niedziela, 29 sierpień 2010 11:11

Technokraci i doktrynerzy?

Napisane przez

III Rzeczpospolita w swej krótkiej historii wymiany nie doświadczyła jeszcze pokoleniowej elit życia publicznego.

 W przypadku strony opozycyjnej ze względów naturalnych, a w przypadku obozu rządzącego PRL w wyniku zaniechania rozliczenia tego okresu, wciąż mamy do czynienia w ogromnej większości z tymi samymi ludźmi. Ale ta pierwsza zmiana pokoleniowa wkrótce nastąpi. Polską politykę początku XXI wieku kształtować będą ludzie, którzy nie tylko nie stali przed rokiem 1989 po żadnej ze stron, ale tacy, którzy komunizmu prawie w ogóle nie pamiętają. Jaka to będzie polityka? Aby zbudować uczciwe i sprawne państwo, aby znaleźć dla niego miejsce w Europie i świecie, musi to być realizacja wielkich wizji, abstrahując chwilowo od ich ideologicznego ukierunkowania, a nie prowincjonalna gra drobnych interesów i małych układów. Zależy to zarówno od jakości mechanizmów ustrojowych oraz sprawności państwowych i pozapaństwowych instytucji, jak i od nowych elit politycznych i intelektualnych. Szczególnie teraz, wobec kryzysu elit, teza ta nie powinna budzić wątpliwości. Przyszli politycy i ich doradcy, dziennikarze i publicyści, analitycy i eksperci zdobywają doświadczenia i kontakty, poznają ludzi i mechanizmy rządzące życiem społecznym, dokonują pierwszych wyborów. Gdzie ich znaleźć? W młodzieżówkach partyjnych, organizacjach pozarządowych, stowarzyszeniach studenckich i samorządach uczelnianych, być może gdzieś jeszcze. Na pewno warto się im przyjrzeć.
W opowiadaniu Czerwone dywany, odmierzony krok Rafał Ziemkiewicz wykreował obraz europejskiego polityka XXI wieku. Pokazał człowieka zdegenerowanego moralnie i miernego intelektualnie, pozbawionego poglądów politycznych kłamcę, otoczonego ekspertami od PR i podejmującego decyzje na podstawie wyników sondaży. Prawdziwego mistrza rozgrywek toczonych na najwyższych szczeblach władzy, w skomplikowanej siatce układów i powiązań. Urzędnika struktur międzynarodowych, który zaszedł na tyle wysoko, że przestał już podlegać demokratycznej weryfikacji. Obserwacja działalności młodzieżówek partyjnych i aktywności ich liderów sprawia, że ta wizja przyszłości staje się niebezpiecznie prawdopodobna.
Pierwszym wielkim problemem młodzieżówek, choć większość ich członków nie zdaje sobie z tego sprawy, jest skrajny technokratyzm. Organizacje te w niewielkim jedynie stopniu stanowią forum wymiany myśli. Młodzi działacze nie prowadzą tu długich, pasjonujących dyskusji filozoficznych, historycznych czy choćby programowych do późnych godzin nocnych, jak zwykli to czynić ich rodzice w warunkach dużo mniej sprzyjających. Młodzieżówki nie wydają raczej własnych pism, nie prezentują poglądów swych członków nawet na stronach internetowych. Myliłby się jednak ten, kto twierdziłby, że niczego nie można się tu nauczyć. Tyle że największy nacisk kładzie się na umiejętności we współczesnej polityce najwyżej cenione: sporządzanie informacji prasowej i inne formy kontaktowania się z mediami, zarządzanie ludźmi i sprawna organizacja, prezentacja własnego wizerunku, zdolności przywódcze. Młodzi ludzie już na początku orientują się, że karierę w organizacji zdecydowanie ułatwia bliska znajomość z posłem, radnym, albo chociaż szefem regionu. Wynikiem tego jest przenoszenie konfliktów i walk frakcyjnych występujących w każdej partii do młodzieżówek, gdzie przybierają one postać sporów wyłącznie ambicjonalnych, stając się dla przyszłych polityków kolejnym źródłem niepotrzebnych doświadczeń.
Uzależnienie od partii politycznych, po pierwsze, wymusza pełną lojalność. Słuszność decyzji władz partyjnych i jej programu nie podlega dyskusji. Wszystkie pomysły muszą uzyskać akceptację "góry", a w najgorszym przypadku realizowane są tylko te, które z "góry" wychodzą, co sprawia, że młodzieżówki stają się jedynie narzędziami w rękach polityków. Po drugie, znamienny jest pewien specyficzny właśnie dla partii sposób działania. Trzeba błyskawicznie reagować na bieżące wydarzenia: wydawać mało przemyślane oświadczenia, starać się za wszelką cenę przebić do mediów, chociaż nie ma się w danej sprawie nic ciekawego do powiedzenia.
Jeszcze do niedawna czyniliśmy wywodzącym się z antykomunistycznej opozycji politykom centroprawicy zarzuty, że każdy z nich ma na koncie co najmniej jedną książkę i kilka programów dla Polski, ale żaden nie potrafi zaprezentować opinii publicznej swych pomysłów, stworzyć sprawnych struktur swojego stronnictwa, zarządzać jego organizacją. W przypadku nowego pokolenia elit politycznych sytuacja może być całkowicie odwrotna. W młodzieżówkach partyjnych nie dorasta bowiem przyszła polska inteligencja, lecz grupa technokratów. Tu nie dojrzewają wspólne wizje, nie rozmawia się o społecznych problemach i sposobach ich rozwiązania. Zamiast pomysłu na państwo jest pomysł na pokazanie się w mediach, zyskanie popularności, wreszcie zwycięstwo w wyborach. W dłuższej perspektywie może to prowadzić do tego, że termin "polityka" ostatecznie straci swe klasyczne, Arystotelesowskie znaczenie. Przestanie być "sztuką zarządzenia państwem" w trosce o dobro wspólne, a stanie się zgodnie z koncepcją polityki bez ideologii sztuką bycia wybieranym i bycia wybranym.
Brak umiejętności formułowania tez na pewnym poziomie ogólności i wyciągania wniosków, trzymanie się myślowych schematów, naśladowanie siermiężnego języka dorosłej polityki ? wszystko to widać, kiedy przedstawiciele młodzieżówek biorą udział w publicznych dyskusjach. W jednym z odcinków emitowanego w regionalnej "Trójce" programu "Młodzież kontra..." goszczący w studio polityk skierował do młodych ludzi pytanie, czym jest według nich patriotyzm. Członek Forum Młodych PiS stwierdził, że patriotyzm jest wtedy, kiedy Lech Kaczyński buduje Muzeum Powstania Warszawskiego, przedstawiciel PO wyraził opinię, że patriotyzm to niskie podatki, a młody działacz Samoobrony po chwili namysłu rzekł, że pytanie jest tak trudne, że w ogóle nie jest w stanie na nie odpowiedzieć. Nikt nie raczył zauważyć, że patriotyzm to miłość ojczyzny i od tego zacząć dalsze rozważania. A aktywność w życiu politycznym powinna być przecież właśnie wyrazem patriotyzmu. Patriotyzmu, który łączy się z takimi wartościami jak troska o dobro wspólne czy gotowość podjęcia służby w interesie publicznym. Wydaje się jednak, że te pojęcia są całkowicie obce młodym politykom, którzy stawiają przede wszystkim na chłodną kalkulację, opracowanie odpowiedniej strategii, pewność siebie oraz skuteczność. Czy okaże się, że rację miał Witkacy, kiedy w trzecim akcie Szewców przedstawił rewolucję technokratyczną, która nastąpi po faszystowskiej i komunistycznej?

(?)
Tomasz Stefanek
Wyświetlony 4884 razy
Więcej w tej kategorii: « Była "Solidarność" Krótko »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.