poniedziałek, 30 sierpień 2010 10:53

Twarda to mowa, któż jej słuchać może...

Napisał

Wybór kardynała Josepha Ratzingera na papieża wzbudził nie tylko w świecie katolików zakłopotanie, a nawet i trwogę. Papieżem został prefekt Kongregacji Doktryny i Wiary - czyli dawnej inkwizycji, na dodatek Niemiec "z zasadami". Analogicznie do papieża Wojtyły proszącego w pierwszym publicznym wystąpieniu o to, by Włosi go poprawiali, gdy się pomyli, żartowano, że Ratzinger powie do wiwatującego tłumu: jak się pomylicie, to was poprawię. Żart ten wskazuje na realne obawy wśród wielu hierarchów, jak i świeckich. W odróżnieniu od Wojtyły - elekta sprzed lat, postać kardynała Ratzingera jest powszechnie znana, gdyż, przewodnicząc przez pięć kolejnych kadencji Kongregacji Doktryny i Wiary, dał się on poznać jako niezwykły teolog, błyskotliwy filozof, człowiek niezwykle skromny, lojalny, a jednocześnie z zasadami. Stojący od lat na straży czystości wiary katolickiej, Ratzinger jest zwolennikiem silnej władzy rzymskiej Kurii, będzie wzmacniał niewątpliwie konserwatywne skrzydło katolickiego Kościoła.

Bezpośrednio po wybraniu Josepha Ratzingera na papieża pojawiły się liczne głosy krytyki kardynalskiego grona elektorów za fatalny wybór. Najbardziej niepokojące jest to, że głosy krytyki pochodziły głównie z grona duchownych, którzy zapomnieli o tym, że nie są to wybory na wzór kampanii prezydenckich czy komisarza ludowego ? a niepoślednią rolę odgrywa tu Duch Święty. Południowoafrykański anglikański arcybiskup Desmond Tutu tuż po wyborze nie krył zażenowania mówiąc: mieliśmy nadzieję na kogoś bardziej otwartego na bieżące wydarzenia na świecie, potrafiącego odpowiedzieć na wszystkie pytania odnośnie do sprawowania stanowisk duchownych przez kobiety, a także z bardziej rozsądnym podejściem jeśli chodzi o prezerwatywy i AIDS. Wtórował mu przewodniczący Konferencji Episkopatu Brazylii kardynał Antonia Celso de Queiroz, który powiedział, że wraz z wybraniem Ratzingera na papieża Watykan obrał europejski kurs: Nawet nowe imię, jakie obrał sobie kardynał Ratzinger, świadczy o tym, że w pierwszej linii poświęci się on dziełu wielkiej rechrystianizacji świeckiej Europy. Wybór kardynała Ratzingera na nowego papieża wzbudził największe protesty w... Niemczech, gdzie Benedykta XVI przedstawia się jako postać kontrowersyjną. "Sueddeutsche Zeitung" w imieniu narodu niemieckiego ogłosił, że będą nowego papieża traktować, jak traktuje się członków skłóconej rodziny. Bezpośrednio po wyborze papieża zaproszono do telewizji teologów, którzy popadli w konflikt z Kościołem. Gotthold Hasenhüttl z Saarbrücken wybór Kolegium Kardynalskiego określił mianem katastrofy, uznając panowanie Benedykta XVI za pontyfikat możnowładcy i dyktatora. Wielokrotnie w przeszłości upominany przez Ratzingera teolog Hans Küng z Tybingi mówił, że wiadomość o wyborze nowego papieża przyjął z uczuciem olbrzymiego rozczarowania i dodał: tak jak prezydenci USA otrzymują 100-dniowy okres próby, tak samo powinno się robić z nowo wybranymi papieżami. Potem, gdy nie spełni nadziei powinno się ich odwoływać.
"Der Spiegel" pisze o wielkim zdziwieniu całego świata na wieść o decyzji kardynałów obradujących na konklawe. Christa Nickels, posłanka do Bundestagu z ramienia Zielonych oraz przewodnicząca Centralnego Komitetu Katolików w Niemczech powiedziała, że Ratzinger pogrzebał nadzieje świeckich wiernych na reformy w Kościele. Paradzie "ekspertów" przewodniczył w niemieckich mediach suspendowany przez Stolicę Apostolską duchowny Gotthold Hasenhüttl (wybór kardynała Józef Ratzingera na nowego papieża jest jedną wielką katastrofą).
Do grona ekspertów zaproszono także Michaela Vespera, przewodniczącego Zielonoświątkowców w Nadrenii-Westfalii, który wybór Ratzingera na papieża też uważa za katastrofę, ale z nutą nadziei dodaje: być może natchnie go jeszcze Duch Święty. Hans Küng uważa, że następca Jana Pawła II pogrzebał wszelkie nadzieje na zanik autorytatywnych moralnych werdyktów Watykanu w takich sprawach, jak antykoncepcja, aborcja, eutanazja, święcenia kobiet czy homoseksualizm, a także przekreślił drogę ekumenizmu, dążącą do tego, by Kościół katolicki nie uważał siebie za jedyny i prawdziwy Kościół Jezusa Chrystusa. Wszyscy zgodnie wskazali w tym miejscu na "nieszczęsną" deklarację Dominus Iesus (O jedyności i powszechności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła) sygnowaną przez Josepha Ratzingera, którą zaaprobował, co prawda, papież Jan Paweł II ? papież stary i schorowany, wedle niemieckich teologów od wielu lat już będący tylko biernym narzędziem w rękach potężnej watykańskiej konserwatywnej frakcji, której przewodniczył kardynał Ratzinger... Oprócz sukcesu deklaracji ci nieszczęśni spadkobiercy inkwizycji, ciaśni i fanatyczni konserwatyści, o średniowiecznej zmurszałej mentalności przymusili też Jana Pawła II do tego, by wyniósł na ołtarze tego Piusa od "Syllabusa".
Zapomniana już deklaracja Dominus Iesus odżyła na nowo z wyborem Ratzingera na papieża ? wielu uznaje ją bowiem za program przyszłego pontyfikatu. Warto przy tej okazji przypomnieć, że dokument ten stał się przyczyną ogromnej wrzawy medialnej, również w Polsce. Przed kilku laty Jan Turnau "taktownie" pisał o kardynale Ratzingerze w artykule Słoń a sprawa jedności: Jestem katolikiem i uważam, że w moim Kościele jest pełnia prawdy, ale czy muszę to wciąż ogłaszać? Mogę uważać, że mam w czymś rację, a nie Kowalski, ale nie muszę mu tego wytykać. (...) Ekumenizm jest składem porcelany, w którym nie jest przydatny żaden słoń. W tym krótkim cytacie jak w soczewce skupiły się argumenty postępowych katolików, którzy chcieliby, żeby współczesny katolik "nie ogłaszał", "nie wytykał", "nie urażał", gdyż może to być groźne i niemiłe dla innych. Do przeszłości należą już bowiem ekscesy św. Piotra czy św. Pawła (chciałoby się napisać: fanatycznych żydów...), którzy nie bacząc na miłość bliźniego, tolerancję mając za nic, wszem i wobec ogłaszali, że poza Jezusem nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni. Co więcej mieli czelność powiedzieć prosto w oczy, że głoszą Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan. Czekać tylko, gdy postępowi katolicy ogłoszą, że jaki nauczyciel, tacy i uczniowie... Współcześnie wedle wielu teologów i katolików należy w imię ekumenizmu wystrzegać się takich niemodnych już wyrażeń.

(?)
Wyświetlony 4171 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.