poniedziałek, 30 sierpień 2010 10:17

Salon przydrożny

Napisane przez

Tytuł zawiera sprzeczność intelektualną i etyczną. Pojęcie "salon" kojarzone jest z elegancją, wyrafinowaniem, mądrością. Salony przeto nie bywają przydrożne, lecz znajdują się w centrum życia społecznego. Przydrożna może być karczma. Duch języka polskiego- nie będziemy tu wchodzić w rozważania, dlaczego tak się stało - traktuje karczmę jako coś gminnego, prostackiego, urągającego rozumowi i wytworności. A jednak ten salon jest salonem przydrożnym (nawiązanie do Pieska przydrożnego – książki Czesława Miłosza, bo i o nim tu jest sporo). Inaczej: jest to salon karczemny.

 

O jakim salonie tu mowa, skąd wzmianka o Miłoszu? Otóż mowa o Waldemarze Łysiaku i jego książce Rzeczpospolita kłamców. Salon. Mianowicie dobrze znany, ceniony i poczytny autor napisał tu chyba prawie wszystko o nędzy umysłowej i intelektualnej (a może być nędza intelektualna? ? zwie się to zwyczajnie fałszem i prostactwem) tych, którzy pretendują do miana elit III Rzeczypospolitej, a którzy zgromadzeni w owym "salonie" uważają, że to oni powinni decydować o państwie, kierunku i jego rozwoju i wpływają na postawy narodu i społeczeństwa.
Waldemar Łysiak pisze zawsze z pasją. Tym razem także ze złością, której trudno się dziwić. Jest to bowiem pokazanie od podszewki tego, co stało się z Polską po 1989 roku. Mianowicie opanowaniem myślenia zbiorowego przez ów salon przydrożny (karczemny), głoszący jedynie słuszną prawdę (skąd znamy to pojęcie?). Wedle modnego relatywizmu nie ma jednej prawdy. Każdy ma swoją prawdę, a jedna prawda jest warta drugiej. Pomińmy absurd takiego założenia, lecz hołdujący relatywizmowi salon przydrożny twierdzi, wbrew owemu założeniu, że on posiadł całą i jedyną prawdę. W normalnym języku zwie się to hipokryzją. Tyle że ogół nie dostrzega ? delikatnie mówiąc ? niekonsekwencji logicznej takiego stanowiska.
Dostrzega natomiast konsekwencję takiego uzurpatorskiego stanowiska autor. Trudno recenzować tę książkę. Jest w niej bowiem bogactwo materiału, przykładów i takich nazwisk (zresztą dobrze znanych), których nosiciele, gdyby byli ludźmi honoru, spaliliby się ze wstydu. Ale jakoś nikt z nich nie ma zamiaru okrywać rumieńcem choćby zażenowania. Bogactwo to oraz konstrukcja książki, w której jedne fakty logicznie wynikają z drugich, sprawia tę właśnie trudność recenzentowi ? trzeba by było przepisywać całą książkę. Dodajmy, że Waldemar Łysiak nie oszczędza i otoczki "salonu": owej gromady ćwierć- i półinteligentów, którzy mają się za inteligentów pełną gębą. Z drugiej strony przytacza sporo nazwisk godnych uznania, walczących z fałszem i kłamstwem "salonu". Przypomina się w tych momentach Clive Staples Lewis i jego Listy starego diabła do młodego, gdzie domeną diabła jest krętactwo i kłamstwo. Niestety, większość nie zadaje sobie trudu odróżnienia kłamstwa od prawdy, jedynie nieliczni chcą i mają odwagę głośno mówić o krętactwie, a wtedy okrzykiwani są "oszołomami" i podobnymi etykietami. Doskonale tłumaczy otumanienie pierwsza część tytułu: "rzeczpospolita kłamców" i rysunek na okładce.
(...)

Waldemar Łysiak, Rzeczpospolita kłamców. Salon, Wydawnictwo Nobilis, Warszawa 2004.

 

Marek Arpad Kowalski
Wyświetlony 3487 razy
Więcej w tej kategorii: « Ludzie z charakterami Wolność »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.