wtorek, 31 sierpień 2010 18:49

Pierwszy kontakt

Napisane przez

Nie ma już na kuli ziemskiej plemion, które nigdy nie zaznały kontaktu z białymi. Są jednak w dorzeczu Amazonki odległe połacie puszczy nietknięte przez cywilizację - schronienie dzikich zwierząt i Indian żyjących w stanie pierwotnym.
Kilkakrotnie udało mi się dotrzeć do wiosek, gdzie wprawdzie wszyscy słyszeli już o białych ludziach, ale nikt ich jeszcze nie widział na własne oczy.

 

Pierwszy kontakt z "Dzikimi" jest zawsze bardzo uciążliwy. Trzeba się uzbroić w masę cierpliwości. I poczucia humoru. Biały w indiańskiej wiosce to coś jak lądowanie UFO albo kino objazdowe. Przez pierwsze dni jest ośrodkiem natarczywego zainteresowania i nie zazna chwili prywatności. Nawet kiedy mu tej prywatności bardzo potrzeba, bo idzie "na stronę".
Po piętnastu latach w dżungli wciąż nie mogę się przyzwyczaić, gdy stadko dzieci idzie za mną w krzaki i kuca sobie dookoła. Patrzą uważnie, co robię, a ja przecież nie robię nic nadzwyczajnego. Przeciwnie, robię to, co wszyscy w krzakach na całym świecie. I chciałbym wtedy być sam!
? A sio! Poszły się gapić na kogoś innego! ? niestety, takie wołanie nie pomaga.
Dzieciaki śledzą uważnie każdy mój ruch. Ale przede wszystkim podziwiają biel skóry. Bo skóra nigdzie nie jest tak biała, jak tam, gdzie te dzieci patrzą. Po to przyszły. Tak jak w innych szerokościach geograficznych przychodzą do cyrku popatrzeć na babę z wąsami.
Ja tu piszę "dzieci", a tymczasem to są chłopcy i dziewczynki. Niektóre kucnęły za mną, ale inne kucają od frontu i bynajmniej nie patrzą mi w oczy ? rozglądają się po całym ciele. Wprawdzie dla nich goły facet to żadna sensacja, raczej sprawa naturalna, ale mnie bardzo trudno się przestawić.
A jeszcze trudniej rozluźnić... Ale w końcu natura robi swoje, a wstyd daje za wygraną. I wtedy dzieciaki zaczynają się głośno śmiać albo wiwatować! To są te chwile, kiedy biały człowiek rozkwita jak piwonia i staje się czerwonoskóry.

***
Dorośli wcale nie są lepsi.
Najpierw mężczyźni organizują zbiegowisko, a zaraz potem, bez żenady zaczynają gruntowną rewizję naszego bagażu. Każdy najzwyklejszy przedmiot jest tu całkowicie nowy. Zostaje więc obejrzany, obmacany oraz wypróbowany (przez wszystkich po kolei). Przymierza się części garderoby, rozkręca latarkę, wącha, a niekiedy smakuje pastę do zębów, krem na komary, lekarstwa... Indianie są ciekawi. A życie w dżungli, w kulturze zbieracko-łowieckiej, nauczyło ich poznawania świata poprzez dotyk i smak. I nauczyło ich dzielić się wszystkim, co trafia do wioski. Dlatego nasze rzeczy w pewnym sensie przestają być nasze. Indianie wprawdzie sami ich nie zabiorą, ale oczekują, że zostaną obdarowani. Tak, jak na co dzień, gdy myśliwi wracają z polowania, najpierw pokazują swoje łupy, pozwalają je oglądać, podziwiać, dotykać, oceniać, a potem rozdzielają między członków społeczności.
Biały człowiek, który tego nie wie i nie zachowa się zgodnie z indiańskimi zasadami, obrazi gospodarzy. Dlatego zawsze wożę ze sobą sporo rzeczy przeznaczonych do rozdania: haczyki do łowienia ryb, groty do harpunów i strzał, noże, maczety, sól. Nie trzeba rozdać wszystkiego, co jest nam niezbędne, ale trzeba rozdać sporo, żeby w końcu mężczyźni odeszli usatysfakcjonowani i pozostawili resztę naszego bagażu w spokoju.
***
Po mężczyznach przychodzą kobiety. Tego nie lubię najbardziej.
Indianki (szczególnie stare) są bardzo dociekliwe... i nic ich nie zawstydza. Obserwują, dotykają, podglądają. A najgorsze, że komentują!
Pół biedy, kiedy to robią słowami w niezrozumiałym narzeczu; gorzej, kiedy zaczynają przy tym chichotać między sobą i wytykać palcami różne części mojego ciała.
Szczególnie interesuje je zarost (indiańscy mężczyźni nie mają zarostu ? skóra twarzy, szyi, klatki piersiowej, rąk i nóg, jest gładka i zazwyczaj sucha). Podchodzą więc do mnie zaciekawione i zaczynają skubać za włoski na nogach. Skubią tym bardziej, im bardziej mnie to irytuje. Wyrywają po jednym, a potem oglądają uważnie. Oczywiście, chichocząc przy tym deprymująco.
(?)
Wojciech Cejrowski
www.ccc.art.pl

Wyświetlony 2862 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.