że feministki w Polsce, przynajmniej na razie, nie idą aż tak daleko jak ich koleżanki na Zachodzie, ale przecież to dopiero początek. A warto wiedzieć, co może nas czekać i pewnie czeka, zwłaszcza jeśli pozostawimy feministkom monopol na zajmowanie się problematyką statusu płci i dyskryminacji ze względu na płeć.
A zatem: Kiedy Katie Roiphe (...) przybyła w 1986 roku na studia do Harvardu, zaraz na wstępie przywitały ją plakaty krzykliwie ostrzegające przed czającym się zewsząd niebezpieczeństwem zgwałcenia przez przyszłych kolegów (...), a dyżurujące na stopniach dziekanatu aktywistki starszych roczników wręczały nowym studentkom gwizdki, z którymi odtąd nie powinny były się rozstawać, gdyż z całą pewnością będą seksualnie napastowane. (...) Kiedy w dwa lata później Katie kontynuowała studia w Princeton, zastała cały ten cichy i położony w spokojnej miejscowości kampus oświetlony nocą błękitnym światłem siedemdziesięciu lamp. Pod każdą z tych lamp znajdował się łatwo dostępny telefon alarmowy, do użytku na wypadek zagrożenia molestowaniem seksualnym lub gwałtem. (...) Już w czasie jej studiów feministki wygrały batalię z astronomami o umieszczenie kolejnej serii takich urządzeń wokół obserwatorium; dobito targu, kiedy uzgodniono, że lampy te będą wyjątkowo umieszczone przy samej ziemi, tak aby nie utrudniały obserwacji nieba. Skutek owych świateł był tylko taki, że studentki bały się chodzić nocą. Wygranie przez feministki batalii z astronomami jest najzupełniej naturalne i tylko potwierdza oczywisty fakt, że panie te bujają w obłokach jeszcze bardziej od astronomów. Jasne, że nic tak nie odstrasza gwałciciela, jak nocny widok kobiety podświetlonej od dołu. Równie słuszne jest spodziewanie się od bandyty najdalej idącej kurtuazji, polegającej na cierpliwym oczekiwaniu do momentu, aż potencjalna ofiara gwałtu połączy się z policją. Pewne jest i to, że poniesienie tak wielkich i absurdalnych wydatków na te figlarne światła i "telefony do przyjaciela", mogła skutecznie wymusić jedynie "grupa dyskryminowana". Wygląda na to, że feminizm z wielką determinacją walczy z problemami, które sam wywołuje. Z drugiej strony, zarzucanie feministkom braku poczucia humoru, to chyba przesada...
Skoro już wiemy, co feministki robią z otoczeniem uniwersytetu, przyjrzyjmy się jak sobie radzą w samej uczelni. Zajęcia i wszelkie dyskusje skrępowane były regułami "poprawności" oraz narzuconym przez feminizm sposobem patrzenia i myślenia, wszelkie próby indywidualizmu były solidarnie tępione. Kadra nauczająca czuła się sterroryzowana możliwością oskarżeń o molestowanie seksualne, dlatego profesor prowadził wszelkie rozmowy, (...) przy otwartych drzwiach, jeśli rozmówczynią była studentka. Feministyczne "pranie mózgów" nie ominęło także licznych studentów, którzy w ramach cowiosennych, skupiających w Princeton po kilkaset do tysiąca uczestników, marszów "Odbierzcie im noc!" głośno bili się w piersi za cały gatunek męski. Pojawiła się nowa "dogmatyczna ortodoksja". Panowie profesorowie, skoro są takimi nędznymi tchórzami, że pozwolili się sterroryzować, powinni codziennie obowiązkowo przyjmować specyfiki powodujące chemiczną kastrację, a po egzaminie każdej studentki na wszelki wypadek, przechodzić badania na wariografie, w celu sprawdzenia, czy w trakcie egzaminu, pomimo wszystko, nie mieli erotycznych fantazji. Marsz młodych masochistów zaś, zamiast nosić nazwę Odbierzcie im noc!, powinien odbywać się pod hasłem Odebrało im rozum. Film z rejestracją marszu należałoby wielokrotnie skopiować i rozesłać do zakładów psychopatologii na uniwersytetach całego świata, gdzie zapewne byłby podstawą do cyklu interesujących zajęć.
(?)
Jan Stecki
Wyświetlony 4364 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.