wtorek, 31 sierpień 2010 19:02

Podróże leczą z kompleksów

Napisane przez

Teoretycznie istnieje cały szereg powodów, z których Polacy mogą mieć poczucie niższości. Listę taką można by złożyć np. z danych makroekonomicznych, jakości dróg, przeciętnej stopy życiowej czy miejskich krajobrazów, nad którymi pastwiono się wytrwale przez całe 45 lat. Taka galeria powodów do wstydu nie jest zresztą niczym specjalnie złym – o ile działa dopingująco. Dostrzeganie dysproporcji może wyzwalać pragnienie nadrobienia dystansu, a nawet rodzić prawdziwie twórcze moce. Poznając najpiękniejsze i najbogatsze zakątki Europy, czasem dojdziemy też do wniosku, że niektóre powszechne wśród nas kompleksy są nie tylko nieuzasadnione, lecz wręcz przeciwnie.

Legendarny tekst Dezyderaty z Baltimore przestrzega, że porównywanie się z innymi prowadzi do próżności lub zgnębienia ? zawsze bowiem będą wokół lepsi i gorsi od nas. A jednak przyznam się, że zwiedzając centra i prowincje wielu krajów kontynentu ? trudno mi było wyzbyć się przymierzania realiów obcych do rodzimych.
Świadomość, że literatura, sztuka czy filozofia Grecji rozkwitały już kilkanaście wieków przed zaraniem polskiej państwowości ? wręcz pochylała mój kark i zginała nogi w kolanach. Już pierwsze dni wędrówki uświadomiły mi jednak, że tak wielka cześć należna jest przede wszystkim Helladzie czasów bardzo odległych. Większość dzisiejszych jej mieszkańców zdaje się wyznawać pogląd, że wielcy przodkowie sprzed tysiącleci pozostają wystarczającym powodem do narodowej dumy. Skoro przez tak długie wieki ich kraj, jak żaden inny, promieniował wszelkimi osiągnięciami ? dziś może sobie pozwolić na rezygnację z podobnej roli. Rozczarowała mnie też architektura świątyń tzw. ortodoksyjnego chrześcijaństwa. Jego reguła wymusza powtarzanie analogicznego porządku we wszystkich cerkwiach. Zwiedziwszy ich kilka ? po kolejnych można już chodzić z zamkniętymi oczami, gdyż nogi same przyswajają powielaną do znudzenia topografię. Dopiero na Peloponezie uzmysłowiłam sobie, jak nieprzebranym bogactwem, jakąż nieogarnioną różnorodnością mienią się nasze polskie kościoły ? wznoszone według tyluż stylów, tak często zaskakujące fantazją, obrosłe jakże rozmaitymi wieżami, kaplicami, kruchtami! W rodzinnym Wrocławiu znam ulice, które zawsze staram się ominąć, nawet jeśli wiąże się to ze znacznym nadłożeniem drogi. Tak strasznie doskwiera mi ich urbanistyczny absurd i szpetota! Lecz okazało się, że i w pięknej Grecji miałabym analogiczne nawyki. Jednym z większych estetycznych wstrząsów, jakich zaznałam na Półwyspie Halcydyckim, były niewysłowionej urody krajobrazy ? pokryte nowymi domami o kształcie ni to ruin, ni to inwestycji mieszkaniowych zaniechanych w połowie robót. Sympatyczny mieszkaniec jednej z niedokończonych willi wytłumaczył mi, że to zasługa tamtejszych geniuszy polityki fiskalnej. Każda zakończona budowa wiąże się bowiem z obowiązkiem zapłacenia tak dużego podatku, że większość inwestorów decyduje się zamieszkiwać w domach niewykończonych. W efekcie przepiękne wzgórza i doliny pokrywają budowle bez tynków, liczne doczekują śmierci technicznej, pomimo że nigdy nie zbudowano ich do końca. Na Krecie czy pod Olimpem spotkamy mnóstwo przemiłych ludzi i zobaczymy urzekające pejzaże. Lecz równocześnie przekonamy się, że najpośledniejszy warszawski szofer mógłby tu uchodzić za niedościgły wzór dżentelmena kierownicy. Zawsze byłam pod urokiem kierowców np. niemieckich ? zatrzymujących auto przy cieniu przypuszczenia, że idący chodnikiem może zechcieć przejść na drugą stronę jezdni. Zazdroszczę austriackim czy włoskim rodzicom, pewnym bezpieczeństwa swoich dzieci nawet wtedy, gdy ich pociechy samodzielnie przemierzają całe szeregi ruchliwych ulic. W Grecji jednak stwierdziłam, że grubiaństwo wielu polskich właścicieli pojazdów mechanicznych należy raczej do "stanów średnich". Nad Morzem Egejskim watahy dzieciarni rozpędzonej na motorowerach potrafią zaskoczyć tłumy na deptakach lub znienacka zacząć crossować pośród plażowiczów. Życiem można przypłacić błędne odczytanie sygnałów dawanych reflektorami. Warto wiedzieć, że tam samochód mrugający światłami nie "mówi" przepuszczam cię, lecz zmykaj, bo na pewno nie będę hamował! Ta specyfika ma swój wyraz w statystyce wypadków ? jeszcze tragiczniejszej od naszej.
Jednym z największych rozczarowań minionego piętnastolecia jest jakość polskiej klasy politycznej. Istotnie ? trudno znaleźć na naszym kontynencie kraj, który pocieszyłby nas tym, że jest w nim w tym zakresie jeszcze gorzej. Lecz czy "format" aktualnego prezydenta Francji nie powinien oddziaływać na nas, na swój sposób, pokrzepiająco? I czy lepszy poziom prezentował któryś z ostatnich prezydentów Niemiec? Choć nie mają oni do roboty wiele ponad sprawianie dobrego wrażenia ? to z zadania tego udaje im się wywiązać czasem jedynie do momentu, w którym nie zaczynają czegoś mówić. Wstydzimy się mentalności posłów "Samoobrony" ? i słusznie. Jednak każdy, kto słyszał wystąpienia wybranych do Bundestagu członków Związku Wypędzonych, zauważy, że nad przyjaciółmi Leppera górują oni co najwyżej lepszym stanem uzębienia. Elity Ukrainy, dla której mamy ostatnio tak wiele ciepłych uczuć, od kilkunastu lat umacniają tożsamość wybijającego się na niepodległość narodu oddawaniem czci postaciom w rodzaju Bandery czy bojowców UPA. A przecież na przełomie XIX i XX wieku mieli pośród siebie Ukraińcy przywódcze osobowości wyjątkowych przymiotów i największego formatu. Myśli politycznej rodzącej się wówczas w Kijowie mogłyby pozazdrościć najstarsze demokracje. Kiedy za skrajny przypadek pomieszania pojęć przyjmujemy wypowiedzi o Kiszczaku jako człowieku honoru, zauważmy, że u naszych wschodnich sąsiadów kreowany jest jeszcze bardziej absurdalny model tradycji historycznej.

(?)

 

 

Grażyna Ślęzak
Wyświetlony 3611 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.