wtorek, 03 sierpień 2010 11:13

Remedium na demoliberalizm

Napisane przez

Słowo "demoliberalizm" robi ostatnio zawrotną karierę. Używa się go bardzo chętnie szczególnie w środowiskach konserwatywnych i narodowych, odnosząc je do pewnej rzeczywistości (a także koncepcji) polityczno-obyczajowo-kulturalnej. Choć pojęcie to wydawać się może logicznie niespójne (bo, teoretycznie, demokracja do liberalizmu ma się nijak), każdy, kto choć trochę interesuje się polityką, dobrze zna jego desygnaty.

 

Profesor Jacek Bartyzel wymienia najważniejsze z nich, przypisując demoliberalizmowi cechy ideologii. Są to: tendencja do akceptacji obyczajowego permisywizmu, egzaltowanie tzw. tolerancji afirmatywnej i nadawanie egoistycznego znaczenia "prawom człowieka" (rozumianym przez prof. Bartyzela jako "prawa człowieka bez Boga"). Do "postępowej" otoczki aksjologicznej dodać możemy ponadto lewicujące poglądy gospodarcze, przejawiające się w akceptacji interwencjonizmu państwowego, a nawet postawie roszczeniowej wobec państwa (stąd spotyka się niekiedy równie egzotycznie brzmiące zestawienie "socliberalizm").

Oczywiście, przeciwnika demokracji jako takiej drażnić będzie również (a może przede wszystkim) afirmacja samych zasad ustrojowych tego systemu ("dyktatura większości", powszechne prawo wyborcze).
Często jako opozycję wobec tak rozumianego demokratycznego liberalizmu proponuje się liberalizm konserwatywny. Od razu jasny staje się tu sposób rozumowania wrogów demoliberalizmu. W ich mniemaniu (oczywiście, stosując pewien skrót myślowy) demokracja utożsamia lewicowość, a konserwatyzm ? prawicowość. Jednak konserwatywny liberalizm jest tylko pewną ideą, sam z siebie nie określa np. najlepszego ustroju politycznego. Dlatego też konserwatywnym liberałem może być zarówno monarchista, jak i... demokrata. Jeśli tylko owej demokracji nada się sensowny kształt. Monarchiści mogą tu odparować dogmatyczną konstatacją, że z demokracji nie da się zrobić niczego sensownego, ale to samo moglibyśmy powiedzieć o monarchii, która zmienić się może przecież w tyranię. Jak więc zapobiec ewolucji demokracji w zdezorganizowane rządy tłumu, a monarchii ? w niekontrolowany "zamordyzm"? W sytuacji, kiedy żadne z możliwych rozwiązań nie jest doskonałe, szuka się tzw. złotego środka. Kiedyś znaleziono złoty środek między monarchią i demokracją. Odkrycia tego dokonał Arystoteles, a swoje "dziecko" ochrzcił imieniem politei.

Politeja ? matka Republiki
W porządku ustrojów dobrych politeja jest najbardziej oddalona od ustroju "najlepszego z możliwych" (tj. takiego, w którym pojęcia "dobrego obywatela" i "dobrego człowieka" byłyby synonimami), ustępując miejsca i królestwu, i arystokracji; jednakowoż Arystoteles [...] który uważał za niesłuszne koncentrowanie się na poszukiwaniu modelu państwa idealnego zalecał [...] poszukiwanie ustroju, który byłby "możliwie najlepszy w istniejących okolicznościach ? pisze prof. Bartyzel.
Arystoteles kładł nacisk przede wszystkim na problem legitymizacji ustroju przez społeczeństwo. Ta część obywateli, która chce utrzymania ustroju, musi być silniejsza od tej, która tego nie chce ? pisze dalej Bartyzel. Politeja miała się opierać na klasie średniej, ponieważ państwa złożone przeważnie z ludzi o średnim statusie społecznym i ekonomicznym mają zaletę powstrzymywania, z jednej strony, socjalnej demagogii "skrajnej demokracji", z drugiej zaś ? nadmiernej koncentracji władzy w rękach oligarchii posiadaczy, łącznie zaś ? zapobiegania ustrojowi najgorszemu z realnie istniejących, tj. tyranii, która może się wyłaniać zarówno z demokracji, jak i z oligarchii.

Republika a republikanizm
W języku potocznym terminów "demokracja" i "republika" używa się dziś właściwie zamiennie. Nie stało się tak wyłącznie za sprawą politologicznego uzusu, a również przez komunistyczną propagandę, która ponazywała wszystkie podległe ZSRR kraje "republikami". Wszystko to sprawiło, że republika zrównała się z demokracją, można powiedzieć, że "sięgnęła" demokracji, niczym Norwidowski ideał ? bruku. Tymczasem republika jest pojęciem o wiele szerszym niż demokracja. W politologii wyróżnia się republiki arystokratyczne (umożliwiające uczestniczenie w wyborze naczelnych organów państwa tylko wąskiej grupie społecznej), oligarchiczno-patrycjuszowskie oraz demokratyczne. Czystym odpowiednikiem Arystotelesowskiej politei byłby ustrój łączący w sobie cechy wszystkich tych modeli.
Jak pisze prof. Ryszard Legutko: Starożytni rozumieli zmieszanie na dwa sposoby. Pierwszy polegał na łączeniu w jedną strukturę rozwiązań z trzech typów ustrojowych, np.: wybory z demokracji, jakieś ważne ciało reprezentujące elitę arystokratyczną oraz element monarchistyczny w postaci przywódcy obdarzonego znacznymi prerogatywami.
(?)
Karolina Przesmycka

Wyświetlony 4130 razy

Najnowsze od Karolina Przesmycka

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.