wtorek, 03 sierpień 2010 11:33

Wyzwoliciele (III) Stosunek żołnierzy Armii Czerwonej do Polaków

Napisane przez

Sześć lat wyniszczającej okupacji niemieckiej na ziemiach polskich doprowadziło do autentycznej euforii narodowej wobec ucieczki Niemców na zachód, która zwiastowała rychły koniec wojny.
Oczywisty i zarazem niemiły był fakt, że wyzwolenie przynosiły wkraczające ze wschodu oddziały Armii Czerwonej, a nie armie zachodnie.

 
Rokossowski w swej książce tak opisuje ową narodową radość: Ludność Polski odnosiła się do Armii Czerwonej serdecznie i po przyjacielsku. Było widoczne, że naród cieszy się z powodu naszego przybycia i uczyni wszystko, aby przyspieszyć przepędzenie faszystowskich okupantów.

Nie sposób całkowicie zakwestionować tej opinii marszałka, jednak należy pamiętać, że społeczeństwo polskie pamiętało bardzo dobrze haniebną napaść Związku Sowieckiego w 1939 r. i współpracę z Niemcami Hitlera. Wyjawienie zbrodni katyńskiej przez Niemców w kwietniu 1943 r. odbiło się szerokim echem wśród Polaków w Ojczyźnie i na emigracji. Nieustające żądania Stalina odebrania wschodnich ziem Rzeczypospolitej nastawiały Polaków do Rosjan coraz bardziej wrogo. Ponadto, jeśli nie liczyć obaw ludności cywilnej, żołnierze Armii Krajowej (z którymi społeczeństwo sympatyzowało i których popierało) czuli się zagrożeni jeszcze przed wkroczeniem Armii Czerwonej na ziemie przez nich kontrolowane. Rozbrajanie i wywożenie całych batalionów AK z Wileńszczyzny na Syberię (patrz odcinek 1) było dla polskiego społeczeństwa dowodem na to, że Armii Czerwonej jak i polskich komunistów należy się obawiać.
Z kolei marszałek G. Żukow w książce pt. Wspomnienia i refleksje jasno określił swój, jak i czerwonoarmistów, stosunek do AK: Nasze tyłowe linie kolejowe i drogi kołowe biegły teraz przez terytorium Polski, gdzie oprócz prawdziwych przyjaciół i lojalnych wobec nas mieszkańców istniały również wrogie elementy. (...) Z organami miejscowych władz oraz społeczeństwem polskim zostały nawiązane jak najbardziej poprawne stosunki.
W świetle pozostawionych dokumentów i relacji Polaków, to oświadczenie jest po prostu kłamstwem historycznym. W 1944 r. i 1945 r. nie mogło być mowy o jakiejkolwiek przyjaźni narodów polskiego i rosyjskiego. Współdziałanie AK z Armią Czerwoną było tylko chwilowe, a obecność sowieckich żołnierzy wręcz nie do zniesienia.
Dla większości społeczeństwa wchodzący Sowieci byli nowymi okupantami. Znana polska pisarka Maria Dąbrowska, będąca wówczas w Dąbrowie Zduńskiej, napisała 18 stycznia 1945 r. w swoim dzienniku następującą refleksję o wkroczeniu Rosjan do miejscowości po ucieczce Niemców: Rano rozeszła się wiadomość o zajęciu Warszawy, Łodzi, Częstochowy, Sieradza (...). Około piątej sześć czołgów sowieckich przejechało około bramy szkoły, kierując się ogólną drogą ku szosie. Od szóstej jednym ciągiem zaczęły już iść po szosie czołgi (...). Pomyśleć ? dziś rano jeszcze byli tu Niemcy, a wieczorem jesteśmy już pod okupacją bolszewików.
Pisarka nie wspomina nic o kwiatach ani o euforii, jaką opisywały gazety. Z tej relacji bije raczej smutna refleksja o utracie po raz kolejny niepodległości, niż radość z ucieczki Niemców.
Pod koniec lat sześćdziesiątych ukazały się materiały konkursowe zawierające relacje współczesnych o wsi polskiej z lat 1939-1948. Zostały one opracowane na polecenie Polskiej Akademii Nauk przez K. Kersten i T. Szarotę. Składały się na nie relacje świadków: rolników, nauczycieli, przesiedleńców i mimo że relacje zostały ocenzurowane, to jednak można wyczytać między wierszami o trudnościach związanych z obecnością Armii Czerwonej.
Charakterystyczne jest, że osadnicy na Ziemiach Odzyskanych, nadsyłając wspomnienia na ogłoszony w latach 60. konkurs, zastrzegają sobie anonimowość i nie chcą podawać nawet nazw miejscowości.
Anonimowy rolnik mieszkający w województwie wrocławskim, w powiecie milickim napisał: Dopiero 10 XII 1945 r. we wsi naszej rozpoczął się ruch, zaczęli przybywać repatrianci zza Buga, stan opłakany, przybyli zupełnie zrujnowani, bez odpowiedniej odzieży, bez środków do życia...
Za taki stan rzeczy odpowiedzialność ponoszą Rosjanie. Dowodem na to jest wysłane miesiąc później, bo 10 I 1946 r. tajne pismo ministra Ziem Odzyskanych W. Gomułki do władz sowieckich, w którym czytamy: jak wynika z załączonych raportów współżycie obu narodów na obszarach przekazanych w Poczdamie administracji polskiej nie układa się harmonijnie. Stosunek jednostek Armii Czerwonej do ludności polskiej na obszarze ziem odzyskanych bywa często niechętny, co wywołuje w społeczeństwie polskim nastroje rozgoryczenia i zniechęcenia. Postępowanie niektórych jednostek Armii Czerwonej, dopuszczających się wobec ludności polskiej gwałtów, rabunków, grabieży i zabójstw, utrudnia akcję polską na terenie ziem odzyskanych, a proniemiecka polityka niektórych komendantów wojennych potęguje jeszcze trudności, jakie musimy przezwyciężać przy zagospodarowaniu tych terenów.
Osadnicy zajmujący nowe gospodarstwa często musieli dokonywać kapitalnych remontów i porządków. Potwierdza to kolejna relacja:
Na pierwszym miejscu nasza ludność musiała się wziąć do pracy sanitarnej, czyścić mieszkania, któreśmy tu zastali. Wszędzie różności, spadliny drobiu oraz bydła oraz całego inwentarza żywego gospodarczego. Wszystko było zdechniętem, smierdzący zdechliną...
Tzw. majątki poniemieckie, zajmowane przez żołnierzy Armii Czerwonej, w chwili przekazywania osadnikom polskim, były nierzadko zdewastowane i zniszczone.
Poufne sprawozdanie z 14 XI 1945 r. na temat przekazywania majątków ziemskich po Armii Czerwonej całkowicie potwierdza relacje anonimowych osadników:
Zjawiskiem powszechnym... jest fakt opuszczania samowolnego (...) (w województwie mazurskim ok. 50% obiektów) po uprzednim ogołoceniu majątków ze wszystkich inwentarzy żywych, po omłocie zbóż, zniszczeniu podstawowych inwentarzy martwych, wyrwaniu drzwi i okien i zabraniu wszelkich urządzeń domowych.
Głównym argumentem podważającym opinię sowieckich marszałków o poprawnym zachowaniu czerwonoarmistów są sprawozdania sytuacyjne wojewodów i starostów niepublikowane nigdy w PRL.
Już w 1944 r. stosunki te były złe. Komendant AK obwodu Bielsk Podlaski meldował do swoich przełożonych: Sowieci są przekonani, że walczą za Polskę, a więc Polacy powinni z wdzięcznością dostarczyć kontyngenty. Stosunek do Polaków coraz bardziej wrogi, często słyszy się zdania: "Polska morda nie umie mówić po rusku.
Raport Komisarza Ziemskiego w Łukowie, datowany na 27 listopada, stwierdza: Żołnierze dopuszczają się coraz więcej kradzieży i rabunków, a nawet zaszedł 6 listopada wypadek we wsi Radoryż, że pijany żołnierz sowiecki zarżnął zwyczajnie nożem wiejską kobietę. (...). Jednym słowem dewastacja lasów, kradzież kartofli są na porządku dziennym.
9 sierpnia 1944 r. Stalin podpisał rozkaz nr 220172 nakazujący drobiazgowe rozpatrywanie wszelkich skarg i zażaleń ludności cywilnej. Punkt 6 tego rozkazu brzmiał: Surowo karać, włącznie do przekazywania sprawy sądowi wojennemu wszystkie osoby, niezależnie od ich stopnia i stanowiska służbowego, którym udowodniono bezprawną i samowolną konfiskatę mienia miejscowej ludności. Do odpowiedzialności pociągać również poszczególnych dowódców i przełożonych, którzy nie zapobiegli wypadkom samowoli lub je tolerowali.
(?)
Kristian Kowalski

Wyświetlony 6311 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.