niedziela, 29 sierpień 2010 10:39

Dziedzictwo Prokrustesa

Napisał

W mitologii greckiej pojawia się postać niejakiego Prokrustesa, osobnika o zdecydowanie egalitarnych poglądach. Ów Prokrustes, chcąc jak najszybciej zrealizować ideę powszechnej równości, wpadł na genialny w swej prostocie pomysł. Przygotował specjalne łóżko, a następnie proponował w nim nocleg zmęczonym podróżnym. Jeśli któryś z nich był krótszy niż łóżko, rozciągał go, jeśli dłuższy, obcinał to, co wystawało poza łoże.

 

Tak więc hasło głoszące, że wszyscy ludzie są równi, a jak nie są, to będą, ma swoje źródło w starożytnej Grecji, co potwierdza, iż nie na darmo zwie się ją kolebką naszej cywilizacji. W trakcie dziejów ową metodę rozciągania i przycinania zdołano twórczo rozwinąć, np. w trakcie rewolucji francuskiej sporą popularnością cieszyła się krajalnica, wynaleziona przez monsieur Jospeha Guillotine'a, a dzięki rewolucji sowieckiej nowe urządzenia wyrównawcze znalazły powszechne zastosowanie. Warto dodać, że i my mamy tutaj swój skromny wkład, albowiem to nasz rodak, Cyrankiewicz Józef jest autorem słynnego powiedzenia ręka podniesiona na partię zostanie odrąbana. Jak wiadomo, klienci bez rąk są mniej awanturujący się.
Obecnie, czy to wskutek braku wyobraźni, czy też biurokratyzacji życia, pomysły na równanie ludzi nie są już tak barwne. Zazwyczaj kończy się na sporządzeniu kolejnej ustawy, w której roi się od stwierdzeń w rodzaju "każdy ma prawo...", "wszystkim przysługuje...", "nie wolno nikogo...", podlanych jakimś urzędniczym bełkotem. Choć trzeba przyznać, że czasem pojawiają się wyjątki dowodzące, że egalitaryzacja może być czynnością rozrywkową. W wielu krajach, po to, by wszystkim zapewnić równy dostęp do tej rozrywki, powołano nawet specjalne urzędy, które ciężko pracują nad tym, aby zabawiać ludzi. U nas taką rolę pełni urząd Pełnomocnika do Spraw Równego Statusu, który co jakiś czas wpada na nowy pomysł, co by tu zrobić, żeby było jeszcze równiej. Jeszcze nie ucichła wrzawa po propozycji ocenzurowania reklam telewizyjnych, w których rzekomo kobiety są dyskryminowane, a już pojawił się nowy pomysł. Pani pełnomocnik doszła do wniosku, że kobiety są dyskryminowane również w podręcznikach szkolnych. I pod tym względem, jak zwykle, ma całkowitą rację i należy jej się pełne poparcie. Wystarczy wziąć pierwszy z brzegu elementarz. Co tam mamy? O taki choćby, z pozoru niewinny przykład: Ala ma kota. Niby nic, a jak się lepiej przyjrzeć, to od razu widać, że mamy tu do czynienia z przebiegłą dyskryminacją. Bo przecież posiadanie kota jest rzeczą nie tylko banalną, ale wręcz infantylną. W ten sposób utrwala się obraz kobiety jako istoty słabej, dziecinnej, nieporadnej, która co najwyżej jakiegoś tam kota mieć może, ale nic ponadto. A przecież o ileż lepiej brzmiałoby zdanie: "Ala ma doktorat z kulturoznawstwa feministycznego i zajmuje się badaniem korelacji między wzorami haftów kurpiowskich w okresie drugiego rozbioru a obrazem kobiety w poezji futurystycznej dwudziestolecia międzywojennego". Albo inny przykład dyskryminacji: Mama Zosi jest krawcową. Nie dość, że promowany jest tu model kobiety, która tylko szyje, pierze, gotuje i sprząta, ale na dodatek sugerowane jest, że kobieta musi być matką. Dużo lepiej byłoby np. napisać "Partnerka Zosi jest dyrektorem firmy consultingowej, która uczestniczy w realizowanym ze środków Unii Europejskiej programie wdrażania nowej polityki asenizacyjnej w powiecie Łękołody".
Żeby było równiej, należy więc tu trochę rozciągnąć, a tam znów nieco przyciąć. Wyrzucić z podręczników wszystkie budzące zgorszenie fragmenty, w których kobiety pieką ciasto, niańczą dzieci czy też, o czym mówiła pani Pełnomocnik, zastanawiają się nad wyborem torebki. W to miejsce trzeba wprowadzić kobiety wykonujące wyłącznie ambitne i odpowiedzialne funkcje: niech będą panie ministerki, prezeski, pełnomocniczki, doktorki, prezydentki i tak dalej. Zresztą, żeby jeszcze bardziej zerwać z patriarchalną tradycją, można częściowo wzorować się na podręcznikach z czasów rozkwitu realnego socjalizmu, w których kobiety, a jakże, robiły to co mężczyźni, a nawet więcej. Były traktorzyce, suwnicowe, górnice, elektryce, motornice, którym nie w głowie były takie reakcyjne zajęcia, jak np. pieczenie szarlotki bądź wybór głupiej torebki. Zresztą po co takiemu wąsatemu babochłopowi z łapami jak bochny chleba torebka! Wystarczy szklana spirytusu i słonina na zagrychę. I czosnek dla odświeżenia oddechu.
Nie wiadomo jednak, czy ta postępowa wersja elementarza zostanie w najbliższym czasie zrealizowana, Sejm bowiem odrzucił ustawę o równym statusie kobiet i mężczyzn, którą poparły jedynie SLD i jej klony. Na sali było wesoło, doszło nawet do typowo babskiej kłótni między ex-pełnomocniczką Jarugą-Nowacką i znaną ekspertką od owsa, posłanką Beger, które w trakcie debaty wymieniały złośliwe poglądy na temat swoich kształtów. W ramach równouprawnienia dano im się wygadać, nie wpłynęło to jednak znacząco na wynik głosowania. Wygląda więc na to, że jeszcze przez jakiś czas równościowe inicjatywy nie doczekają się realizacji i będą nadal służyły rozbawianiu naszego biednego społeczeństwa, które, jak wiadomo, prócz nierównych statusów i dyskryminacji mniejszości nie ma żadnych innych problemów. A przecież tyle jeszcze jest do zrobienia. Można choćby przyjrzeć się ojczystej literaturze, np. Trylogii Sienkiewicza i opracować jej nową wersję ku pokrzepieniu serc, w której poznalibyśmy zawiłe losy Janiny Skrzetuskiej, Andżeli Kmicicy, Onufrej Zagłobnej oraz walecznej pani Wołodyjowskiej.
W związku z całym tym kompleksowym równaniem trzeba wspomnieć o pewnych trudnościach, które mogą pojawić się w trakcie realizacji kolejnych stadiów idei. Otóż może się okazać, że reklamy, podręczniki czy powieści będzie trzeba przerabiać wielokrotnie, zależnie od tego, jaka mniejszość akurat będzie modna. Dziś na przykład, między innymi dzięki panu Lechowi Kaczyńskiemu, bardzo modni są tzw. geje, a więc ci homoseksualiści, którzy postanowili ze sposobu zaspokajania potrzeb seksualnych uczynić podstawę grupowej tożsamości i domagać się pewnych przywilejów. Należy o tym ważnym szczególe pamiętać, podobnie bowiem jak nie wszystkie kobiety są feministkami (i nie wszystkie feministki kobietami), tak też nie każdy homoseksualista jest od razu gejem. Tak czy owak geje uważają się za jakąś odrębną grupę czy też "mniejszość", podobnie jak ci, których popęd seksualny skierowany jest na przedstawicieli fauny i flory, artykuły gospodarstwa domowego i inne mniej lub bardziej dziwaczne obiekty. Mniejszościom należy się tolerancja i gdyby rozumieć przez nią obojętność na to, co kto robi ze sobą bądź innymi za obopólną zgodą, nie widać w tym nic zdrożnego. W liberalnym społeczeństwie dorosły człowiek może robić ze sobą co mu się podoba, dopóki nie narusza wolności innych, jeśli więc ktoś chce np. żyć w związku z jednym bądź kilkoma przedstawicielami tej samej płci, to jego i ich sprawa. Podobnie jeśli ktoś obdarzy swoimi uczuciami parasol albo chomika (oczywiście, za zgodą obdarzanych) i postanowi obiektowi miłości zapisać cały swój majątek, to nie widać powodu, aby mu w tym przeszkadzać (choć oczywiście człowiek może na wieść o tym puknąć się w czoło).
(?)
Damian Leszczyński
Wyświetlony 4135 razy
Więcej w tej kategorii: « Nauka czytania Podstęp postępu »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.