piątek, 20 sierpień 2010 11:38

Jak zirytować wodza

Napisane przez
Większość podróżników starannie unika takich sytuacji. Kiedy trafiają do któregoś z dzikich plemion, wówczas przede wszystkim starają się nikogo NIE zirytować, NIE obrazić, NIE naruszyć tabu itd. Ja postanowiłem uczynić na odwrót.

Posłuchajcie...
Było to wiosną roku 2003. Zamierzałem przejść przez dżunglę z Surinamu do Brazylii, a ogólny plan wyprawy był taki:
1. Najpierw ruszamy w górę rzeki Maroni ? czyli na południe.
2. W pewnym momencie rzeka się kończy ? gdzieś w dżungli.
3. Zostawiamy ją i ruszamy dalej piechotą przez góry ? po drugiej stronie jest już Brazylia.
4. Tam docieramy do dowolnej rzeki ? i tak wszystkie w końcu wpadają do Amazonki.
5. Podążamy z biegiem wody i w ten sposób docieramy do największej rzeki świata, dalej do Manaus i wreszcie z powrotem do Polski.
Bajka? Wcale nie, zupełnie sensowny plan.
***
Po dwóch tygodniach kompletowania sprzętu i ludzi, mam wszystko: drewniana łódką, zapasy, podarunki dla Indian oraz załogę ? czterech czarnych jak smoła Murzynów. Wszyscy pochodzą z leśnych plemion mieszkających na pograniczu, a jeden z nich przyjaźni się z Indianami i kiedy wkroczymy na ich teren, potrafi się dogadać co do dalszej drogi.
Płyniemy w górę Maroni. Jakieś cztery ? pięć dni.
***
Pierwszego dnia trzech z czterech Murzynów siedzi na łodzi i się nudzi. Czwarty steruje.
Drugiego dnia trzech z czterech Murzynów leży na łodzi i dłubie w nosach albo śpi. Czwarty steruje.
Trzeciego dnia zaczyna się robić interesująco: trzej Murzyni co chwila wskakują do wody i przeciągają naszą łódkę przez zawalające drogę głazy. Czwarty steruje i niemiłosiernie na nich krzyczy.
Czwartego dnia po południu wszyscy czterej Murzyni i ja piąty wyciągamy łódkę na brzeg, a potem wleczemy ją na sznurach dookoła wodospadu, który zagradza nam drogę.
Piątego dnia docieramy wreszcie do wioski, w której mieszkają dzicy Murzyni Bush Negers, czyli potomkowie niewolników zbiegłych w XVI w. z plantacji (To jest ciekawostka Surinamu i kulturowy ewenement: W takich wioskach do dziś przechowały się tradycje plemienne z Afryki. Tradycje, które w Afryce wytrzebiono doszczętnie, wyłapując całe plemiona i wywożąc do Ameryki).
***
Po kilku dniach pobytu u Bush Negers ruszamy w dalszą drogę. Wkrótce dopływamy do wodospadu którego, nie da się już obejść. Ten wodospad jest naturalną granicą terytoriów murzyńskich i indiańskich. Po jego drugiej stronie mają na nas czekać łodzie plemienia Trio. Oczywiście, pod warunkiem, że nikt ich wcześniej nie zabrał...
***
Dzisiaj rano pojawił się pierwszy Indianin. Przypłynął łodzią. Skąd wiedział, że na niego czekamy pod wodospadem? Nie wiadomo. Indianie zawsze wszystko wiedzą, ale nigdy nie wiadomo skąd.
No więc przypłynął i jak gdyby nigdy nic powiedział, że może nas przeprowadzić do Brazylii. Skąd wiedział, że się wybieramy do Brazylii, nie wiadomo.
Najpierw płynęliśmy w górę - do końca strumienia.
Potem szliśmy, przez góry.
Dalej znowu była jakaś rzeka i kolejne trzy dni wzdłuż jej brzegu, do wioski plemienia Wayana. Kacykiem w tej wiosce był ojciec naszego przewodnika, więc przyjęto nas życzliwie.
I kiedy już wszystko było na najlepszej drodze, kiedy już było z górki, kiedy czułem nosem powiew Amazonki, wódz-tatuś potraktował nas z najwyższymi honorami. I to było nieszczęście!
Posłuchajcie...
Najpierw powitał syna; długo i wylewnie.
Potem zaczął witać mnie; jeszcze dłużej i wylewniej. I nie omieszkał przejść do podarunków.
Dawał, dawał i dawał - ...baardzo szczodry Indianin... ? dmuchawki, łuk i strzały pierwszorzędnej jakości, dzbanek kurary, czyli trutki do strzał. Piękną koronę z piór, naszyjnik z kłów, podobno jaguara, ale coś mi wyglądały na ocelota, bo za małe. Nieważne - liczył się gest. Dołożył to tego także pierwszorzędny hamak, żebym mógł wygodnie spać. A na koniec rozwinął przede mną siedmiometrowej długości wyprawioną skórę anakondy.
Przyjąłem ją ze łzami w oczach. Nie były to łzy wzruszenia, tylko wściekłości. Zaraz po opuszczeniu wioski, będę musiał tę skórę dyskretnie wyrzucić. Najlepiej spalić. Trasa wyprawy wiodła do Brazylii, a w Brazylii cudzoziemiec ze skórą anakondy trafia za kratki.
W Europie taka skóra warta jest tyle, że zwróciłyby się wszystkie koszta wyprawy i jeszcze starczyło na kawałek następnej. Pech, pech, pech.
Ale wcale nie największy... Największy miał dopiero nastąpić.
***
Wódz skończył obdarowywanie, usiadł i czeka.
Teraz moja kolej. Tak to jest pośród dzikich plemion ? obowiązek wzajemności. Dostałeś musisz i ty dać. I lepiej żeby twoje podarki nie były gorsze ani mniejsze od tych, które otrzymałeś, bo wówczas wódz może się poczuć dotknięty. A przecież nie chciałbyś obrazić kogoś, kto ma na szyi zęby jaguara, w nosie piórko, a za plecami grupę dobrze uzbrojonych wojowników. Wojowników na razie uśmiechniętych. Na razie...
Zacząłem wykładać u stóp wodza dosłownie wszystko, co miałem. Ale, niestety, nie było tego wiele. Przez te wszystkie katarakty i góry nie mogliśmy przenieść ciężkiego bagażu - zabraliśmy więc tylko tyle, ile mogliśmy udźwignąć. Miałem wprawdzie pieniądze, ale amerykańskie dolary w dżungli nie są w cenie ? ich zielony kolor kojarzy się Indianom z pleśnią.
Oddałem wszystko, co miałem, oprócz aparatu fotograficznego, filmów i kilku rzeczy osobistych. Nie starczyło. Wódz wprawdzie nie był wściekły, ale nie był też zadowolony.
Następnego dnia zapadł jeden z najbardziej bolesnych wyroków w mojej karierze podróżnika:
? Dziękujemy wam bardzo za wizytę, gringo. Wojownicy jutro odprowadzą cię z powrotem. Rzekłem!
Indianie mają swój rodzaj języka "dyplomatycznego". Kiedy wódz mówi RZEKŁEM, nie dyskutuje się, tylko wykonuje dokładnie to, co powiedział.
? Wodzu, ale...
? RZEKŁEM.
Nie było nic, co mogłem uczynić, żeby go przekonać, że równie łatwo mogli mnie odprowadzić nie z powrotem do Surinamu, lecz w stronę Amazonki. On to doskonale wiedział. Po prostu nie chciał.
***
Zobowiązania są głęboką częścią indiańskiej kultury i mentalności.
Na prezent wypada odpowiedzieć równoważnym prezentem. A kiedy się nie da?
Jeżeli człowiek chce naprawdę zirytować Indianina, powinien mu wyświadczyć przysługę, za którą nie można się odwdzięczyć.
***
Na dnie mojego plecaka znalazłem szampon koloryzujący do włosów. Kupiłem go przez pomyłkę - w Surinamie mówi się po holendersku, a ja holenderskiego nie znam ? myślałem, że to normalny szampon.
HA! ? pomyślałem. ? Jest okazja zażartować sobie z wrednego wodza.
Następnego ranka zaprosiłem wszystkie kobiety z wioski do rzeki i umyłem im głowy tym szamponem. Baardzo dokładnie. Na większości głów efekt był taki sobie, ale na tych najbardziej siwych okazał się piorunujący!
***
Wódz przybiegł nadzwyczaj prędko. Wyraz jego twarzy był nieszczególny, ale raczej bardzo zakłopotany niż groźny.
? Odmłodziłeś nasze kobiety, gringo ? powiedział wódz.
? Odmłodziłem.
? I jak ja ci się teraz odwdzięczę?
? Doprawdy nie wiem. Jedyne na czym mi naprawdę zależało, to popłynąć stąd w stronę Amazonki, ale się nie zgodziłeś. A raz wydanej decyzji wodza cofać nie wolno, prawda?
? Prawda, gringo. Nie po tym, jak się powiedziało RZEKŁEM.
***
Wódz został na brzegu rzeki, a my odpłynęliśmy w stronę Surinamu. Wyglądał smętnie.
Później, kiedy jego wojownicy żegnali się z nami po drugiej stronie gór, dałem najstarszemu z nich pewne zawiniątko z prośbą, by je oddał wodzowi.
W środku była ta siędmiometrowa skóra anakondy, którą otrzymałem w darze.
Dlaczego się jej pozbywałem? Zwrócić prezent to tyle, co śmiertelnie obrazić wodza. Wypowiedzieć mu wojnę. Zelżyć go publicznie. Zakwestionować jego męstwo i męskość. I to był jedyny sposób, by wódz mógł zachować twarz. Przestał być moim dłużnikiem, który nie miał mi się jak odwdzięczyć ? teraz byliśmy śmiertelnymi wrogami.
Wojciech Cejrowski
www.ccc.art.pl

Wyświetlony 3564 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.