poniedziałek, 30 sierpień 2010 08:38

Pomiędzy pesymizmem a nadzieją O usuwaniu brudu z Kościoła

Napisane przez

Coraz częściej, w związku z komentarzami do ostatnich wydarzeń w Kościele powszechnym dają się słyszeć głosy, i to głównie ze strony młodszego pokolenia księży, że pora ostudzić posoborową euforię w Kościele, spojrzeć krytycznie na dziedzictwo Vaticanum II, realnie spojrzeć na owoce tych kilkudziesięciu lat. Ich głosy nie brzmią obco w odniesieniu do wypowiedzi koryfeuszy Kościoła: profesorów, biskupów, kardynałów, a nawet papieży.

Sama Stolica Apostolska w ostatnich latach raz po raz publikuje dokumenty, które swą wymową i jednoznacznością mają powstrzymać zapędy "dostosowaczy", którzy chcą, by Kościół przestał czymkolwiek różnic się od świata, dlatego upraszczają i prymitywizują liturgię, robią wszystko, by budynki kościołów niczym się nie wyróżniały we współczesnych blokowiskach, skrajnie obniżają moralne wymagania, a z kapłanów i biskupów czynią ludzi "takich samych" jak świeccy. Tyle że te zabiegi, mające na celu przyciągnięcie niewierzących i wątpiących do Kościoła, wcale nie spełniają swego zadania; za to zbliżają Kościół do stanu pogaństwa. Powoli coraz większe jest grono tych ludzi Kościoła, którzy widzą, że przez otwarcie się na świat Kościół jakby tracił swoją tożsamość. Miał być przecież w świecie znakiem, któremu sprzeciwiać się będą, stał się zaś w dużej mierze jedną z instytucji tego świata, nie tylko "otwartą" na świat, ale całkowicie do niego, wraz z całym jego relatywizmem, horyzontalnością, brakiem ostatecznych uzasadnień ? przystosowaną.
Pierwszym tego przystosowania znakiem jest taka liturgia, która byłaby dla współczesnego człowieka, niezdolnego do kontemplacji, nakierowanego na akcję i stale zmieniające się obrazy, jak najbardziej zrozumiała "dostępna". Pewnie w intencji uczynienia jej taką nie ma nic złego. Ważne jednak, by zachować umiar i proporcje. Bo często dzieje się tak, że w owym uprzystępnianiu liturgii znika gdzieś jej świętość i Misterium; Msza św., zamiast w swym zewnętrznym wyrazie przedstawiać święte Tajemnice staje się obrządkiem, którego jedynym celem zdaje się czasem wytworzenie odpowiedniej atmosfery, która zbuduje jedność, pobudzi spontaniczność (Poruszająco przedstawił te zagadnienia kard. J. Ratzinger, obecny Papież, w swej książce Duch liturgii). W ten sposób nawet to centralne działanie Kościoła, jakim jest sprawowanie Najświętszej Ofiary, przestało być we współczesnym świecie "znakiem sprzeciwu"; stało się jedną z czynności "tego świata".
Zwolenników zaś liturgii trydenckiej, czyli klasycznego rytu Mszy św. traktuje się z podejrzeniem, z obawą, że ich (rzekomy) niezdrowy resentyment jest zagrożeniem dla Kościoła. W rezultacie mamy pełne zrozumienie i stałe zielone światło dla rozmaitych liturgicznych udziwnień i ekstrawagancji, i niepisaną niechęć, czasem wrogość wobec tych, którzy dostrzegają ogromne bogactwo Mszy Wszechczasów i słusznie domagają się jej obecności w Kościele i swobodnego do niej dostępu. Czasami można mieć wrażenie, że przez stulecia, kiedy ryt ten był głównym rytem, Kościół tkwił we wstydliwym błędzie, który teraz pospiesznie stara się naprawić.
Ustanawiając Mszę Wszechczasów papież, św. Pius V pisał: W żadnym czasie w przyszłości nie może ksiądz (...) być zmuszony do innego odprawiania Mszy. Na mocy naszej apostolskiej władzy zarządzamy i określamy, że ten nasz obecny rozkaz i dekret jest nieodwołalny i wydany raz na zawsze i nie może być prawnie odwołany lub poprawiony w przyszłości (bulla Quo primum). Niewiele lat po zniknięciu liturgii trydenckiej tych, którzy mówią o niej dobrze, traktuje się jako osoby podejrzane. Nieraz tego doświadczyłem. Dlatego pamiętam radość, jaką odczuwałem, czytając przed kilku laty autobiografię ks. kard. Józefa Ratzingera, gdzie znaleźć można takie zdania: Byłem skonsternowany z powodu usunięcia starego Mszału, ponieważ czegoś takiego nie zna historia liturgii (s. 130). Pius V kazał przerobić istniejący mszał rzymski, tak, jak to odbywało się już w długowiekowej historii. Wielu jego następców przerabiało ten mszał, nigdy nie przeciwstawiając jednego mszału drugiemu (...) Teraz zaś [po reformie liturgii] ogłoszenie zakazanym mszału, który był wypracowywany przez wieki, poczynając od czasów sakramentarzy Kościoła starożytnego, spowodowało wyłom w historii liturgii i jego następstwa mogły być tylko tragiczne. Jak to już zdarzało się wiele razy w przeszłości konieczność rewizji Mszału była w pełni sensowna i całkowicie zgodna z dyspozycjami Soboru [Watykańskiego II]. Ale tym razem [mowa o reformie liturgii po Soborze] wydarzyło się coś więcej. burzono starożytną budowlę i tworzono inną. (...) Jestem przekonany, że kryzys, który przeżywamy obecnie, jest spowodowany upadkiem liturgii (s. 133). I dalej: Czy dla zwalczenia owej manii niwelowania wszystkiego i trywializowania nie można by pomyśleć o przywróceniu do użycia dawnego rytu? Samo to nie byłoby rozwiązaniem. Jestem oczywiście zdania, że należałoby o wiele hojniej udzielać prawa zachowania dawnego rytu wszystkim tym, którzy sobie tego życzą. Nie widzę zresztą, co miałoby być w tym niebezpiecznego lub nie do przyjęcia. Wspólnota, która ogłasza nagle jako ściśle zabronione to, co dotąd było dla niej czymś najświętszym i najwznioślejszym, oraz której przedstawia się jako coś niestosownego żal, odczuwany przez nią z tego powodu, sama stawia się pod znakiem zapytania. Jak można jej jeszcze wierzyć? Czy jutro nie zakaże ona tego, co dzisiaj nakazuje? (...) Tolerancja względem awanturniczych fantazji jest u nas prawie nieograniczona, za to praktycznie nie ma jej względem dawnej liturgii. Z pewnością w ten sposób znaleźliśmy się na złej drodze (tamże).
Z pewnością nadchodzi dziś pora, by na temat liturgii klasycznej, przyczyn jej praktycznego zniknięcia i konsekwencji, jakie to zniknięcie przyniosło, zacząć otwarcie i bez lęków rozmawiać.

Na stojąco czy na klęczkach?
Ze sprawą liturgii wiąże się sprawa naszej postawy zewnętrznej, w czasie, gdy uczestniczymy w Novus Ordo Missae.
Przyjmowanie Komunii św. w czasie Mszy św. na stojąco stało się już w Polsce powszechną praktyką. Postawa stojąca w tym ważnym momencie ma nawet jakieś tam swoje teologiczno-liturgiczno-historyczne uzasadnienie; człowiek tak jest ułożony, że wszystko, co czyni, stara się sobie wytłumaczyć ? dlaczegóż zatem nie uzasadnić i takiej postawy?
Nie chcę rozstrzygać, czy któraś z tych postaw jest bardziej godna od drugiej. Jednak na dwie sprawy chcę zwrócić uwagę Czytelnika.
Słyszałem raz, jak jeden pobożny ksiądz, w dodatku profesor liturgiki, mówił, że nie ma znaczenia, w jakiej postawie przyjmuje się Pana Jezusa w Komunii św., ważne jest natomiast nastawienie wewnętrzne. Nie chcę odejmować wagi nastawieniu wewnętrznemu, ale trzeba nam wiedzieć, że ma ono jak najściślejszą więź z postawą zewnętrzną. Wyobraźmy sobie, że młody mężczyzna idzie oświadczać się o rękę ukochanej dziewczyny. Ubiera się zatem w waciak, na nogi naciąga gumowce, w kąciku ust przykleja papierosa, dłonie wbija głęboko w kieszenie, wyciąga się na krześle i mówi: "Kochanie, nie patrz na moją postawę zewnętrzną, liczy się moje wnętrze, bardzo chcę cię poślubić". Człowiek jest jednością duchowo-cielesną i stany jego ducha wyrażają się na zewnątrz. Na tej podstawie oparta jest symbolika liturgii, a także każdego ceremoniału. Słowa, gesty, stroje odsyłają do transcendentnej wobec "tu i teraz" rzeczywistości. Ale jest też i tak, że postawa zewnętrzna wpływa na postawę wewnętrzną ? postawa "baczność!" w wojsku sprzyja zachowaniu wewnętrznej dyscypliny, klękanie ułatwia czy wręcz umożliwia ? zachowanie pokory. Są to sprawy oczywiste, choć dziś może trochę zapomniane.
I druga sprawa: Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie doznaje dziś wielu zniewag, doświadcza oziębłości, zapomnienia. Dziś, może częściej niż przed kilkunastoma laty, obserwujemy akty profanacji Eucharystii. Jest to racja wystarczająca, by tym bardziej okazać Panu Jezusowi cześć, poddanie i uwielbienie właśnie poprzez postawę klęczącą przy przyjmowaniu Komunii św. Postawa klęcząca wyraża bowiem coś więcej niż postawa stojąca ? oprócz szacunku także cześć, poddanie i uległość.
W Polsce, zgodnie z ustaleniem Konferencji Episkopatu Polski, postawą odpowiednią przy przyjmowaniu Komunii św. jest postawa stojąca. Jednakże zgodnie z instrukcją Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów (Institution Generalis Missalis Romani, n.160, par. 2), nie można odmówić Sakramentu osobie, która woli w czasie komunikowania klęczeć. Korzystajmy z tego zastrzeżenia watykańskiej Kongregacji i w tym świecie, w którym ludzie nauczyli się nie tylko klękać, lecz pełzać przed idolami władzy, pieniądza, seksu, nie chcą natomiast zgiąć kolana przed Jezusem w Białym Chlebie, bądźmy tymi, którzy również w ten wielce niedoskonały (wiem to) sposób ? klękając przed Królem Wieków ? oddają Mu należny synowski hołd i poddaństwo i zmniejszają nasilające się w tym względzie niedostatki.

(?)
Arkadiusz Robaczewski
Wyświetlony 5051 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.